Mam taki okres, że pieniądze przeciekają mi przez palce, choć zarabiam podobnie jak rok temu. Wpadłam ostatnio na tekst, że problemy z kasą siedzą w czakrze podstawy, w tym całym poczuciu bezpieczeństwa i przetrwania. Brzmi ładnie, ale nie wiem, czy to nie jest po prostu wymówka, żeby nie zajrzeć do własnego budżetu. Pracuje ktoś z Was nad tym ośrodkiem pod kątem finansów i widzi realną różnicę, czy to bujanie w obłokach?
U mnie akurat coś w tym było. Jak siedziałem w ciągłym napięciu „nie wystarczy", to każda decyzja o wydatku była z lęku, a z lęku rzadko wychodzą dobre decyzje. Praca z uziemieniem trochę ten stały alarm wyciszyła. Tylko od razu zaznaczę, że pieniędzy mi to z nieba nie zrzuciło. Zmieniła się głowa, nie konto.
Zacznę od czegoś, co tu pewnie zaraz wywoła awanturę. Czakra podstawy to ośrodek przetrwania, ziemi, bezpieczeństwa. Pieniądze są dla człowieka formą bezpieczeństwa, więc związek jest. Ale to nie działa tak, że „odblokujesz korzeń i przyjdą przelewy". Działa to tak, że przestajesz funkcjonować w trybie przetrwania i zaczynasz myśleć dalej niż do jutra. To zupełnie inna mechanika niż obiecuje pół internetu.
A gdzie ta czakra podstawy w ogóle jest? Bo o sercu czy trzecim oku słyszałam, ale ta najniższa mi umyka.
