Mam pytanie, które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Sen powtarzający się trzy razy to już sygnał? Czy dopiero siedem? Bo u mnie jest tak, że pewien motyw pojawia się dokładnie co kilka tygodni i za każdym razem budzę się z tym samym uczuciem. Zacznę od początku - w numerologii powtórzenia mają znaczenie, ale czy ktoś z was liczy też samą liczbę wystąpień snu i próbuje ją interpretować? Bo zastanawiam się, czy trójka to już wiadomość, czy to jeszcze przypadek.
Też mam powtarzający się sen i też się nad tym zastanawiam. Ile razy musi się pojawić, żeby to miało znaczenie? Bo jak dla mnie każde powtórzenie jest już sygnałem, nie rozumiem czemu czekać na siódme czy dziesiąte. Podświadomość mówi to samo po raz drugi - to już wystarczy chyba?
Nie wiedziałam, że można liczyć powtórzenia snu i to interpretować numerologicznie. Zawsze myślałam, że ważny jest sam sen, a nie to, ile razy się pojawia. Czy to znaczy, że jak sen wrócił pięć razy, to liczymy go jak piątkę w numerologii i patrzymy na jej znaczenie?
Ja miałam sen kóry wrócił chyba osiem albo dziewięc razy. Nie liczyłam dokładnie na poczatku, a potem żałowałam. Czy jak nie mamy pewności, czy to było osiem czy dziewięć, to ta interpretacja w ogóle ma sens? Bo te liczby to zupełnie co innego znaczą chyba.
Zatrzymajmy się chwilę na tych liczbach mistrzowskich, bo to ważne. Jeśli sen pojawił się jedenaście razy, to zostajemy przy jedenastce czy redukujemy do dwójki? Bo znam numerologów, którzy mówią, że w kontekście snów liczby mistrzowskie mają wzmocnione działanie, ale nie każdy je uznaje. Jak ty do tego podchodzisz?
Słucham tej rozmowy i myślę sobie, że w runach podobnie jest - powtórzenie układu rун w kolejnych rzutach też odbiera się jako wzmocnienie przekazu. Może to ta sama zasada? Liczba powtórzeń jako wzmacniacz, a nie osobna wiadomość? Zastanawiam się, czy w numerologii snów te dwa podejścia w ogóle się wyklucają.
Według mnie najważniejsze jest to, w które dni tygodnia sen się powtarza. Jak masz sen w nocy z wtorku na środę, to Mars i Merkury współdziałają i to zmienia interpretację liczby. Sama liczba powtórzeń to za mało, trzeba na to patrzeć całościowo.
Trochę z boku, ale to ciekawe, że w słowiańskiej tradycji sny powtarzające się traktowano jako głos przodków, a liczyło się nie ile razy sen wrócił, tylko w jakie noce. Noce pełni i noce nowiu były inne jakościowo. To nie jest numerologia, ale jakiś tam klucz liczenia jednak był. Pytanie do Ilonki - skąd bierzesz znaczenia liczb dla snów? Bo to, co znamy z numerologii osobistej, niekoniecznie musi się przekładać jeden do jednego na sny.
A ja chciałm zapyrtać - czy ważne jest też o której godzinie sie budzisz po tym śnie? Bo słyszałam że godzina przebudzenia tez ma swój numer i moze to dodatkowy klucz. Np. budzę się o 3:33 po tym śnie ciągle.
Wróćmy do tego, od czego zaczęłyśmy. Chcę się upewnić, czy dobrze rozumiem. Liczymy ile razy sen się pojawił, redukujemy do cyfry (albo zostawiamy mistrzowską), i ta cyfra to wiadomość? A co z treścią snu - ona w ogóle nie wchodzi do tej analizy?
Przeczytałam całą tę rozmowę i powiem szczerze - brakuje mi tu jednego pytania. Czy ktoś z was sprawdzał, czy ta interpretacja liczby powtórzeń faktycznie coś zapowiadała albo wyjaśniała w waszym życiu? Bo to piękna teoria, ale zanim wejdziemy głębiej, warto wiedzieć, czy ktoś ma jakieś konkretne doświadczenie, że policzył, zinterpretował i to się sprawdziło. Pytam bez złośliwości, po prostu lubię chodzić po ziemi.
Pytanie do wszystkich, którzy ją zadawały: sprawdzałam u siebie. Miałam jeden sen, który wracał cztery razy w ciągu może trzech tygodni. Czwórka w numerologii to fundament, stabilność, praca. Akurat wtedy podejmowałam decyzję o zmianie pracy i ten sen dotyczył dosłownie miejsca, które znam z dzieciństwa - domu rodzinnego. Zinterpretowałam to tak, że potrzebuję zakorzenić się w czymś stabilnym zanim zrobię krok. I faktycznie, kiedy poczekałam i dobrze przygotowałam grunt, wszystko poszło lepiej. Ale uczciwie powiem - nie wiem, czy to czwórka mi powiedziała, czy po prostu byłam gotowa słuchać siebie. To pytanie mnie nie opuszcza.
Cieszę się, że Anusia67 to powiedziała, bo to otwiera kolejną warstwę pytania z tytułu. Kiedy liczba powtórzeń "oznacza wiadomość" - może dokładnie wtedy, kiedy jesteś gotowa ją odebrać? To trochę przesuwa ciężar z samej liczby na osobę śniącą. Ale to też nie jest tak proste, bo znam sytuacje, gdzie sen wracał i wracał, a osoba kompletnie nie była gotowa i dopiero po czasie rozumiała. Więc może nie chodzi o gotowość, ale o moment?
