Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, co chyba niewielu bierze pod uwagę przy terapii. Chodzi mi o samą liczbę sesji - czy ona ma znaczenie numerologiczne? Byłam ostatnio u terapeutki i zaproponowała mi 12 spotkań. Pomyślałam, że 12 to liczba cykli, zamknięcia, ale też 1+2=3, czyli wibracja wyrazu i twórczości. Czy to przypadek, że akurat tyle zaproponowała, czy może jest w tym jakiś ukryty porządek? Czy ktoś tutaj brał pod uwagę numerologię przy planowaniu swojej terapii albo w ogóle liczby sesji ;)?
To ciekawe pytanie, bo liczba 12 rzeczywiście niesie ze sobą energię domknięcia cyklu - 12 miesięcy, 12 znaków zodiaku, 12 apostołów w wielu tradycjach. Ale zanim pójdziemy dalej - jaka jest Twoja liczba życiowa? Bo to ona będzie decydować, jak ta wibracja trójki z sumy 12 na Ciebie zadziała. Dla jednych trójka to harmonia i ekspresja, dla innych to rozproszenie energii. Bez tej podstawy trudno ocenić, czy 12 sesji to dla Ciebie numerologicznie optymalna liczba.
Zaraz, zaraz - trochę za szybko idziemy w tę stronę. Mam wrażenie, że mieszamy dwa porządki. No właśnie, numerologia liczby sesji to jedno, ale samo uzdrowienie to proces, który ma swój własny rytm energetyczny i niekoniecznie podlega z góry narzuconej liczbie. Znam przypadki, gdzie ktoś szedł na 7 sesji i to była dla niego liczba absolutnie przełomowa, a ktoś inny przy 9 utknął w miejscu. Skąd w ogóle bierzecie pewność, że to liczba sesji a nie ich jakość czy timing względem cykli księżycowych decyduje o uzdrowieniu?
Muszę tu dodać coś od siebie bo pracuję z czakrami i bioenergią i widzę to trochę inaczej. Liczba sesji ma znaczenie, ale nie samodzielnie - ona wchodzi w rezonans z wibracją osoby, która prowadzi sesję, z fazą, w której jest pacjent, i z numerem roku osobistego. Ktoś kto jest teraz w roku osobistym 6 - czyli roku odpowiedzialności i leczenia - inaczej przejdzie przez 12 sesji niż osoba w roku 1, która dopiero zaczyna nowy cykl. Czy Anetcia sprawdzała swój rok osobisty?
Przepraszam że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale jak w ogóle oblicza się ten rok osobisty? Słyszałam o tym, ale nigdy nie przeliczałam dla siebie. I czy to działa tak samo przy terapii co przy innych decyzjach życiowych?
Ja miałam ostatnio coś podobnego - chodziłam na sesje bioenergoterapii i trafiłam na 9 spotkań zanim coś realnie drgnęło. Podobno 9 to liczba zakończenia i transformacji więc może to nie był przypadek? Terapeutka nic nie mówiła o numerologii, ale jak teraz patrzę wstecz, to właśnie na dziewiątej sesji coś się naprawdę otworzyło. Czy ktoś ma podobne doświadczenia z konkretną liczbą, po której nastąpił przełom?
No właśnie, to fundamentalne pytanie. Jak liczymy sesje - narastająco przez całe życie czy od konkretnego terapeuty? Moim zdaniem energia intencji jest tu kluczowa. Jeśli zaczynasz od nowa z nowym człowiekiem, to energetycznie jest to nowy cykl i liczymy od jedynki. Ale jeśli wracasz do tej samej osoby po przerwie, to czy kontynuujesz stary cykl czy otwierasz nowy? To nie jest proste. Zna ktoś jakieś konkretne podejście numerologiczne do tego?
Czytam tę dyskusję i chcę doprecyzować kilka rzeczy, bo zaczyna się robić dużo intuicji a mało struktury. W klasycznej numerologii każdy nowy cel czy intencja tworzy własny cykl - więc jeśli idziesz na terapię z konkretnym problemem, liczysz sesje od pierwszej dotyczącej tego problemu, niezależnie od terapeuty. Zmieniasz problem albo temat pracy? Nowy cykl. Teraz - Anetcia, napisałaś że terapeutka zaproponowała 12 sesji. Czy ona sama to zaproponowała z jakiegoś powodu, czy to standardowy pakiet u niej?
