Ten wątek o snach mnie zatrzymał, bo ja właśnie miewam dziwne sny odkąd trzymam woreczek z suszonymi różami przy łóżku. Nie robiłam żadnego rytuału, po prostu postawiłam go dla zapachu. Czy sam przedmiot bez rytuału może coś robić? Bo to mnie trochę niepokoi.
Oba poglądy istnieją w różnych tradycjach i naprawdę trudno tu o jednoznaczną odpowiedź. Jedni mówią że roślina ma własną energię niezależną od praktykującego, inni że to intencja wszystko aktywuje. W praktyce pewnie działa coś pomiędzy. Ale Bozenka, jakie konkretnie są te sny, bo to może mieć znaczenie dla oceny?
To co opisuje Bozenka jest akurat bliskie temu co czytałam o różach pod poduszkę, że właśnie aktywują tę warstwę marzeń sennych i starych połączeń. Może twój woreczek przy łóżku działa podobnie nawet bez świadomej intencji. Ale mnie to zastanawia, czy to wtedy traktujesz jako rytuał który się dzieje bez wiedzy, czy po prostu właściwość rośliny?
To co napisała Teodozja na końcu mnie trochę niepokoi. Czy jeśli woreczek działał bez intencji, to znaczy że mógłby działać w sposób którego nie chcę? Bo teraz zaczynam się zastanawiać czy ta osoba ze snu to coś przypadkowego czy jednak woreczek coś wywołał.
Nie przesadzajmy z tym panikowaniem. Róża to nie jest przedmiot który zaczyna samodzielnie przyciągać rzeczy albo otwierać połączenia. To że macie żywsze sny może być po prostu efektem zapachu, który jest na tyle specyficzny że wpływa na jakość snu. Jest całkiem zwykłe wyjaśnienie zanim zaczniemy szukać magicznego.
Może właśnie to jest ten efekt o którym pisałam. Stare połączenia. Róże w wielu źródłach są opisywane jako roślina która aktywuje właśnie te niedomknięte relacje, nie zawsze romantyczne, czasem po prostu ważne emocjonalnie. Bozenka, czy ta osoba pojawiała się w snach wcześniej?
Nie, to był pierwszy taki sen od może trzech lat. I był bardzo wyraźny, nie mętny jak większość snów. Pamiętałam go rano w szczegółach.
To jest trochę niesamowite że sam woreczek dla zapachu mógł tyle zrobić. Ale mam pytanie, czy jeśli nie chcę takich efektów to wystarczy wynieść woreczek z sypialni? Czy to już nie można cofnąć?
Zazdroszczę że cokolwiek się dzieje, bo u mnie cisza totalna. Żadnych snów, żadnych sygnałów. Halny pisał wcześniej że płatki mogą inaczej pachnieć jako znak, ale moje ani trochę się nie zmieniły. Czy to znaczy że nic się nie dzieje?
Ja się zastanawiam czy powinienem w ogóle czekać na sygnały, bo Astralna wcześniej mówiła o powolnej pracy. Ale skoro Joasia czeka tygodnie i nic, a ja dopiero zaczynam, to trochę mi spada motywacja żeby w ogóle coś robić. Jaką formę wybrać skoro i tak nie wiadomo kiedy zadziała?
Ale może właśnie te wątpliwości rozbijają intencję i dlatego nic się nie dzieje? Czytałam że brak wiary po rytuale może go jakby cofać. Klimcia, może problem jest właśnie w tym że za bardzo monitorujesz efekty zamiast puścić to?
Klimcia, jak zaczynałam to też miałam ten paraliż wyboru. To co mi pomogło to skupienie się na jednej, konkretnej intencji i dopiero potem dobranie formy do niej. Czego właściwie szukasz, miłości nowej, powrotu kogoś, czy bardziej tego żebyś ty się czuła inaczej?
to jest bardziej powrót, ale nie wiem czy to dobry kierunek. Tzn. chcę żeby ta osoba wróciła, ale jednocześnie mam gdzieś z tyłu głowy że może nie powinnam tego ciągnąć. I nie wiem czy to mi przeszkadza w rytuале.
