Siedzę nad tym od jakiegoś czasu i zastanawia mnie jedna rzecz - czy w numerologii tantrycznej naprawdę przypisuje się znaczenie liczbie aktów seksualnych, czy to raczej bardziej o cyklach i rytmach chodzi? Czytałam gdzieś, że pewne liczby mają wzmacniać przepływ energii kundalini, ale nie jestem pewna jak to się przekłada na praktykę. Ktoś się tym głębiej zajmował? Bo mam też pytanie poboczne - czy chodzi tu o liczbę w danym cyklu księżycowym, czy w ogóle całościowo?
Temat bardzo złożony, bo tantra zachodnia i tantra wschodnia to dwa zupełnie różne systemy i mieszanie ich jest częstym błędem. W tradycji wedyjskiej liczba aktów w rytuale ma ogromne znaczenie - trójka, siódemka, dziewiątka to liczby o określonym ładunku energetycznym. Trójka łączy dwa pierwiastki z punktem równowagi, dziewiątka zamyka pełny cykl. Ale ważniejsze od samej liczby jest intencja i stan świadomości. Sam akt bez intencji to tylko fizjologia.
Liczba życiowa mam czwórkę. I właściwie muszę się zastanowić bo chyba to bardziej przy konkretnej osobie, z innymi nie pamiętam żebym miał takie odczucia. Chociaż może nie byłem wtedy tak świadomy.
Muszę tutaj wtrącić - trochę to upraszczacie. Czwórka owszem, jest liczba ziemi, ale w systemie pitagorejskim ma też aspekt stabilizatora energii seksualnej. To nie jest tak, że czwórka blokuje, to raczej ona porządkuje. A ta utrata energii po stosunku to opisywana przez wielu mężczyzn sprawa i ma związek z czakrą sakralną, nie z numerologią sensu stricte.
Pytanie do wszystkich - czy ktoś tu w ogóle rozróżnia tantrę jako system filozoficzny od tzw. sex magic jako odrębnej tradycji? Bo to dość istotne. W tantrze liczba nie jest magiczną sumą, tylko markerem stanu rytuału. W magii seksualnej w tradycji Crowleyowskiej czy Spare'a liczba aktów może być elementem formuły rytuału, ale to zupełnie inna szkoła. Mieszanie tych dwóch to trochę jak mieszanie kabały z runiczną magią run - można, ale trzeba wiedzieć co się robi.
Mam takie pytanie - czy to nie jest tak, że liczba 9 jest tu kluczowa bo zamyka cykl i wszystko co się dzieje w dziewiątym akcie ma jakieś szczególne znaczenie wzmocnienia lub domknięcia? Spotkałem się z taką tezą.
Czytam ten wątek i zastanawiam się - wy mówicie o liczbie aktów, ale nikt jeszcze nie poruszył kwestii daty. Czy data współżycia też ma znaczenie numerologiczne? Na przykład czy akt w dzień swojej liczby wibracyjnej wzmacnia czy rozregulowuje energię?
W tarocie jest Hierofant który jest piątką i w kontekście rytualnym zawsze interpretowałam go jako nauki o tym jak formy zewnętrzne - a liczba to forma - mogą prowadzić do wewnętrznej transformacji. Więc liczba aktów owszem, ma znaczenie, ale jako forma kontenera dla energii, nie sama w sobie. Choć szczerze nie wiem jak to się ma ściśle do numerologii tantry.
Przepraszam że może głupie pytanie ale skąd w ogóle wiadomo że liczby mają takie energetyczne znaczenie w seksie? Czy jest jakieś źródło, tradycja, coś co to potwierdza poza nowoczesnymi książkami? Pytam bo chciałbym rozumieć skąd to pochodzi zanim zacznę to stosować.
Właściwie to wynikło z boku, ale nie jest zupełnie oderwane od tematu. Jeśli przyjmiemy, że energia seksualna ma kierunek i intencję, to forma jej wyrażenia - a pozycja to forma - może wzmacniać określone wibracje. Pytanie tylko, czy to jest kwestia numerologii w ogóle, czy raczej geometrii energetycznej. Marcel50 Czujesz podczas tego coś konkretnego, jakoś lokalizujesz to w ciele?
Dwójka jako lustro - to rozumiem, ale czy to nie znaczy, że każda pozycja twarzą w twarz miałaby tę samą wibrację? To by było zbyt duże uproszczenie chyba. Albo się mylę?
