To co Madzialena mówi o kolcach jest ciekawe i trochę zmienia mi myślenie o różach. Zawsze traktowałam je jako symbol romantyczny, a tu nagle wychodzi że to jest roślina z napięciem w środku. Czy to znaczy że do rytuałów miłosnych różowa jest bezpieczniejsza od czerwonej, bo czerwona niesie to napięcie mocniej?
Kolor ma znaczenie, ale nie powiedziałabym że jedna jest bezpieczniejsza. Czerwona róża to intensywność i namiętność, różowa to uczucie łagodniejsze, bardziej przyjaźń, czułość. Jeśli ktoś robi rytuał i chce spokojnej miłości, różowa pasuje lepiej. Ale jeśli energetycznie jest już i tak dużo napięcia między dwojgiem ludzi, to czerwona może to eskalować zamiast pomagać.
Wróćcie na chwilę do kwestii suszenia, bo to jest coś o czym chciałam zapytać od początku wątku. Czy płatki które suszymy w naturalny sposób, np. na kartce papieru przy oknie, mają inne właściwości niż te suszone w suszarce do żywności? Bo moja koleżanka mówi że suszarka niszczy coś w roślinie.
Przepraszam że wchodzę, ale mam pytanie praktyczne. Ile czasu trwa takie suszenie między bibułkami? I czy muszę co jakiś czas zmieniać bibułkę, bo słyszałam że przy ziołach to ważne?
Zmienianie bibułki to dobra praktyka, bo wilgoć przechodzi w papier i jeśli go nie zmienisz to płatki schniesz wolno i nierówno. Przy płatkach różanych ja zmieniam co dwa dni przez pierwszy tydzień, potem rzadziej. Ale tu mam inne pytanie do bardziej doświadczonych. Czy do suszona płatków zostawiać szypułki czy je odcinać przed suszeniem? Bo nie wiem czy to ma znaczenie magiczne czy tylko praktyczne.
...bo chciałam zapytać tych bardziej doświadczonych: czy płatki które schnęły zbyt długo albo zbyt blisko okna gdzie wpadało mocne słońce tracą coś z tych właściwości o których tyle tu mówimy? Bo jak patrzę na swoje, to są trochę przebarwione i zastanawiam się czy to tylko kwestia estetyczna czy coś więcej.
To jest dobre pytanie, ale zanim odpowiem chciałbym wiedzieć jak długo schnęły i czy były nakryte. Bo samo przebarwienie od słońca to jeszcze nie wyrok, ale jeśli schnęły odkryte przez kilka tygodni w pełnym świetle, to mogło zajść coś podobnego do tego co Froen mówił o suszarce, tylko odwrotnie. Zbyt szybkie wysuszenie termiczne, zbyt wolne i słoneczne. Oba skrajne.
No właśnie i to jest coś, o czym rzadko się mówi na początku. Suszenie nie jest neutralnym krokiem technicznym, przynajmniej w moim podejściu. Kiedy kładę płatki do suszenia, mam już z grubsza w głowie do czego mają służyć. Nie mówię że trzeba siedzieć obok i medytować przez dwa tygodnie, ale jakieś zaproszenie na początku, żeby płatki "wiedziały" w jakim kierunku schną, wydaje mi się ważne. Może to brzmi dziwnie.
A czy ta intencja przy suszeniu może być ogólna, na przykład "do pracy z miłością", czy powinna być konkretna, z myślą o określonej osobie albo sytuacji? Bo jak mam różne płatki i nie wiem jeszcze do czego konkretnie ich użyję, to się zastanawiam czy warto w ogóle coś ustawiać.
Przy okazji tej rozmowy o intencjach mam pytanie do Teodozji. Wcześniej pisałaś że miałaś niespójną intencję przy swoim rytuale i zastanawiałam się czy próbowałaś potem ponowić pracę z nowym zestawem płatków, z bardziej jasną intencją? Ciekawi mnie czy to coś zmieniło.
Właśnie to lubię w tej rozmowie, że ktoś powie wprost że nie wie. To uczciwe. Ale mam pytanie do wszystkich, które mi chodzy po głowie od jakiegoś czasu w tym wątku. Czy ktoś z was pracował z różami przy ochronie, nie przy miłości? Bo prawie cały wątek krąży wokół rytuałów miłosnych, a Teodozja w tytule wspomniała też ochronę i uzdrawianie.
Ja próbowałam, ale nie byłam pewna czy robię to dobrze. Słyszałam że czerwone płatki rozrzucone przy progu mają chronić dom, ale nie znalazłam nigdzie konkretnie jak to przygotować. Czy tutaj też obowiązuje to suszenie i ustawianie intencji, czy przy ochronie robi się to inaczej?
