Siedziałam ostatnio nad pewnym tematem, który chodzi mi po głowie od dłuższego czasu - mianowicie ile osób powinno tworzyć zespół muzyczny, żeby jego energia numerologiczna była spójna i niosła ze sobą właściwy wibracyjny ładunek. Ale pomyślałam szerzej - bo przecież to samo dotyczy grup duchowych, kręgów medytacyjnych, covens, jakichkolwiek zebrań ludzi z intencją. Liczba członków to nie jest przypadek. Trójka daje dynamikę twórczą, ale też konflikty bo żaden z trzech elementów nie jest w stanie utrzymać równowagi bez wysiłku. Czwórka to stabilność, fundament, ale może uśpić kreatywność. Siódemka jest absolutnie wyjątkowa - to liczba kompletności duchowej, stąd tak wiele tradycyjnych covens liczyło właśnie 7 lub 13 osób (bo 13 to 7+6, co też ma swoją logikę). Beatles zaczęli jako czwórka - klasyczna stabilna podstawa, ale zanim osiągnęli pełnię, przez jakiś czas byli piątką. Czy to był błąd numerologiczny? A może właśnie ta 5 pchnęła ich w kierunku transformacji? Ciekawi mnie co wy na to - macie doświadczenia z grupami duchowymi i czy świadomie dobieraliście ich liczebność?
Ciekawy temat, choć muszę od razu powiedzieć, że trochę mieszasz tu różne porządki. Beatles jako przykład numerologiczny to jednak ryzykowne, bo zmiana składu wynikała z okoliczności zewnętrznych, nie z żadnej intencji energetycznej. Ale sama idea jest sensowna - w astrologii mamy podobne myślenie o liczbach planet w konfiguracji, o tym ile punktów tworzy aspekt. Więc pytanie o grupy duchowe jest zasadne. Tylko że przy covens tradycja wicca mówi o 13 z zupełnie innego powodu niż ten, który podałaś - 13 to liczba pełni księżyca w roku, nie żadne działanie matematyczne na 7. To istotna różnica.
Czytam to z ogromnym zainteresowaniem bo sama należę do małego kręgu medytacyjnego - nas jest teraz 6 osób i jakoś nigdy nie byłyśmy w stanie rozwinąć się ponad pewien poziom. Zawsze się zastanawiałam czy to kwestia energii grupy czy może właśnie ta szóstka nas blokuje? Czy szóstka to dobra liczba na grupę duchową? Bo kojarzę, że gdzieś czytałam, że 6 to liczba harmonii ale też zastoju...
Dobra, wtrącę się ze sceptycznym pytaniem, bo nie mogę się powstrzymać. Skąd w ogóle bierze się to założenie, że LICZBA członków grupy cokolwiek znaczy? Mam na myśli - co jest mechanizmem tego działania? Pytam serio, bez złośliwości, bo widzę tu dwa różne twierdzenia: jedno, że liczba ma znaczenie symboliczne i psychologiczne (to rozumiem), i drugie, że rzeczywiście "energetycznie" wpływa na grupę (tu mam wątpliwości). Czy ktoś to potrafi rozróżnić?
Wracając do tematu grup duchowych - pracowałam przez jakiś czas w kręgu siedmiu osób i powiem wam, że to była zupełnie inna dynamika niż wszystko, czego wcześniej doświadczyłam. Ale nie wiem, czy to przez siódemkę czy przez to, że akurat te konkretne osoby były wyjątkowe. Tatarak, jak ty odróżniasz jedno od drugiego w praktyce? Bo to mi się zawsze zaciera.
Ja bym powiedziała, że najlepsza liczba na krąg duchowy to po prostu 9 albo 12. Dziewiątka to zakończenie cyklu, mądrość, a dwunastka to liczba kosmiczna - 12 apostołów, 12 znaków zodiaku, 12 miesięcy. Właściwie każda tradycja duchowa na świecie operuje dwunastką, więc to chyba nie przypadek.
