Siedzę od dłuższego czasu nad tym pytaniem i nie mogę znaleźć jednej spójnej odpowiedzi. Chodzi mi o to, ile stopni wtajemniczenia powinno mieć prawdziwe wtajemniczenie numerologiczne. W różnych tradycjach mam zupełnie inne liczby - trzy, siedem, dziewięć, dwanaście. I każda z tych liczb ma swoje uzasadnienie w wibracjach. Ale mnie interesuje co innego - czy liczba stopni powinna wynikać z liczby mistrzowskiej danej ścieżki, czy z czegoś obiektywnego w samej strukturze liczb? I drugie pytanie, które mnie nurtuje - czy wasza grupa inicjacyjna jest dla was jak rodzina? Bo mam wrażenie, że to nie tylko kwestia wiedzy, ale też relacji między ludźmi na tej drodze.
To ciekawe, bo w tradycjach, które znam, liczba stopni nigdy nie jest przypadkowa. Pytasz o coś obiektywnego - ale co rozumiesz przez "obiektywne" w kontekście numerologii? Bo dla mnie każda liczba niesie wibrację i to sama ścieżka podpowiada, ile tych stopni potrzeba. Jedne systemy mówią 7, inne 9. Ja pracowałam w systemie opartym na dziewiątce i dla mnie to miało sens - trzy razy po trzy, zamknięty cykl. Ale nie mówię, że to jedyna droga.
Ja się spotkałam z systemem siedmiostopniowym i przez długi czas myślałam, że to standard. Potem trafiłam na grupę, która pracuje z dziewięcioma stopniami i to zupełnie zmieniło moje podejście. W systemie 7 każdy stopień odpowiadał jednej planecie - to mocno łączyło numerologię z astrologią. W systemie 9 było inaczej - każdy stopień to jakby przejście przez jedną z dziewięciu wibracjacji podstawowych. Siodemko, a skąd masz te 12? To mi wygląda na połączenie z tradycją zodiaku, nie czystą numerologią.
To co opisujesz z tą dwunastką to klasyczna redukcja i moim zdaniem jest tu pewien problem metodologiczny. Jeśli 12 redukujesz do 3, to czemu nie pracować od razu z 3 stopniami? Albo z 21 stopniami, bo 2+1 też da 3? Systemy oparte na redukcji do jednej liczby mistrzowskiej mają sens tylko wtedy, kiedy każdy z tych stopni pośrednich ma własną, niepowtarzalną wibrację - inaczej to tylko kosmetyka. Znacie może jakiś system, gdzie każdy stopień ma osobną liczbę przewodnią i nie da się go pominąć?
A ja mam takie pytanie - czy w ogóle liczba stopni musi być stała dla wszystkich? Czytałam, że niektóre tradycje uważają, iż liczba stopni dla danej osoby wynika z jej liczby życiowej. Ktoś z numerem 3 miałby inną ścieżkę niż ktoś z numerem 7. To by oznaczało, że nie ma jednego systemu dla wszystkich, tylko każdy ma swoją ścieżkę o określonej liczbie etapów. Brzmi to dla mnie bardziej spójnie z samą filozofią numerologii.
Ja się trochę gubię w tych wszystkich systemach szczerze mówiąc. Zawsze myślałam, że numerologia to głównie liczenie dat urodzenia i imion. Nie miałam pojęcia, że istnieją całe systemy inicjacyjne oparte na liczbach. Czy ktoś może mi wytłumaczyć w skrócie - co w ogóle oznacza "inicjacja numerologiczna"? Czy to znaczy, że ktoś ci nadaje nową liczbę?
Słuchajcie, mam trochę sceptyczne podejście do tego wszystkiego, ale to pytanie o rodzinę mnie faktycznie ciekawi. Bo w grupach ezoterycznych widzę dwa typy relacji - albo jest prawdziwa więź i wsparcie, albo jest hierarchia, gdzie wyższy stopień znaczy po prostu więcej władzy nad niższym. I zastanawiam się czy liczba stopni nie wpływa na to, w którą stronę to idzie. Im więcej stopni, tym więcej szczebli hierarchii i może więcej miejsca na nadużycia?
Wrócę do samego pytania o liczbę, bo mi się zdaje, że tu jest pewien węzeł. Trzy systemy mają dla mnie sens numerologicznie: 3 stopnie jako manifestacja triady, 7 jako cykl planetarny, 9 jako domknięcie cyklu numerycznego. Wszystko poza tym to albo hybrydy, albo naciąganie. Ale chcę zapytać - czy ktoś z was faktycznie przeszedł inicjację formalną i może powiedzieć jak to wyglądało od środka? Bo dyskutujemy trochę teoretycznie.
W grupie, którą znam, mniej więcej razem - ale nie co do dnia. Raczej co do sezonu. Wiosna to czas jednego przejścia, jesień drugiego. I to chyba nie przypadek, że rok słoneczny ma swój własny rytm liczbowy.
