Zaczęłam ostatnio interesować się magią kwiatów i utkwęłam przy różach. Jest tego tyle, że głowa boli. Jedni mówią, żeby suszyć płatki w ciemności, inni że na słońcu, jedni że zbierać o świcie, inni że w pełnię. Chciałam się dowiedzieć jak wy to robicie, bo pewnie macie swoje sprawdzone sposoby. Konkretnie chodzi mi o to, czy sama pora zbioru ma aż takie znaczenie w przypadku rytuałów miłosnych, bo na to kładę największy nacisk.
Pora zbioru ma znaczenie, ale nie dramatyzowałabym jeśli nie trafi się idealnie. Ważniejsze jest intencja i stan kwiatu. Ja zawsze suszę płatki w cieniu, rozłożone na papierze, i nigdy tego nie zmienię, bo przy słońcu tracą kolor i energię. Chociaż spotkałam się z podejściem, że do magii ognia można suszyć właśnie w słońcu. Zależy co chcesz osiągnąć.
O, właśnie szukałam czegoś takiego! Mam pytanie do obu z was - czy musi to być róża ogrodowa, własnoręcznie zerwana, czy kupiowe płatki też działają? Gdzieś czytałam, że skupowe kwiaty są energetycznie martwe, ale nie wiem czy to prawda.
To zależy od tego jak definiujesz "działanie". Sklepy pełne są kwiatów hodowanych przemysłowo, nafaszerowanych chemią, ciętych w chłodniach tygodniami. Taka róża niesie ze sobą historię, która niekoniecznie jest historią miłości czy ochrony. Własnoręczny zbiór pozwala wejść w kontakt z rośliną, naładować ją intencją od razu. Ale słyszałem też od starszych zielarek, że każdą kupną roślinę można oczyścić przed użyciem. Nie twierdzę, że jedno podejście jest jedyne słuszne.
Dorzucę trochę chłodnego spojrzenia, bo lubię wiedzieć z czego rzeczy wynikają. Suszenie w cieniu ma całkiem prozaiczne uzasadnienie, które zgadza się z magicznym, bo brak słońca spowalnia utlenianie i zachowuje więcej olejków eterycznych w płatkach. A olejki eteryczne to jest to, co w różach naprawdę coś robi, bo wpływają na układ limbiczny, nastrój, stymulują pewne reakcje. Więc kiedy ktoś mówi że ciemno suszona róża ma więcej energii, to nie jest tylko metafora.
A jak jest z kolorem? Czytałam że czerwona to miłość namiętna, różowa to delikatniejsze uczucia, biała to oczyszczenie. To jest faktycznie stosowane w praktyce, czy to taka ładna teoryjka z internetu?
Kolorystyka kwiatów w magii jest bardzo stara i serio stosowana. Przy rytuałach miłosnych dobór koloru to jedna z pierwszych decyzji. Białą różą nie zaczniesz rytuału na namiętność, tak samo jak czerwoną nie zrobisz rytuału oczyszczającego. Chyba że wiesz co robisz i świadomie łączysz energię, ale to już zupełnie inny poziom pracy.
Hydrolat robię od kilku lat, domową destylacją parową. Do rytuałów miłosnych używam go do skrapiania świec, listu intencji, czasem siebie przed medytacją. Różnica między hydrolacją a maceratem jest spora energetycznie i praktycznie. Macerat jest bardziej ziemski, gęsty, hydrolat delikatniejszy i bardziej związany z elementem wody i emocjami. Przynajmniej z mojego doświadczenia.
Mam pytanie może naiwne, ale czy to nie jest tak, że róże zebrane na cmentarzu mają zupełnie inne właściwości od tych z ogrodu? Bo skoro energia miejsca ma znaczenie, to chyba kwiaty stamtąd też by ją nosiły. Pytam bo słyszałam o takich praktykach i zastanawiam się czy to legenda czy faktycznie ktoś to stosuje.
Wchodzę w temat, bo ostatnio suszyłam płatki pierwszej swojej róży ogrodowej i chciałam je do czegoś użyć, ale nie do końca wiem jak zacząć. Przeczytałam że można je wsypać do woreczka z innymi ziołami i nosić przy sobie. Czy jest jakaś kolejność, czy jakieś zioła, z którymi róży się nie łączy?
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale czy taki woreczek trzeba w jakiś sposób aktywować czy po prostu zrobić i nosić? Nigdy nie robiłam żadnych rytuałów i trochę się boję że coś zepsuję.
Dobra, rozumiem że intencja jest ważna, ale jak właściwie wygląda takie skupienie intencji przy woreczku? Bo siedzę z tymi płatkami w dłoniach i czuję się trochę... dziwnie. Czy mówi się coś na głos, czy wystarczy myśleć?
Mam pytanie które mnie nurtuje od początku tego wątku. Jak zbieram różę z myślą o konkretnym celu, to czy muszę wiedzieć już w momencie zbioru co z nią zrobię? Czy można zebrać, zasuszyć, a potem przypisać jej intencję? Bo zbieram latem nie wiedząc jeszcze co będę potrzebować zimą.
to ciekawe pytanie od strony praktycznej. W wielu tradycjach zbiór to już część rytuału i intencja powinna być wtedy. Ale są też takie podejścia, gdzie roślina ma swoje własne właściwości niezależnie od intencji zbierającego i intencję przypisuje się później przy użyciu. Które Ci bardziej odpowiada filozoficznie?
