To znaczy, że wszystkie te analizy Beatles, Queen, ABBY - gdybyśmy je przepuścili przez chaldejski, mogłyby dać inne wyniki i inne wnioski? To trochę podważa to, co ustaliliśmy wcześniej, nie?
Ale chyba nie o pełne dane chodzi w tej rozmowie? Raczej o zasadę - czy liczba członków zespołu czy kręgu ma znaczenie jako taka, niezależnie od tego, kto dokładnie tworzył skład. Liczba pięć zawsze jest piątką, bez względu na to, czyje urodziny wpadają w te daty.
Para jest właściwa dokładnie wtedy, gdy obie osoby mają liczby komplementarne i wyraźnie zdefiniowaną intencję. Nie "unikaj dwójki" - ale "wejdź w dwójkę świadomie". Ceremonie łączące, prace z polaryzacją żeńsko-męską, intencje wymagające równowagi - para tam jest wręcz wskazana. Problem jest gdy dwójka tworzy się przypadkowo i bez rozeznania.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i chcę dodać coś z trochę innej strony. Przy pracy z przedmiotami magicznymi w kręgu, liczba uczestników wpływa na to, ile energii jest "wiązanych" z przedmiotem. Miałam sytuację, gdy ten sam przedmiot był ładowany przez trójkę i przez szóstkę - i efekty były wyraźnie inne, nie tylko ilościowo. Czy numerologicznie jest jakaś teoria, która to wyjaśnia?
Dopowiem do tego, co zaczęłam w poprzednim poście - ta różnica między trójką a czwórką przy ładowaniu przedmiotu była bardzo wyraźna. Przedmiot ładowany przez trójkę miał jakby ostrzejszą wibrację, bardziej kierunkową. Ten ładowany przez czwórkę - bardziej stabilny, ale mniej precyzyjny. Nie wiem, czy to liczba składu, czy przypadek, ale powtórzyło się to więcej niż raz. Ciekawi mnie, czy ktoś pracował z większymi składami przy obiektach i czy ta zasada się skaluje.
To jest pytanie, które wraca w tym wątku w różnych postaciach i powiem wprost - intencja nieświadoma to też intencja. Każdy zespół, który gra razem długo, wytwarza coś, co można nazwać intencją zbiorową, nawet jeśli nikt nie nazwał tego rytuałem. Liczba osób nadaje temu kształt. Dlatego skład pięcioosobowy brzmi inaczej niż czteroosobowy nie tylko akustycznie.
Ale chwila - jak można mówić o nieświadomej intencji jako kategorii numerologicznej? To brzmi jak mówienie, że coś działa bez żadnego mechanizmu. Pytam szczerze, nie złośliwie - gdzie jest granica między obserwacją a interpretacją?
Wracając do tego, co Kornelia powiedziała o "ostrzejszej" wibracji przy trójce - my miałyśmy podobne odczucia przy pracy z kryształami. Trójka dawała bardziej sprecyzowany kierunek działania, ale czwórka utrzymywała to działanie dłużej. Jakby trójka to był strzał, a czwórka - trzymanie czegoś w miejscu. Nie wiem, czy to ma sens w kontekście zespołów muzycznych.
Widzę coś podobnego, choć nie używałam tych słów. Trójki mają często bardzo wyrazisty, przełomowy moment w karierze - jedno kultowe wydawnictwo, jeden przełom. Czwórki - dłuższą, bardziej równomierną obecność. Cream to trójka i mieli jeden moment absolutnego szczytu. Dire Straits jako czwórka - bardziej rozłożona kariera. To nie jest reguła, ale wzorzec.
A jak wychodzi Nirvana? Bo to była trójka i mieli jeden absolutny przełom, ale też krótka kariera - pasuje do tej reguły czy nie?
Chwila, ale Nirvana miała trzech członków, więc liczba składu to trójka, a suma urodzeń to dziewiątka - i te dwie liczby dają razem inny obraz niż każda z osobna? Jak to czytać łącznie?
To by tłumaczyło, dlaczego nie każda trójka zachowuje się tak samo - forma trójkowa z wibracyjną czwórką wewnątrz będzie działała zupełnie inaczej niż trójka z dziewiątką. Pytanie, czy można świadomie dobierać skład, żeby uzyskać konkretną kombinację formy i treści.
