Dodam do tego co Numerolog.2 napisał — żyła wodna i sieć Hartmanna to dwa różne odczucia przy różdżce, jeśli masz już jakieś wyczucie. Żyła daje mocniejszy, bardziej nagły impuls, linie siatki są bardziej równomierne. Ale na początku naprawdę ciężko to odróżnić bez kilku dziesiątek godzin praktyki.
Mnie to też zastanawia od dawna. Czytałam że na początku każdy ma ten problem z odróżnieniem własnego ruchu od odpowiedzi, i że to przychodzi z praktyką, ale nie znalazłam nigdzie konkretnego opisu jak ten moment przejścia wygląda. Czy to po prostu nagle czujesz że to nie ty, czy jest jakiś etap pośredni?
Wracając do tego co Novaria pisała o zmęczeniu po śnie — czy to znaczy że te objawy które opisuje mogą być naprawdę spowodowane tymi 6400 Bovisa? Mnie to brzmi trochę jak za duże uproszczenie, bo przecież zmęczenie może mieć milion przyczyn.
Szczerze? Nie mam na to ostatecznego dowodu. Ale pomiar Bovisa w nowym miejscu wyszedł 7200, w starym był 6300. I mąż, który nic nie wiedział o przestawieniu, też powiedział że ostatnio lepiej się czuje. To mi wystarczyło do działania.
Myślę że tu chodzi o coś więcej niż dowód. Sama praca z wahadłem i świadomość że sprawdzasz swoje środowisko zmienia podejście. Ale przy skali Bovisa konkretnie — czy ktoś sprawdzał jak wyglądają miejsca mocy, np. kaplice lub stare miejsca kultu? Bo słyszałam że tam wartości są bardzo wysokie i to by potwierdzało że skala coś realnego mierzy.
A to ciekawe — stara kaplica jako obciążające miejsce. Rozumiem że wiek ani przeznaczenie miejsca nie chronią go przed wpływem geologii?
Słuchajcie, muszę się podzielić — zrobiłam ten pomiar w weekend. Miejsce gdzie byłaby głowa po obróceniu łóżka wyszło 6800. To lepiej niż obecne 6400, ale ciągle poniżej 6500, więc technicznie nie jest neutralne. Trochę nie wiem co z tym zrobić.
6800 przy głowie to już jest różnica, nie? Tzn. nie ideał, ale porównując do 6400 to jest wyraźny krok. Czy wahadło wskazywało że to miejsce jest obciążone czymś konkretnym?
To kołysanie przy pytaniu o Hartmanna brzmi jak właśnie ta niestabilność o której pisałam. Warto by sprawdzić czy cały ten obszar sypialni jest równomiernie na poziomie 6800, czy to tylko jeden punkt. Czasem przesuwając się 20-30 centymetrów można już trafić na inną strefę.
A jeśli się okaże że w tej sypialni naprawdę nie ma miejsca powyżej neutralnego, to czy odpromiennik mógłby podciągnąć te 6800 do czegoś korzystnego? Czytałam że niektóre modele podnoszą wartość Bovisa w promieniu kilku metrów.
A czy ktoś próbował zestawić odpromiennik z kamieniami i sprawdzać łączny wynik wahadłem? Bo może kombinacja daje lepszy wynik niż każde z osobna.
A czy ktoś próbował zestawić odpromiennik z kamieniami i sprawdzać łączny wynik wahadłem? Bo może kombinacja daje lepszy wynik niż każde z osobna.
Wracając do tego co Novaria opisała z kołysaniem przy Hartmannie — czy to kołysanie było regularne, takie rytmiczne, czy bardziej chaotyczne? Bo to całkiem różne sygnały w praktyce.
to co opisujesz — szarpanie chaotyczne — to dla mnie sygnał że w tym miejscu może się nakładać kilka czynników jednocześnie, niekoniecznie tylko Hartmann. Albo że wahadło w tym punkcie po prostu traci stabilność bo pole jest zaburzone. Spróbowałabyś zrobić pomiar Bovisa w kilku punktach siatki 50x50 cm i zanotować, gdzie spada a gdzie rośnie?