Słucham tej rozmowy i zastanawia mnie jedno - czy ktoś z was naprawdę świadomie dobierał liczbę osób do grupy PRZED jej założeniem, a nie racjonalizował to po fakcie? Bo to jest sedno sprawy. Numerologia grupy post factum to co innego niż numerologiczne planowanie składu.
Mam pytanie trochę z boku, ale chyba pasuje do tematu - czy ktoś sprawdzał liczby w znanych kapelach metalowych? Bo słyszałam, że wiele z nich intuicyjnie operuje mocno okultystyczną symboliką, może też numerologicznie? Black Sabbath byli czwórką, Metallica zaczęła jako czwórka, Iron Maiden mieli przez pewien czas siedmiu muzyków na scenie. Przypadek?
Ciekawy wątek. Ja mało wiem o numerologii, ale coś mnie tu uderzyło - The Doors byli trójką po odejściu Morrisona i właściwie skończyło się to katastrofą. Trójka bez jedynki?
dobra, to mnie zatrzymuje. Mówisz "jedynka jako oś" - ale skąd wiadomo, że Morrison był jedynką w sensie numerologicznym? Bo był liderem? Bo miał charyzmatyczną osobowość? Bo napisał większość tekstów? To są kryteria artystyczne i socjologiczne, nie numerologiczne. Jak to w ogóle ustalasz?
A co z Keyzem i Kriegerem? Bo jak mówicie o czwórce kontra trójce, to ciekawi mnie, czy te trzy pozostałe liczby tworzyły jakiś sensowny zestaw po odejściu Morrisona, czy były po prostu "brakującym" zestawieniem.
Wracając do sedna tematu, bo trochę odpłynęliśmy w same Drzwi - pytanie Fraidy o świadome planowanie versus racjonalizacja post factum jest kluczowe. Znam kilka zespołów muzycznych, których założyciele otwarcie mówili o numerologii przy doborze składu. Page ze Zeppelin był jawnym okultystą. Zeppelin był czwórką. Czwórka w jego wydaniu - Page, Plant, Jones, Bonham - to był kwadrat żywiołów. I dopóki żył Bonham, ta czwórka była "zamknięta".
To jest ciekawe rozwinięcie, ale tutaj muszę doprecyzować. Mówisz, że wzorzec działa bez intencji - ale to jest skok. Jeśli liczba jest zasadą, jak mówiła Mietowa, to może działa. Ale żeby to stwierdzić, potrzebujesz przykładów, gdzie wzorzec był i NIE zadziałał. Inaczej to tylko potwierdzanie tego, co chcesz zobaczyć. Czy ktoś tu zna czwórkę muzyczną, która się nie "domknęła" przez żywioły?
Słucham tej wymiany i mi się to łączy z moim doświadczeniem kręgu. Jak u nas odeszła jedna osoba i doszła inna - to numerycznie byłyśmy wciąż szóstką, ale energetycznie coś się przestawiło. Czy to jest to, o czym mówisz, Tatarak? Że liczba jest zachowana, ale "układ żywiołów" w tej liczbie się zmienił?
Ja tu trochę gubię wątek - zaczęliśmy od liczby członków, a teraz rozmawiamy o żywiołach w numerologii i o tym, czy intencja ma znaczenie. Czy to są osobne pytania, czy jedno wynika z drugiego? Bo mam wrażenie, że żeby ocenić "energię" grupy pięciu czy siedmiu osób, trzeba brać pod uwagę nie tylko ile ich jest, ale KIM są numerologicznie. Czy to jest standardowe podejście w numerologii?
I to jest chyba moje główne pytanie do całej tej dyskusji. Skoro liczba grupy to tylko wierzchołek, a prawdziwy wzorzec jest w sumie dat urodzenia - to co właściwie optymalizujemy, wybierając czwórkę zamiast piątki? Czy ktoś tu w ogóle dobrał skład kręgu albo zespołu startując właśnie od liczby członków, a nie od konkretnych ludzi?
