Karinka, to co opisujesz - że po medytacji chcesz gadać, dzielić się, szukasz kontaktu - to klasyczna trójka w akcji. Trójka jest ekspresyjna, społeczna, nie lubi zatrzymywać czegokolwiek dla siebie. Siódemka by usiadła z tym doświadczeniem sama przez godzinę. Więc tak, rok osobisty trójki może naprawdę mocno wchodzić w medytację, szczególnie jeśli liczba minut też to wzmacnia. Ale mam pytanie do ciebie - czy to uczucie po medytacji, to szukanie rozmowy, jest dla ciebie przyjemne czy raczej jakbyś nie mogła utrzymać tego co zebrałaś?
To co opisujesz z tą wodą w garści - czy to nie może też oznaczać że te 20 minut to po prostu za mało dla siódemki? Bo rozumiem że rok osobisty i minuty mają swoje energie, ale może rdzeń, ta siódemka, po prostu potrzebuje więcej czasu żeby cokolwiek zebrać?
Słucham tej rozmowy o głębokości medytacji i chcę zapytać czy to ma przełożenie na czakry. Bo pracując z czakrami słyszałam że różna głębokość medytacji otwiera różne poziomy - powierzchowna to może czakry dolne, głębsza to serce i wyżej. Czy liczby minut mogłyby to jakoś określać z perspektywy numerologii? Że dana liczba odpowiada danemu poziomowi energetycznemu?
Ja zacząłem liczyć minuty po tej dyskusji i wcześniej próbowałem te 17 co Klimcia sugerowała. Nie jestem pewien czy to liczba czy placebo ale faktycznie wyszedłem inaczej. Mniej tego niecierpliwego "no dobra koniec". Nie wiem co z tym zrobić informacyjnie ale pomyślałem że warto napisać.
To rozróżnienie Bronka jest ważne. Brak oporu na końcu to jest chyba jeden z tych sygnałów że medytacja "zamknęła się" prawidłowo. Chociaż nie wiem jak to się przekłada na numerologię konkretnie - czy chodzi o to że ósemka dostała swoje, czy raczej że 17 jako zamknięty cykl energetyczny po prostu ma naturalny koniec?
A wracając do Karinki i tej wody w garści - zastanawiam się czy problem nie leży w tym żeby zmienić liczbę minut, tylko może w tym żeby zrobić coś zaraz po medytacji zanim zaczniesz szukać rozmowy? Jakiś rytuał zamknięcia, zapisanie tego co poczułaś? Czy to byłoby poza tematem numerologii czy da się to połączyć?
Wchodzę w ten wątek bo mi coś przypomina astrologie - jak Merkury jest w pewnych znakach, myśli potrzebują rozmowy żeby skrystalizować, nie milczenia. Karinka, masz może wiodący znak powietrzny w urodzeniu albo silny Merkury? Pytam bo to by tłumaczyło tę potrzebę werbalizacji niezależnie od siódemki. Liczba i planeta mogą tu grać w tym samym kierunku albo przeciwko sobie.
O to ciekawe! 33 to bardzo szczegulna liczba, mistrzostwo. Mistrzowska trojka podwojna. Moze wlasnie dlatego Karinka wyszla inaczej - ta liczba miala w sobie kompletnosc ktora normalnie brakuje? Chociaz 33 to tez dlugo, nie kazdy moze tyle siedziec regularnie.
Ja to słyszę i mam jedno pytanie - czy jak przypadkowo siedzisz tyle ile siedzisz, to ma to samo działanie co celowe siedzenie tyle? Karinka nie wiedziała że siedziała 33 minuty. Czy intencja jest warunkiem koniecznym?
Mam pytanie z innej strony - zakładamy że 33 minuty zadziałały inaczej, ale Karinka siedziała przypadkowo dłużej, może była po prostu bardziej zrelaksowana bo nie pilnowała czasu? Efekt braku presji zegarka, nie efekt liczby. Jak to odróżnić?
Przepraszam że wchodzę ale czytam od jakiegoś czasu i mam może głupie pytanie - te minuty to liczysz od momentu zamknięcia oczu czy od momentu kiedy faktycznie przestajesz myśleć o zakupach? Bo jakby te 33 minuty to były 33 minuty walki z myślami i 3 minuty prawdziwej medytacji, to chyba liczą się te 3?
To pytanie Janusza mnie zatrzymało. Bo uczciwie to... nie wiem ile z tych 33 minut to było prawdziwej ciszy. Może dziesięć? Może mniej? I teraz się zastanawiam czy w ogóle da się to mierzyć w minutach jeśli nie wiem co liczyć.