My nie dobierałyśmy się świadomie pod sumę - raczej kierowałyśmy się bliskością i zaufaniem. Ale teraz jak o tym myślę, to nasza suma wibracyjna jako trójki była szóstką i to nam pasuje do tego, co robiłyśmy - praca z harmonią, leczenie, więź. Szóstka jest przecież liczbą miłości i troski.
Szóstka jako suma kręgu przy pracy leczniczej - to bardzo spójna konfiguracja. Mam pytanie do Irenki - czy skład waszej trójki zmieniał się, a jeśli tak, to czy suma wibracyjna też się zmieniła i dało się to poczuć w jakości pracy?
Słucham tej rozmowy o kręgach i zespołach i myślę sobie - czy ktoś liczył kiedyś nie muzyków, ale zespoły takie jak duety wokalne? Sonny i Cher, Simon i Garfunkel - to dwójki, ale inaczej zorganizowane niż para w kręgu rytualnym. Ciekawi mnie, czy dwójka jako forma wychodzi tak samo krótkotrwała jak wcześniej mówiłyście.
A Sonny i Cher? Też dwójka, ale działali zupełnie inaczej - bardziej jako marka niż artystyczna jedność. Czy forma jest ta sama, a tylko suma wibracyjna była inna?
Czyli dwójka jako forma zawsze niesie to napięcie między dwiema energiami, ale to, co dzieje się w tej dwójce, zależy od sumy? Pytam, bo myślałam dotąd, że po prostu "dwójka to harmonia" i tyle.
To rozróżnienie między formą a sumą wibracyjną jest kluczowe i cieszę się, że Tatarak je tu rozpisała, bo wiele dyskusji o numerologii składów na tym się sypie - ludzie patrzą tylko na liczbę osób i wyciągają wnioski, jakby to był jedyny wymiar.
Szczere pytanie i zasługuje na szczerą odpowiedź. Zaczęłam od obserwacji, nie od teorii. Wzorzec formy kontra suma wyłonił się z danych, które zbierałam - dopiero potem zaczęłam szukać, czy ma oparcie w tradycji. I tak, struktura naczynia i treści z kabały jest bardzo bliska temu, co widzę. Ale nie powiem, że to ta sama rzecz.
To uczciwe podejście. Budowanie systemu od obserwacji ku tradycji jest tak samo wartościowe jak odwrotna droga - pod warunkiem, że nie zaczyna się dopasowywać obserwacji do gotowej teorii. Tatarak, czy miałaś momenty, kiedy dane nie pasowały i musiałaś coś zrewidować?
A jaka była ta suma The Beatles? Pamiętam, że chyba padało wcześniej w wątku, ale nie mogę znaleźć.
To trochę jak czakra splotu słonecznego w nadaktywności - strukturalnie wszystko na miejscu, a jednak energia pracuje przeciwko spójności. Czy numerologicznie 8 jako suma w składzie grupowym zawsze niesie to ryzyko, czy zależy od czegoś jeszcze?
Czekaj - Harrison sam był 8, a suma całego zespołu też 8? To znaczy, że on w jakiś sposób "nadpisywał" resztę, czy raczej jego energia była tą, która ciągnęła skład w określonym kierunku?
Znam ten fenomen z praktyki - w każdym kręgu, z którym pracowałam, była jedna osoba, przy której obecności wszystko stawało się ostrzejsze albo miększe, zależnie od jej własnej natury. Pytanie Madzialeny jest właśnie o to, czy to da się policzyć z góry, czy tylko rozpoznać w praktyce.
A wracając do meritum tematu - czy ktoś liczył kiedyś składy dłuższe, powiedzmy siódemki albo ósemki? Orkiestry kameralne, większe kręgi? Zastanawiam się, czy przy tak dużych grupach suma wibracyjna w ogóle jeszcze coś znaczy, czy gubi się w złożoności.
Fraida, liczyłam orkiestry kameralne i to jest osobny temat - tam działa trochę inna logika, bo skład bywa płynny. Ale ósemki i siódemki jako stałe kręgi to coś, czym się zajmowałam. Siódemka jest o tyle specyficzna, że jej suma łatwo wpada w liczby mistrzowskie albo w jednocyfrowe o bardzo wyrazistej wibracji. Mam kilka przykładów, jeśli chcecie.
Tatarak, tak, proszę o te przykłady, bo mam wrażenie, że siódemka to liczba, która w ezoteryce w ogóle ma jakiś specjalny status - siedem czakr, siedem dni, siedem planet klasycznych. Czy to wpływa na to, jak patrzysz na siódemkę jako formę składu?