A jak długo taka woda różana zrobiona samodzielnie zachowuje te właściwości? Bo mam wrażenie, że po tygodniu zaczyna dziwnie pachnieć i nie wiem czy to jeszcze nadaje się do użycia, czy już trzeba wylewać.
Chciałem wrócić do wątku Bozenki z ochroną progu, bo myślę że tu jest coś ważniejszego niż świeżość wody. Próg to konkretne miejsce energetyczne, granica między tym co wewnątrz i na zewnątrz. Czy przy tej pracy ustalałaś jakąkolwiek intencję ochronną, czy po prostu stawiałaś wodę?
A ja mam pytanie trochę z boku tego wątku o ochronę. Czy ktoś próbował łączyć płatki różane z innymi ziołami przy zaklęciach ochronnych? Bo słyszałam że rozmaryn wzmacnia ochronę, ale nie wiem czy z różą współgra czy sobie przeszkadzają.
Czy to znaczy że do mocnej ochrony domu potrzeba tylko czerwonych? Bo mam w ogrodzie różowe i białe i zastanawiam się czy w ogóle mają sens w tym kontekście.
Nie powiedziałabym że tylko czerwone mają sens przy ochronie. Biała róża ma dla mnie bardzo czystą, spokojną energię i kilka razy robiłam z nią coś w rodzaju oczyszczenia przestrzeni po trudnych rozmowach w domu. To też jest ochrona, tyle że nie przed czymś zewnętrznym, tylko przed tym co zostaje w pomieszczeniu po kłótni albo złym nastroju.
To co mówi Teodozja o oczyszczaniu przestrzeni po kłótni bardzo mnie zainteresowało. Czy to robisz z płatkami suchymi czy świeżymi? I czy to jest coś co można robić regularnie, tak profilaktycznie, czy tylko po konkretnym zdarzeniu?
To uczciwe podejście, Teodozja. Właśnie ten problem z weryfikacją mam zawsze przy takich rozmowach. Ale mam inne pytanie do wszystkich, trochę bardziej techniczne. Jak suszycie płatki żeby nie traciły koloru? Bo Rojnik miała problem z przebarwieniem i myślę że warto tu doprecyzować metody, bo o tym w sumie rzadko się mówi konkretnie.
Ja suszyłam na papierze ściernym, tzn. na zwykłej brązowej tortownicy do pieczenia, w zacienionym miejscu. Wyszły trochę ciemniejsze ale nie przebarwione. Nie wiem czy to była dobra metoda, bo to była moja pierwsza próba.
Dwa tygodnie to strasznie długo, a nie można jakoś szybciej? W piekarniku na najniższej temperaturze albo coś w tym stylu? Pytam bo chcę zrobić rytuał i nie chce mi się tyle czekać.
Wracając do pytania Halnego o suszenie bez utraty koloru, bo mi to nie dało spokoju. Próbowałam metodę z żelem krzemionkowym, bo ktoś mi polecił. Kolor faktycznie wyszedł znacznie lepszy niż przy suszeniu powietrznym, ale nie wiem czy coś się nie dzieje z energią rośliny przy kontakcie z tym żelem. Czy ktoś ma zdanie na ten temat?
A ja mam takie może głupie pytanie, bo jestem ciekawa. Czy kolor płatka po wysuszeniu ma inne znaczenie niż przed suszeniem? Znaczy, jeśli biała róża po suszeniu robi się kremowa albo lekko żółtawa, to czy pracujesz z energią bieli czy tej kremowej barwy?
Wróćmy na chwilę do mojego pytania o rozmaryn, bo Rojnik dopytała o kolory i trochę uciekło. Madzialena pisała że czerwona z rozmarynem to klasyczne zestawienie, ale nie powiedzieła jak to fizycznie łączyć. Czy to się miesza razem w sakiewce, spala, czy co innego?
Klimcia, to dokładnie to co ja robiłam, tylko bez żadnej intencji jak mi Froen wytknął. Mam teraz pytanie do Froena, czy retroaktywnie mogę wzmocnić to co ustawiłam wcześniej, czy lepiej zacząć od nowa?
A czy ta intencja trzeba wypowiedzieć głośno, czy wystarczy pomyśleć? Pytam bo głupio mi mówić coś na głos jak ktoś jest w pokoju obok i mógłby usłyszeć. Nie wiem czy cicha intencja ma tyle samo mocy.
dobra to rozumiem, że głośność nie ma znaczenia, ale mam jeszcze jedno pytanie. Jak już ustawiam tę sakiewkę z płatkami, to intencje mam myśleć tylko raz przy robieniu, czy co jakiś czas odnawiać? Bo to różie nie stoją wiecznie chyba.