A mnie ciekawi jedno — jeśli Novaria dostała 6800 w miejscu gdzie miałaby być głowa po obróceniu, ale to wciąż technicznie poniżej neutralnego, to czy warto w ogóle ruszać łóżko? Czy ta różnica 400 punktów robi realną różnicę w samopoczuciu?
Przepraszam że się wtrącę z głupim pytaniem, ale czym właściwie jest ta skala Bovisa liczbowo? Tzn. od czego do czego? Bo w tym wątku pojawia się 6400, 7000, 8000 — ale nie wiem jaka jest ta górna granica i co ona oznacza.
Skala Bovisa nie ma górnego limitu w sensie technicznym — to umowna skala biometryczna, gdzie André Bovis określił okolicę 6500 jednostek jako poziom neutralny dla człowieka. Poniżej — obciążające, powyżej — korzystne. Wartości powyżej 8000-9000 pojawiają się przy miejscach mocy, silnych kamieniach, bardzo korzystnych przestrzeniach. Ale to nie jest skala zatwierdzona przez żaden zewnętrzny standard, to konwencja stosowana w radiestezji.
Mnie to też zastanawia, bo jak rozmawiałam z koleżanką która też pracuje z wahadłem, to ona dostaje inne wartości niż ja przy tym samym przedmiocie. I nie wiemy która z nas mierzy poprawnie, albo czy w ogóle któraś.
Ale jak się kalibruje do uznanej wartości skoro sama uzna wartość to też wynik czyjejś kalibracji? To trochę jak w kółko.
Rozumiem skąd to pytanie, ale w radiestezji kalibracja ma charakter praktyczny, nie absolutny. Chodzi o to żeby twój pomiar był spójny w czasie i żebyś ty sam widziała zmiany. Jeśli twój poziom referencyjny jest stały, to możesz porównywać wyniki między pomiarami, nawet jeśli Twoja 6500 i moja 6500 to nie jest identyczna liczba w jakimś zewnętrznym sensie.
To jest akurat coś o czym myślałam po weekendzie. Czy mnie interesuje wartość absolutna, czy tylko to czy w miejscu A jest lepiej niż w miejscu B? Bo jeśli to drugie, to kalibracja absolutna jest mi niepotrzebna — wystarczy że wahadło spójnie pokazuje różnicę między punktami w tej samej sypialni.
To co Novaria mówi ma dla mnie sens. Ale czy wtedy w ogóle powinna przywiązywać wagę do liczby 6800 jako takiej, czy tylko do tego że to więcej niż 6400 w innym miejscu?
Właśnie o to chodzi, ta liczba to umowny punkt na twojej własnej skali. Ważne że w miejscu A masz wynik wyższy niż w B, i że ten wyższy wynik koreluje z lepszym samopoczuciem po kilku tygodniach. To jest sprawdzian bardziej wiarygodny niż sama liczba.
Ale ile można czekać na te tygodnie? Novaria już chyba długo to bada i nadal nie ma jasności. Nie ma jakiegoś szybszego sposobu żeby stwierdzić czy to miejsce nadaje się czy nie?
Ale kilka tygodni to dużo czasu na złe spanie. Czy nie można jakoś przyspieszyć oceny — no nie wiem, zapytać wahadło bezpośrednio czy miejsce jest bezpieczne, zamiast czekać na samopoczucie?
A jakie te dwie metody to mogą być w praktyce? Np. wahadło plus co?
To jest dobra zasada i rozszerzyłbym ją — wracając do pytania Stefciaa o spójność wyników między różnymi osobami. Nie jestem przekonany że da się tego problemu uniknąć przez kalibrację do obiektu referencyjnego. Różne osoby mają różną wrażliwość i wahadło odpowiada na ich pole, nie na pole zewnętrzne w sposób absolutny. Dlatego porównywanie wyników Dianka z wynikami koleżanki może być bez sensu nawet przy tej samej technice.