A ja mam pytanie bo to mnie też dotyczy. Jak to się ma do mojej sytuacji, bo ja byłam pewna intencji kiedy robiłam rytuał. Absolutnie pewna. I nadal nic. Więc co to znaczy że spójna intencja to warunek konieczny, skoro u mnie spójna była i efektu nie ma?
To jest akurat ważna kwestia, bo płatki kupione luzem w sklepie mają za sobą całą drogę, mnóstwo rąk, długie leżakowanie. Ja zawsze jak kupuję gotowe płatki to najpierw zostawiam je na parapecie przez noc, najlepiej jak jest księżyc, i stawiam przy nich wodę z intencją oczyszczenia. To nie musi być długi rytuał, ale jakieś naładowanie własną intencją chyba jest potrzebne.
A jak w ogóle poznać że płatki są już "gotowe"? Bo to brzmi trochę mgliście. Jest jakiś sygnał, zmiana zapachu, czegoś, czy po prostu trzeba wierzyć że po tej nocy są czyste?
Właśnie to mnie zastanawia, bo skoro woreczek bez żadnego przygotowania wywołał u mnie taki sen, to co by było gdybym te płatki najpierw świadomie naładowała intencją? Czy to by mogło być jeszcze intensywniejsze, i czy tego chcę...
To jest interesujące co Rojnik mówi, bo to by znaczyło że róże same z siebie mają jakiś kierunek działania, niezależnie od tego co my do nich wnosimy. Que jak to się ma do tradycji w których intencja jest wszystkim?
...więc ta różnica jest mniej więcej jak między wodą a wodą w konkretnym naczyniu. Sama woda płynie gdzie może, ale naczynie daje jej kształt. Róża bez intencji działa miłośnie, bo to jej natura, ale nie wiesz w którą stronę ani z jaką siłą.
Dobra, ale to rodzi kolejne pytanie. Jeśli róża bez intencji działa na to co mamy najbardziej niedomknięte, to czy to nie jest w pewnym sensie niebezpieczne? Bo niedomknięte sprawy nie zawsze są tym co chcemy otwierać.
Mam pytanie do Teodozji albo do Astralnej. Skąd pochodzi ten zwyczaj zakopywania? Bo spotkałem go w kilku różnych tradycjach i zastanawiam się czy to jest coś oryginalnie słowiańskiego, czy to jest bardziej powszechna praktyka która pojawiła się niezależnie w wielu miejscach.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale wracając do mojej sytuacji. Jeśli robiłam rytuał z niespójną intencją, to czy to zakopanie woreczka albo samych płatków mogłoby jakoś tę pracę cofnąć? Tzn. czy można to anulować?
A ja wiem czego chcę i nadal nic nie działa, więc ta spójna intencja nie jest chyba takim kluczem do wszystkiego jak tu sugerujecie. Minął miesiąc, a tamta osoba nawet nie spojrzała w moją stronę.
Ej, poczekajcie. Ja się tu uczę i chcę rozumieć. Czy to znaczy że zdjęcie osoby może coś psuć? Bo to brzmi jakby sama fotografia miała jakiś wpływ niezależny od nas. Czy tak to działa?
Przy zdjęciach zwykle kieruję się prostą zasadą: jak patrzę na zdjęcie i czuję ścisk, to nie biorę go do pracy. Nie ma tu żadnej skomplikowanej metody, po prostu ciało reaguje. A co do Joasi, to chciałam zapytać jeszcze o jedno. Jak długo robiłaś rytuał? Bo miesiąc to przy różach często za mało żeby cokolwiek oceniać.
A właśnie, bo ja mam pytanie do Teodozji i w ogóle do wszystkich. Czy suszone płatki zostawione na widoku nie przejmują też przypadkowych energii z przestrzeni? Bo jeśli mamy je w sypialni i codziennie kłócimy się tam przez telefon, to co się wtedy dzieje z tym ładunkiem który miałyśmy włożyć w rytuał?
To tłumaczy chyba moją sytuację z tymi niespójnymi intencjami o których pisałam. Miałam płatki w pokoju gdzie bardzo dużo myślałam o wszystkim na raz i teraz zastanawiam się czy one po prostu wchłonęły ten chaos. Czy to ma sens czy przesadzam?