To jest naprawdę dobry przykład. I numerologicznie to ma sens - jeśli każdy stopień odpowiada innej wibrowaniu, to osoba na czwórce i osoba na siódemce są po prostu w innym miejscu energetycznie. Nie gorsi, nie lepsi - po prostu daleko od siebie. Stąd może ta trudność ze wspólnotą.
Przepraszam, że znowu pytam o podstawy, ale nie rozumiem jednej rzeczy - czy te "stopnie" to coś co dostaje się formalnie, jak dyplom, czy to bardziej wewnętrzne poczucie, że się przeszło na kolejny poziom? Bo od tego chyba zależy ile ich powinno być, nie?
Jadzia porusza coś ważnego. Właśnie, czy możliwe że niektóre tradycje mają dwie warstwy - jawną strukturę i ukrytą? Na przykład trzy stopnie widzialne, a za nimi dziewięć rzeczywistych. To by wyjaśniało, dlaczego liczby się nie zgadzają między różnymi szkołami - każda mówi o innej warstwie.
Może przez spójność numerologiczną? Jeśli ktoś twierdzi, że ma trzy stopnie zewnętrzne i dziewięć wewnętrznych, to 3 i 9 powinny być ze sobą powiązane matematycznie, a nie przypadkowe. 9 jest wielokrotnością 3, więc ta para ma sens. Ale gdyby ktoś powiedział 4 i 11 - to już nie za bardzo.
Czytam ten wątek od początku i jeszcze nie pisałam, ale to co piszecie o spójności liczb mnie zatrzymało. Jak to właściwie sprawdzasz, Siodemko? Masz jakiś konkretny sposób na porównywanie systemów?
Tylko że to sprawdzasz po fakcie, nie? Czyli możesz każdy system tak zinterpretować, jeśli wystarczająco pogimnastykujesz się z redukcjami. Wajdelota pisał o tym wcześniej i mnie to też niepokoi - gdzie jest granica między prawdziwą spójnością a retrospektywnym dopasowywaniem?
A jak to rozróżnić? Bo chyba nikt nie przyzna się, że jego system ma dowolną liczbę stopni z przypadku. Każda szkoła powie, że "liczby były pierwsze".
Czy weryfikacja w tym kontekście nie polega na własnym doświadczeniu przejść? Znaczy - jeśli ktoś przeszedł przez siedem stopni i każdy naprawdę coś w nim zmienił, to może to jest dowód że ten system działa, niezależnie od tego skąd wzięła się siódemka? Mam wrażenie że zbyt mocno szukamy zewnętrznego potwierdzenia czegoś, co z natury jest wewnętrzne.
Wracam do tego co powiedziała Gabrysia, bo to mnie uderzyło. Ona pisze, że zmiana jest dowodem działania systemu. A jeśli tak, to może liczba stopni jest po prostu... wtórna? Może ważne jest to że są jakieś wyraźne progi, nieważne ile ich jest?
Mnie uderzyło to co Siodemka powiedziała o więzi. W systemach runicznych, które znam, jest trójstopniowość - i właśnie ta trójka buduje coś w rodzaju wspólnoty. Pierwsza inicjacja jest jak narodziny, ale dopiero trzecia robi z was coś w rodzaju rodziny. Może liczba stopni ma znaczenie właśnie przez ten efekt grupowy?
Ja mam pytanie do całej tej dyskusji o więzi grupowej. Czy wy myślicie o tej grupie inicjacyjnej jako o czymś trwałym, czy jako o etapie? Bo u nas to się bardzo zmieniło po latach - zaczęliśmy jako ścisła wspólnota przechodząca stopnie razem, a teraz jesteśmy rozproszeni po różnych ścieżkach. I tamta więź wciąż istnieje, ale jest zupełnie inna.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówicie że sama inicjacja jest ważna, ale ta więź po niej to osobna sprawa? I numerologia stopni wpływa na tę więź? Czy dobrze to ułapałam?
Słucham tej wymiany i zastanawiam się - czy ktoś z was wie, jak to wygląda w tradycjach z faktycznie dużą liczbą stopni? Podobno w niektórych systemach hermetycznych jest ich trzydzieści trzy. Czy tam ta więź w ogóle istnieje jako coś grupowego?
Ninka właśnie powiedział coś, co mnie mocno trafia. Hierarchia kontra wspólnota - i numerologicznie to są różne energie. Liczby parzyste bardziej porządkują, hierarchizują. Nieparzyste, szczególnie pierwsze, bardziej jednoczą. Siódemka jest nieparzysta i pierwsza - stąd moje przywiązanie do niej jako liczby stopni we wspólnotach.
To pytanie Jasminki mnie uderza, bo sama sobie je zadawałam. W runach jest coś takiego, że system ma wewnętrzną logikę - dwadzieścia cztery runy nie wzięły się z powietrza, jest za tym geometria i cykl. Może z numerologią stopni jest tak samo - nie chodzi o to żeby znaleźć "właściwą" liczbę z zewnątrz, tylko żeby liczba wynikała z wewnętrznej logiki danej tradycji? Przy systemach runicznych trójka ma sens bo trzy aetty. W czymś innym może mieć sens siódemka.