Ja zbieram z konkretną intencją, ale rozumiem argument że to możliwe też później. Różnica jest taka, że przy zbiorze z intencją ta energia jest niejako zamknięta w materiale od początku. Przy późniejszym nadaniu intencji jest to bardziej nałożenie, niż wbudowanie. Czy to czyni jeden sposób lepszym od drugiego? Nie wiem, ale dla mnie intuicyjnie bardziej przemawia zbieranie świadomie.
A wracając do moich cmentarnych kwiatów, bo Halny odpowiedział ogólnie, to chcę dopytać konkretniej. Jeśli ktoś składa różę na grobie bliskiej osoby, a potem ta róża leży kilka dni i zaczyna więdnąć, to czy taką różę można zabrać i użyć? I do czego konkretnie by się nadawała, skoro niesie ze sobą tę historię żałoby?
Przepraszam że wchodzę w tę cmentarną dyskusję, ale jestem ciekawa jednej rzeczy. Skoro rośliny mają absorbować energię miejsca, to czy to działa tylko z różami? Czy na przykład trawa z cmentarza też by miała te właściwości? Pytam bo zastanawiam się jak to właściwie działa.
Dobra wróćmy do czegoś bardziej podstawowego bo trochę odeszliśmy od tematu. Teodozja pytała na początku o suszenie i preparowanie. Froen wspominał o hydrolatie, Astralna o woreczku. Ale co z samym suszeniem? Czy płatki suszy się tylko rozłożone płasko, czy można je inaczej? Bo próbowałam wiszącego pęczka i mi się wysypały.
Utrata koloru przy suszeniu to w dużej mierze kwestia ekspozycji na światło i temperaturę. Cień, niska temperatura, dobra cyrkulacja powietrza i płatki zostają ciemnoróżowe lub czerwone. Jak suszyłaś w miejscu z dostępem światła, to odbarwiały się. Co do właściwości, kolor jest nośnikiem energii, więc nie jest to bez znaczenia.
A ja mam może głupie pytanie ale skoro tu jesteśmy, to skąd właściwie wiadomo że cokolwiek działa? To znaczy, robię rytuał z różami, tydzień czeka, dwa tygodnie, i skąd mam wiedzieć że efekt to zasługa rytuału, a nie po prostu że coś się naturalnie wydarzyło?
A mozna zapytac czy do rytuału z roza trzeba jakoś specjalnie przygotowac siebie? Bo czytam ten wątek i wszyscy mówią o przygotownaiu kwiatu ale nic o sobie. Czy stan w jakim jestem idąc do rytuału ma znaczenie?
Kąpiel przed rytuałem to stara praktyka i ma sens nie tylko symboliczny. Zmywasz fizyczne warstwy dnia, wychodzisz z trybu codziennego. Niektórzy dodają do kąpieli sól albo właśnie płatki róż, co od razu łączy przygotowanie ciała z intencją. Ale szczerość powiem, że nie każdy ją praktykuje i widziałem dobre rytuały robione bez żadnych przygotowań ciała.
To wyjaśnia jedną rzecz która mnie zastanawiała. Miałam kiedyś kąpiel z różami i potem czułam się dziwnie stawiając te same płatki w miseczce. Coś mi mówiło żeby nie łączyć, ale nie wiedziałam czemu. Teraz rozumiem logikę za tym.
A wracając do moich różowych płatków z ogrodu, bo nie dostałam do końca odpowiedzi. Czy do rytuału przyciągania uczuć wystarczy samo złożenie płatków i intencja, czy jest jakaś konkretna forma którą powinnam zrobić? Bo czytam różne rzeczy w sieci i każde źródło mówi co innego.
Każda z tych form ma inną logikę i inne zastosowanie. Zakopanie w doniczce to żywy symbol, energia rośnie razem z rośliną, powolna ale trwała praca. Spalenie to uwolnienie, wysłanie. Pod poduszkę to praca ze snami i podświadomością. Łączenie wszystkich trzech na raz to nie wzmocnienie, tylko chaos. Co jest twoim celem, Klimcia, konkretnie, bo wtedy powiem którą formę bym wybrała.
I tu jest moje pytanie, bo czekam na jakiś efekt od tygodni i nic. Klimcia pyta o formę i słyszę że każda forma jest inna i powolna. Czy to zawsze jest takie długie? Bo mam wrażenie że te rytuały działają w nieokreślonej przyszłości, a ja chcę wiedzieć kiedy mniej więcej.
Sygnały są różne i bardzo subiektywne, dlatego ten dziennik o którym Astralna mówiła wcześniej ma sens. Ale konkretnie przy pracy z różami, niektórzy opisują że materiał zaczyna inaczej pachnieć po czasie, nawet suszone płatki. Albo że osoba z intencji pojawia się w snach. To nie dowody, to wskaźniki, i można je przegapić jeśli się nie patrzy.