Dziewięć to bardzo dużo jak na krąg rytualny. Czy ta osoba mówiła, jak zarządzała energią przy tylu uczestnikach? Bo u nas szóstka już potrafi być chaotyczna, a dziewięć to trzykrotność trójki - brzmi pięknie w teorii, ale jak to wygląda w praktyce?
Czekajcie, bo mi to naświetliło coś, czego wcześniej nie rozumiałam. Czy dobrze to rozumiem - liczba grupy i liczba życia prowadzącego muszą być ze sobą spójne? Czyli nie wystarczy wybrać dobrą liczbę członków, jeśli lider ma "złą" liczbę w stosunku do tej grupy?
Brian May urodził się 19 lipca 1947. To wychodzi 1+9+7+1+9+4+7, razem 38, potem 11, potem 2. Dwójka. May jako dwójka przy Mercurym jako jedynce - to jest klasyczna para polarności. Jedynka wyznacza kierunek, dwójka utrzymuje harmonię i dba o spójność. Kiedy jedynka odpada, dwójka staje się de facto spoiwem całości. Stąd ta trwałość.
Poczekaj, Tatarak - May jako 11 przed redukcją to jest liczba mistrzowska, nie powinnaś jej redukować do 2 bez komentarza. Jedenastka to wizjoner, intuicja, natchnienie - to zupełnie inne jakości niż dwójka jako harmonia i dyplomacja. Czy w tej tradycji, z której pracujesz, 11 redukuje do 2?
Wchodzę tu trochę z boku, bo słucham od dłuższego czasu - czy ta różnica między 11 a 2 jest wyraźna w praktyce? Znaczy, jeśli ktoś ma 11, czy to "czuć" w kręgu inaczej niż gdy ktoś ma 2? Pytam bo to brzmi jak duża różnica w teorii, ale nie wiem czy to jest coś, co da się zobaczyć bez obliczeń.
To jest niesamowite, bo właśnie taka kombinacja - stabilność i silna wizja - brzmi sprzecznie na pierwszy rzut oka. Jak to możliwe, że ktoś jest jednocześnie "gruntem" dla innych i ma niezależne, silne natchnienie?
To jest ciekawe, ale chcę wrócić do liczby samej grupy, bo Wiktor zadał pytanie, na które nie dostał chyba pełnej odpowiedzi. Czy istnieje "zła" liczba dla kręgu duchowego albo zespołu? Znaczy - czy jest jakaś liczba, od której numerolodzy po prostu odradzają?
Ale czy to znaczy, że para jako formacja jest po prostu bardziej ryzykowna niż trójka albo czwórka? Czy to nie jest trochę tak, że im więcej ludzi, tym napięcie jest rozkładane na więcej relacji i przez to mniej destrukcyjne dla całości?
Z praktyki kręgowej powiem tyle - trójka jest najtrudniejsza do utrzymania w równowadze, mimo że energetycznie piękna. U nas przez chwilę byłyśmy trójką i zawsze jedna z nas czuła się bardziej zewnętrznie. Nie wiem, czy to była kwestia liczb, charakterów, czy po prostu tego, że trójkąt ma swoje prawa geometryczne niezależnie od numerologii.
Są podejścia, które to robią - szczególnie w tradycji chaldejskiej, która inaczej przypisuje wartości literom i łączy liczby z planetami, a planety z żywiołami. Ale to zupełnie inna szkoła niż pitagorejska. Pytanie do Mietowej - czy ty pracowałaś z chaldejskim systemem, bo to wychodzi poza to, z czego ja zazwyczaj korzystam?
Miałam kontakt z tym systemem, ale nie pracuję z nim regularnie - znam go bardziej analitycznie niż praktycznie. Powiem uczciwie, że chaldejski system jest starszy i ma inne korzenie, ale to nie znaczy automatycznie "lepszy" dla każdego zastosowania. Przy liczbie grupy zostałabym przy pitagorejskim, bo jest bardziej spójny wewnętrznie. Chaldejski ma inne przeznaczenie.