Karinka, właśnie to jest sedno. Numerologia czasu medytacji zakłada że liczysz czas od intencji, nie od osiągnięcia stanu. Wejście w ciszę to część wibracji, nie tylko cisza sama w sobie. Inaczej liczyłoby się tylko dla osób po latach praktyki.
Chcę wrócić do eksperymentu który proponowałam - 33 minuty z zegarkiem kontra 20 bez. Karinka, czy w ogóle rozważasz to przetestować, czy teraz bardziej interesuje cię strona teoretyczna tego dlaczego 33 zadziałało?
Nie głupie, ale warto to sprawdzić zamiast zakładać. Spontaniczność można powtórzyć intencjonalnie - paradoksalnie właśnie to jest cel rytualizacji. Choć rozumiem obawę.
Ja robiłam tak że przez tydzień medytowałam dokładnie 33 minuty, codziennie z zegarkiem. Efekt był inny niz przypadkowy raz ale tez dobry, tylko jakby twardszy. Mniej miękki w odczuciu. Trudno mi to inaczej opisac.
Spokojniejsze sny po 33 minutach to ciekawy sygnał. Astrologia by to czytała przez Neptuna i Dom 12, ale w kontekście numerologii - czy ktoś zna interpretację liczby 33 w odniesieniu do cyklu nocnego, do snu? Bo ja znam jej znaczenie dzienne, że tak powiem.
Czekajcie - to wychodzi że szukając harmonii powinnam patrzeć na konkretne znaczenie liczb a nie tylko na to czy są mistrzowskie czy nie? Jak 6 to harmonia to może powinnam po prostu wrócić do 6 albo 24 minut i przestać szukać czegoś głębszego?
To ważna informacja. Bo jeśli masz 7-8 minut wejścia, to przy 20-minutowej medytacji zostaje ci tylko 12-13 minut właściwej ciszy. A przy 33 minutach zostaje 25-26. Numerologicznie 25 redukuje do 7, co jest liczbą wewnętrznej wiedzy i wyciszenia. Może dlatego tamta medytacja zostawiła inny ślad?
Ale czekajcie, bo to idziemy w kierunku który zna każda praktykująca regularnie medytację, niekoniecznie numerologię. Zmienna jakości wejścia istnieje w każdej tradycji. Pytanie jest inne - czy numerologia daje sposób do tego żeby tę zmienność ominąć? Czy może właśnie liczba jako intencja przed medytacją stabilizuje czas wejścia?
Wracając do Karinki bo trochę odpłynęliśmy - Karinka, jak słyszę że tamten ranek był spokojny i weekendowy, to zastanawiam się: a gdybyś powtórzyła 33 minuty, ale w zwykły dzień roboczy, przed pracą? Myślisz że efekt byłby taki sam czy raczej nie?
A propos czasu w ciągu dnia - czy numerologia ma coś do powiedzenia o porze medytacji? Bo może 33 minuty rano to co innego niż 33 minuty wieczorem. Albo to już wychodzi poza temat?
Karinko, mam jedno konkretne pytanie bo ono mi siedzi od kilku postów. Jak siedziałaś te 33 minuty, czułaś po zakończeniu że to dobry moment żeby skończyć, czy zegarek cię urwał z czegoś?
To co opisała Karinka jest dla mnie kluczowym punktem tej całej rozmowy. Sama skończyła, sprawdziła i wyszło 33. Czyli ciało i umysł same trafiły w tę liczbę. To jest zupełnie inne niż siedzenie z zegarkiem i czekanie na sygnał. Karinka, czułaś może w środku jakiś impuls, sygnał, że to ten moment? Czy po prostu wstałaś i tyle?
To co opisujesz, to klasyczne zakończenie przez saturację - moment kiedy medytacja robi to co miała zrobić i psychika sama zamyka sesję. Pytanie numerologiczne jest inne: czy to 33 minuty sprawiły że ta saturacja nastąpiła akurat wtedy, czy ona nastąpiłaby po 31 albo 35 minutach tak samo?
Ale to oznacza że właściwie każda liczba którą ktoś ogłosi jako harmonijną, zadziała dla kogoś kto w to uwierzy? Przepraszam że tak wprost, ale jak to się różni od zwykłego przekonania, że ta konkretna liczba jest dobra?
Karinka nie martw sie tym az tak, ja tez na poczatku czerpalam z roznych miejsc i jakosc medytacji i tak rosla. Moze wazniejsze jest ze cos czujesz niz ze masz perfekcyjne zrodlo wiedzy. Choc Znachorka ma racje ze docelowo warto wybrac jeden kierunek.