Mam Księżyc w Baranie i mogę powiedzieć, że moje podejście do terapii zawsze było impulsywne - rzucałam się na nowe sesje, przerywałam w połowie, zaczynałam od nowa. zastanawiam się teraz czy to właśnie dlatego nigdy nie domknęłam żadnego cyklu numerologicznego. Zawsze urywałam w środku, może na czwartej, może na siódmej. Czy Księżyc w Baranie może sabotować intencję zamknięcia liczby sesji?
Ten wątek z Księżycem w Baranie jest ciekawy. Czytałem że Księżyc w Baranie daje silne reakcje emocjonalne i szybkie znudzenie - to by pasowało do przerywania terapii. Ale nie wiem czy to znaczy, że taka osoba powinna celować w krótsze cykle liczbowe, na przykład 3 albo 5 sesji zamiast 12?
Wchodząc w ten wątek astrologiczny - Księżyc w Baranie daje energię inicjowania, ale nie domykania. To zarzewisko, nie palenisko. Z perspektywy numerologii mogłoby to oznaczać, że osoby z takim Księżycem lepiej pracują w krótkich cyklach, na przykład zamknięte trójki albo jedynki - każda sesja jako kompletna całość. Ale nie upraszczałbym tego za bardzo, bo ascendent i inne planety robią ogromną różnicę. Fiolek99, jaki masz ascendent?
Przyznam szczerze że przy sesjach terapeutycznych w ogóle nie myślałem o numerologii. Ale teraz zaczynam się zastanawiać - sam planowałem rytuały oczyszczające i zawsze pilnowałem żeby były w odpowiednich cyklach. Czemu terapia miałaby być inna? Może warto zanim się umówi na konkretną liczbę sesji, po prostu wyliczyć swoją wibrację na dany rok i dopasować liczbę do tego? Jak to miałoby wyglądać w praktyce, żeby to miało sens?
Myślę że doszliśmy do czegoś ważnego w tej rozmowie - mianowicie tego, że intencja domknięcia cyklu sesji może być silniejsza niż sama liczba. Anetcia zaczęła od pytania czy 12 to dobra liczba, i to jest słuszne pytanie, ale może ważniejsze jest to czy wchodzi w te sesje z intencją przejścia przez pełny cykl. Sama liczba bez zakotwiczonej intencji to tylko cyfra. A z waszych doświadczeń - czy kiedyś czuliście że dana sesja była energetycznie ostatnią, zanim jeszcze terapia się skończyła?
Właśnie ten problem z "ogłaszaniem" domknięcia mnie zatrzymuje. ^^ Mam wrażenie że u mnie Księżyc w Baranie sprawia, że zawsze ogłaszam koniec za wcześnie - wiem wewnętrznie, że to impuls, a nie prawdziwe domknięcie. Czy są jakieś sygnały numerologiczne albo w ogóle jakieś, po których możesz rozpoznać że cykl jest naprawdę gotowy na zamknięcie? Nie chcę kolejny raz urwać w połowie.
Czytam tę dyskusję o Księżycu w Baranie i mam pytanie trochę z boku - czy ktoś wie jak to wpływa na osoby z Księżycem w Baranie, które trafiają na terapeutę z Księżycem w przeciwnym znaku, czyli w Wadze? Czy wtedy jest jakiś numerologiczny bufor czy raczej zderzenie?
Właśnie próbowałam policzyć liczbę życiową mojej terapeutki, ale nie znam jej daty urodzenia. Zapytać raczej nie mogę, to byłoby dziwne. :> Czy da się to jakoś obejść albo jest inny sposób żeby ocenić tę kompatybilność bez dokładnej daty?
imię wystarczy jako punkt startowy. :> W numerologii imiona mają swoje wibracje - każda litera odpowiada konkretnej cyfrze według tabeli Pitagorejskiej. Nie da Ci to pełnego obrazu, ale wibracja imienia mwói sporo o tym jak osoba wyraża swoją energię w kontakcie z innymi. To może być wystarczające przy ocenie dynamiki sesji.