To pytanie Kornelii jest moim zdaniem kluczowe dla całej numerologii, nie tylko tej seksualnej. Tarot działa podobnie - czy karta ma energię samą w sobie, czy tylko przez pryzmat czytającego. Większość tradycji mówi, że to nie jest opozycja, bo świadomość i energia są tym samym. Ale rozumiem sceptycyzm.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale to pytanie o wewnętrznego wroga mnie zatrzymało. Czy chodzi o coś w rodzaju demona, który może się aktywować podczas takich rytuałów? Czy to jest możliwe? Pytam bo słyszałam że energia seksualna przyciąga różne byty.
No i tutaj mnie to trochę niepokoi w tej dyskusji - zacieramy granicę między numerologią a psychologią. Numerologia operuje liczbami i wibracjami, psychologia archetypami i kompleksami. Można to łączyć, ale trzeba wiedzieć kiedy mówisz o czym. Bo jak wszystko staje się wszystkim, to znaczenie się rozmywa.
A wracając do konkretów - czy ktoś z was praktykował świadomie cykl numerologiczny w relacji intymnej i może powiedzieć jak to wyglądało? Bo cały czas rozmawiamy teoretycznie i chętnie bym usłyszał coś z doświadczenia.
No to może ja zacznę, skoro sam zapytałem. Próbowałem coś w tym stylu przez kilka tygodni. Umówiliśmy się z partnerką, że będziemy świadomi kolejności i przypisywać intencje przed. Nie powiem żeby to było jakieś objawienie, ale był jeden moment - akt piąty chyba w tym cyklu - gdzie faktycznie coś było inne. Trudno mi to opisać. Większa intensywność? Ale może to był po prostu dobry wieczór.
Slawek54 trafił w coś istotnego. Biologia kontra numerologia - to jest to samo pytanie które Kornelia zadała wcześniej o sugestię. I ja dalej uważam że to ważne żeby nie mieszać tych poziomów. Ale mam inne pytanie do Nasturcji - bo wróćmy do sedna tego wątku. Ta pozycja konfrontacyjna o której Marcel pytał, i ta kwestia agresji kontra wewnętrzny wróg. Czy wibracja pozycji i wibracja numeru aktu mogą się ze sobą kłócić? Co wtedy wygrywa?
A właśnie mnie ciekawi czy numerologia ma coś do powiedzenia o tym kiedy NIE robić rytuału. Bo jak są złe wibracje liczb to może lepiej poczekać na lepszy moment? Albo to nie tak działa?
Marcel50, to co teraz mówisz mocno skręca w stronę astrologii relacyjnej - synastria, kompozytum. Numerologia może wskazać wzorzec, ale żeby to rozkodować konkretnie chyba potrzeba czegoś więcej niż numer aktu. Choć Nasturcja pewnie lepiej to rozłoży.
Wróćcie chwilę do tej kwestii pozycji konfrontacyjnej. Rozumiem że Marcel opisuje swoje konkretne doświadczenie, ale mnie dalej zastanawia coś ogólniejszego - czy w ogóle istnieje jakaś klasyfikacja pozycji w numerologii tantry? Bo dotąd słyszałam tylko o liczbie aktów, ale nie o geometrii pozycji jako osobnej zmiennej.
Dobra, ale to mi rodzi kolejne pytanie - jeśli liczba aktu działa jak klucz, to który akt jest tym przełomowym? Czy każda siódemka zawsze coś otwiera, czy to zależy od jakiegoś kontekstu osobistego? Bo rozumiem że nie ma tu jednej odpowiedzi dla wszystkich, ale czy jest jakaś ogólna zasada?
Kalinowa dotknęła czegoś. Bo ja to opisywałem jako wrogi impuls, ale teraz jak tak to czytam... może to nie była wrogość. Może po prostu zobaczyłem coś co normalnie jest zakryte. Choć nie wiem co konkretnie.
Słucham i zastanawiam się - czy to odpływanie po fakcie też ma jakiś numerologiczny odpowiednik? Bo brzmi to bardziej jak mechanizm psychologiczny. Umysł nie chce zatrzymać przy tym co ujrzał.
Okej, to ma pewien sens. Ale jak praktycznie odróżnić czy jesteśmy w warstwie cienia dwójki czy w jej przeprowadzającej sile? Jest na to jakiś sposób w czasie samego rytuału?
A co jeśli uwaga lata pomiędzy? Raz na partnera, raz do środka? Bo mi się zdarza że oba te ruchy są na raz i nie wiem który jest "prawdziwy"
no... chyba tak. Nie myślałam o tym że to mogłoby wpływać na pole numerologiczne. Myślałam że to zależy tylko od liczb daty albo aktu.
To jest chyba kluczowe pytanie dla całego wątku - czy liczba aktu jest dominująca nad kontekstem emocjonalnym, czy to kontekst emocjonalny zabarwia to jak liczba się przejawia? Bo jeśli to drugie, to znowu wracam do swojej wątpliwości - gdzie kończy się psychologia a zaczyna numerologia.
