Zastanawiam się od jakiegoś czasu, która technika oddychania w medytacji faktycznie robi różnicę, a która to tylko teoria. Próbowałam kilku rzeczy - oddychanie 4-7-8, metoda pudełkowa (box breathing), no i zwykłe obserwowanie oddechu bez liczenia. Szczerze mówiąc, czuję największą różnicę przy tej pudełkowej, ale ciekawa jestem, co wy praktykujecie i czy macie jakieś porównania. Bo tutaj wszędzie pisze się, że 'każda metoda jest dobra', ale przecież musi być jakaś różnica w efektach, prawda?
Ja dopiero zaczynam z medytacją i właśnie utknęłam na tym samym. Znalazłam tyle różnych technik, że w ogóle nie wiem od czego zacząć. Czym właściwie różni się to liczenie w tej pudełkowej od zwykłego skupienia na oddechu? Bo na papierze to wygląda podobnie.
Też mam ten problem z tymi zakupami i innymi myślami haha. Ale mam pytanie - czy przy tej 4-7-8 nie jest tak, że to zatrzymanie oddechu na 7 sekund jest za długie dla kogoś, kto zaczyna? Próbowałem raz i po prostu nie byłem w stanie, a potem się stresowałem zamiast relaksować.
To jest dobra obserwacja, Franek05. Ja bym powiedziała wprost - techniki z długim zatrzymaniem oddechu nie są dla każdego i naprawdę nie ma sensu na siłę. Ale mam pytanie do Kornelki - mówiłaś o 'największej różnicy' przy pudełkowej. Czy możesz sprecyzować co to znaczy? Bo różnica w koncentracji, w odczuciach fizycznych, a w efektach po medytacji to trzy różne rzeczy.
Ja prowadzę notatki po każdej sesji medytacyjnej i szczerze polecam. Nie musisz nic mierzyć 'naukowo', wystarczy napisać 3 słowa - co czułaś, czy myśli się kłębiły, jak długo trwało zanim się uspokoiłaś. Po miesiącu widać wzorce. Sama tak odkryłam, że u mnie oddychanie przeponowe bez żadnego liczenia działa lepiej niż jakakolwiek technika z rytmem.
Ale czy to nie jest tak, że te wszystkie techniki z liczeniem to bardziej zachodnia adaptacja i przez to jakoś mniej... autentyczna? Czytałam gdzieś, że prawdziwa medytacja nie powinna angażować umysłu w liczenie, bo to tylko kolejna forma myślenia.
No dobra, przekonałaś mnie trochę. Ale skoro już o tradycjach mowa - czy ktoś próbował tej techniki naprzemiennego oddychania nozdrzami? Widziałam film na ten temat i wygląda dziwnie, ale podobno robi różnicę w balansowaniu energii.
Tak, próbowałam i to naprawde działa na spokój, ale też trzeba się przyzwyczaic do tego fizycznego aspektu, bo zrazu czujesz się głupio zamykając jedno nozdrze palcem 🙂 Ale po kilku sesjach przychodzi naturalnie. Dla mnie najlpej sprawdza się na wieczór, przed snem.
To jest dobra wiadomość, że nie trzeba od razu godziny. Ale wracając do tematu skuteczności - czy ktoś zauważył, że ta sama technika działa inaczej o różnych porach dnia? Rano vs wieczór?
Mam wrażenie, że ta rozmowa pokazuje coś ważnego - nie ma jednej najskuteczniejszej techniki, ale są techniki lepiej dopasowane do konkretnego celu. Komuś zależy na wyciszeniu przed snem, komuś na koncentracji przed pracą, komuś na równowadze energetycznej. To może warto by zebrać jakoś te zastosowania? Bo ja np. zupełnie inaczej oddycham przed medytacją czakrową a inaczej przy zwykłym wyciszeniu.
Słucham tej rozmowy od początku i mam jedno pytanie, które mnie nurtuje - czy przy technikach z długim zatrzymaniem oddechu może być tak, że po medytacji czujesz lekkie zawroty głowy? Bo mi się to zdarza i nie wiem czy to normalne czy robię coś źle.