Przepraszam że wracam do mojego wcześniejszego przykładu z tymi dziewięcioma sesjami - teraz jak czytam tę dyskusję to zastanawiam się,czy to że coś drgnęło właśnie na dziewiątej miało związek z tym, że moja terapeutka miała imię o konkretnej wibracji? No dobra, może te dwa czynniki zadziałały razem? Nie wiem jak to sprawdzić wstecznie.
To co opisuje Wiedunia to klasyczny wzorzec dziewiątki - opór tuż przed zakończeniem starego cyklu jest niemal wbudowany w tę energię. Dziewiątka nie domyka się łagodnie, ona najpierw generuje zmęczenie i chęć ucieczki, a potem daje przepływ. Niezależnie od pozycji Księżyca, jeśli trafiasz na sesję dziewiątą w roku transformacji, ten wzorzec może się aktywować.
Wracając do głównego pytania Anetci - bo moim zdaniem to co teraz rozmawiamy bezpośrednio na to odpowiada. Dwunastka jako liczba sesji przy roku osobistym 4 i liczbie życiowej 7 ma swoją logikę: 12 redukuje się do 3, czyli ekspresja, komunikacja, przepływ. To może uzupełniać powolność czwórki i introfekcyjność siódemki. Ale czy te 12 sesji jest zaplanowane z regularną częstotliwością, czy nieregularnie? To też ma znaczenie.
Czytam tę dyskusję o dniach tygodnia i mam wrażenie, że to może być przesada - ale z drugiej strony sama odkryłam, że moje najważniejsze sesje zawsze wypadały w środy, czyli w czwórkę, i akurat środa to dzień Merkurego, więc komunikacja. Może to nie jest przypadek. Anetcia, czy Twoje wtorki były świadome czy po prostu tak wyszło z grafiku terapeutki?
Wyszło z grafiku. Ona miała wolny termin we wtorki rano i tyle. Ale teraz jak to czytam, to zastanawiam się czy to przypadek że właśnie ten termin był dostępny akurat kiedy zaczęłam szukać terapii.
To co mówi Anetcia to ciekawy punkt. W numerologii nie ma przypadkowych zdarzeń, ale trzeba uważać żeby nie popaść w pułapkę potwierdzania - że każde zdarzenie dopasowujemy do schematu po fakcie. Pytanie jest takie: czy liczba sesji, dzień tygodnia i wibracja imienia terapeutki dają spójny obraz, czy też każdy element można by uzasadnić dowolnie?
Bogus ma rację w tym konkretnym pnukcie i uważam,że warto to powiedzieć wprost. O matko, wsteczna interpretacja jest użyteczna do rozumienia wzorców, ale nie do planowania kolejnych kroków. Anetcia - Ty jesteś teraz na dwunastej sesji czy jeszcze nie? Bo jeśli wiesz kiedy będzie trzynasta, to właśnie tam jest pytanie o planowanie.
Trzynastka to bardzo konkretna energia - w wielu tradycjach to liczba przejścia, śmierci starego i narodzin nowego. Bioenergetycznie trzynasta sesja może być silnym punktem zmiany. Nie w sensie zakończenia, tylko jakościowego skoku. Czy coś w sobie czujesz przed tą sesją?
Ale moment - czy my teraz mówimy że pewne liczby sesji są obiektywnie lepsze dla pewnych pozycji księżycowych? To jest konkretna teza. Czy ktoś to sprawdzał na więcej niż jednym przykładzie, bo brzmi jak coś co można zweryfikować?
To ważne pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Numerologia działa na poziomie cyklu i rytmu, astrologia na poziomie jakości energii. Księżyc w Baranie mówi jak przeżywasz, dziewiątka mówi kiedy. Te dwie informacje razem dają obraz pełniejszy niż każda z osobna. Przy Księżycu w Skorpionie, Ferdek, to co opisujesz jako zatapianie się - przy dziewiątce mogłoby się zamieniać w opór zanurzenia, bo dziewiątka prosi o puszczenie.