Ale jak rozpoznać ten "moment"? To brzmi trochę jak - wiesz kiedy wiesz. Szukam czegoś bardziej konkretnego, jakiegoś znaku w samych liczbach, który mówi: teraz, słuchaj.
Wracajac do swojego snu - teraz żałuję podwójnie że nie liczyłam. Ale powiem co pamiętam z treści. Za każdym razem byłam w jakims miejscu pełym wody, rzeka albo jezioro, i zawsze ten sam człowiek stał daleko i nie podchodził. I teraz myslę, czy treść snu tez powinna być przeliczona na liczby? Bo woda to dla mnie jakoś szóstka albo dwójka, nie wiem skąd mi to przychodzi.
Ja robię trójwarstwowo i powiem jak. Pierwsza warstwa to treść snu przeliczona na liczby przez litery lub słowa kluczowe. Druga to liczba powtórzeń. Trzecia to daty, w których się pojawiał - dosłownie redukcja daty do cyfry. I patrzę czy te trzy coś tworzą razem, czy się zazębiają. Raz miałam sen, który dawał trójki na każdej warstwie i to był najbardziej wyraźny przekaz jaki miałam w życiu.
Zatrzymałbym się tutaj z tym przeliczaniem słów polskich przez tablicę pitagorejską, bo ta tablica była tworzona dla liter łacińskich i angielskich. Polskie znaki diakrytyczne - ą, ę, ó, ź, ż - nie mają przypisanych wartości w klasycznym systemie. Jedne szkoły je ignorują, inne przypisują wartości sąsiednich liter, a jeszcze inne mają osobne tabele. Więc kiedy Zlata liczyła W+O+D+A to pominęła ten problem, bo akurat "woda" nie ma ogonków. Ale jak ktoś liczy słowo "źródło" albo "jezioro", to wynik może się różnić zależnie od szkoły. Warto wiedzieć z jakiej tablicy się korzysta.
Mogę zapytać coś może naiwnego? Słucham tej rozmowy i zastanawiam się - czy sen musi być dokładnie "ten sam" żeby liczyć go jako powtórzenie? Bo miałam sny o podobnym klimacie, podobnym miejscu, ale za każdym razem trochę inaczej się kończyły. Czy to jeden sen wracający, czy kilka różnych snów z tego samego miejsca?
To pytanie Forsycji jest kluczowe i nie jest naiwne. Moja odpowiedź: jeśli miejsce lub główna postać jest ta sama, a emocja jest ta sama - to jeden sen, niezależnie od różnic w fabule. Fabuła to wariacje, rdzeń to przekaz. Ale to moje podejście, inne szkoły mogą to dzielić inaczej.
A co z snami które sa smieszne albo radosne a wracają? Zawsze zakłdam ze powtarzajacy sie sen to jakieś ostrzeżenie albo ważna sprawa, ale miałam raz serię snów gdzie byłm na weselu i bylo swietnie. Pięć razy. Piątka to zmiana? Czy to dobra zmiana bo sen był radosny?
No ale wracając do tego co powiedziała Martynka_W - skoro to wielogłos a nie hierarchia, to jak w ogóle dochodzisz do jakiegoś wniosku? Bo ja jak mam dwie sprzeczne wskazówki to zamiast interpretacji mam mętlik. Czy chodzi o to, że po prostu wybierasz tę, która bardziej pasuje do sytuacji?
To co mówisz Martynka_W o uczciwości wobec siebie mnie uderzyło. Bo jak teraz myslę o swoim śnie z tą osobą przy wodzie - moze nie chciałam widziec ze to o tej relacji, szukalam bardziej kosmicznych sensów. A moze sens był po prostu blisko.
Na to pytanie Rgielki chcę odpowiedzieć spokojnie - niepewność co do liczby nie przekreśla interpretacji. Powiem nawet, że to jak pamiętasz liczbę jest samo w sobie sygnałem. Zapamiętałaś "dużo", co subiektywnie oznaczało przesyt lub nacisk. To też jest dane.
Dobra ale skoro tak, to po co w ogóle liczyć powtórzenia? Mogę powiedzieć "śniło mi się dużo razy, czuję że to ważne" i będzie tak samo skuteczne jak redukcja do cyfry?
Wróciłam do pytania, które zadałam wcześniej o te sny podobne ale nie identyczne, i cieszę się że Anusia67 odpowiedziała. Ale mam jeszcze jedno: jeśli liczymy powtórzenia snu jako "serii", to czy data pierwszego i ostatniego snu z tej serii też coś znaczy? Że seria trwała określony czas?
Forsycjo, to jest bardzo dobre pytanie i ja robiłam coś podobnego. Redukowałam datę pierwszego snu i datę ostatniego i sprawdzałam czy są ze sobą w jakimś numerologicznym związku. Raz wyszło mi że pierwsza i ostatnia data razem dają to samo co liczba powtórzeń. Przypadek? Może. Ale nie mogłam tego zignorować.
To jest niesamowite, bo przypomina mi technikę z astrologii - patrzenie na tranzyt otwarcia i zamknięcia jakiegoś tematu. Tu jakby liczby same wyznaczają poczatek i koniec cyklu. Czy to znaczy, że seria snów ma swój własny horoskop, jeśli można tak powiedzieć?