No to moje obawy z początku były słuszne 🙂 Czyli ta 4-7-8 jednak nie jest dla każdego od razu. Dzięki za to Kalia_A, że to napisałaś, bo myślałem że tylko ja mam z tym problem i wstydziłem się zapytać.
To jest ważny wątek i chcę go rozwinąć, bo myślę, że wiele osób zaczyna od 4-7-8 bez żadnego przygotowania, bo to najpopularniejsza technika w internecie. A ona naprawdę nie jest dla początkujących. Macie jakieś techniki, które uważacie za dobry punkt startowy dla kogoś, kto nigdy nie pracował świadomie z oddechem?
a jak długo zajęło ci zanim to bierne obserwowanie zaczęło dawać jakiś efekt? Bo próbowałem raz czy dwa i miałem wrażenie, że nic się nie dzieje i po prostu siedzę i myślę o zakupach.
Ja mam podobnie jak Franek - siedzę i niby obserwuję oddech, ale po chwili i tak myślę o tym co muszę zrobić. Czy to znaczy, że robię coś źle, czy to jest po prostu normalny etap?
Myslę że problem z biernym obserwowaniem jest taki, że ludziom się wydaje, że jak myśl wróci to przegrali. A chodzi o to żeby wracać do oddechu za każdym razem bez oceniania siebie. To jest właśnie ta praktyka, a nie siedzenie bez myśli.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie może trochę z innej strony - czy technika oddechowa ma znaczenie przy medytacji ukierunkowanej na konkretny cel? Na przykład jeśli medytuję z intencją, to czy lepiej wybrać aktywną technikę czy obserwować?
Właśnie tak to u mnie wygląda od dawna i potwierdzam, że ten podział na fazę wyciszającą i fazę właściwą robi różnicę. Sama z siebie nie siedziałam nad technikami, ale zaczęłam tak robić i sesje są po prostu spokojniejsze. Choć nie wiem czy to akurat zasługa oddechu czy tego, że mam rytuał przejścia.
To ciekawe podejście z tymi etapami. Ale mam jeszcze jedno pytanie bo mi chodzi po głowie od początku tej rozmowy - czy jest sens łączyć różne techniki w jednej sesji, czy lepiej trzymać się jednej i ją pogłębiać?
No właśnie, to jest ten problem ze zmienianiam technik - nigdy nie wiesz co dało efekt. Choć z drugiej strony jak jedna technika wyraznie ci nie pasuje, to siłowanie sie z nią też nie ma sensu.
Czyli w moim przypadku 4-7-8 po prostu odpuścić i spróbować czegoś innego? Trochę miałam poczucie, że jak nie mogę jej opanować to coś ze mną nie tak.
dzięki wielkie za tę wskazówkę! Mam jeszcze pytanie - jak długo zazwyczaj robisz tę fazę wyciszającą przed właściwą sesją? Bo jak rozumiem, jakieś 4-4-4 na początku, ale nie wiem ile minut to sensownie trwa.
U mnie ta faza trwa jakieś 3-5 minut, nie więcej. Jak za bardzo się w nią wciągam, to potem nie mam już ochoty na właściwą medytację. Ale to pewnie kwestia indywidualna.
A czy można w ogóle mówić o 'stanie gotowości' do medytacji? Bo mi się wydaje, że albo siadam i jestem skupiona, albo nie jestem i żadna technika tego nie zmienia. Może po prostu są gorsze dni i lepsze?
Właśnie to 'otwieranie drzwi' ładnie to opisuje. Mam pytanie do osób, które już ćwiczą dłużej - czy z czasem ta faza wyciszająca skraca się sama, czy zawsze trzeba ją robić świadomie?
Zgadzam się z Heliosą. Zresztą to ma sens - ciało i umysł uczą się skojarzeń. Jak wystarczająco dużo razy zaczniesz medytację od tego samego rytuału oddechowego, z czasem sam oddech staje się sygnałem dla głowy, że czas się wyciszyć.
To mnie zastanawia - czy ta zasada skojarzeń działa też w drugą stronę? Znaczy, jak zmieniasz technikę albo miejsce medytacji, to za każdym razem trzeba budować to od nowa?
