Słuchajcie, mam pytanie które może być trochę z innej strony. Czy te techniki oddechowe które tutaj opisujecie - temperatura, proporcje, brzuch kontra nos - są specyficznie medytacyjne, czy to jest po prostu oddychanie i jakokolwiek medytacja je wykorzystuje? Bo mam wrażenie że nie wiem gdzie kończy się 'technika oddechu' a zaczyna 'medytacja'.
Właśnie wróciłam do tego wątku po kilku dniach i próbowałam tej różnicy o której Kornelka i Mamunaa pisały - bycie w ciele kontra bycie przy oddechu w głowie. I faktycznie to coś różnego. Jak połączyłam oddech z czuciem ciężaru nóg, to nagle miałam poczucie że jestem 'tu'. Nie wiem czy to było dobre czy złe ale było inne.
Ja od tamtego razu kiedy pisałam o temperaturze oddechu próbowałam łączyć to z czuciem siedzenia, kontaktu z podłogą. I robi różnicę. Ale mam pytanie - czy to nie jest już coś innego niż medytacja oddechowa? Czy w ogóle powinno się mieszać te punkty uwagi?
Mieszać można, ale warto mieć jeden punkt główny a reszta to tło. Jeśli skaczysz między oddechem a nogami a dźwiękami za oknem to uwaga się rozmywa. Natomiast oddech jako główny a ciało jako kotwica która go stabilizuje - to ma sens i tak naprawdę wiele praktyk to właśnie robi, choć nie zawsze to tak nazywają.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam podstawowe pytanie - bo zaczynam. Czy jest jakaś technika oddechowa którą polecacie jako naprawdę pierwszą? Nie pytam o tę najlepszą, tylko pierwszą. Bo tu jest tyle opcji że nie wiem od czego wziąć.
Okej, rozumiem. To kilka tygodni brzmi długo jak na coś tak podstawowego. Ale chyba wiem o co chodzi - żeby nie oceniać na podstawie jednej sesji. Mam jeszcze pytanie - czy na początku sesja powinna trwać tyle ile 'się da', czy jest jakaś sensowna długość?
Właśnie. I wracając jeszcze do tej obserwacji Kondzio o nosie i sugestii - myślę że to jest ciekawa rzecz sama w sobie. Czy uważacie że punkt uwagi w medytacji może być 'zasugerowany' przez zewnętrzne bodźce i wtedy nie działa tak samo jak naturalny? Pytam bo widziałam różne podejścia do tego.
Może to ma znaczenie na poczatku, a z czasem przestaje miec? Bo i tak po kilku sesjach zaczynasz czuć oddech niezależnie od tego skąd przyszedł impuls żeby tam patrzeć. Przynajmniej u mnie tak było.
A wracając do tego co wcześniej mówiłam o tym poruszeniu po medytacji - Heliosa pytała czy się powtarza. I tak, chyba tak. Nie zawsze, ale kiedy sesja jest dłuższa i jakoś bardziej skupiona, to pojawia się częściej. Teraz zastanawiam się czy to ma związek z techniką oddychania, bo używam wtedy naturalnego oddechu bez liczenia.
Czyli to rozróżnienie - oddech z liczeniem kontra obserwacja - robi różnicę nie tylko w skupieniu ale też w tym co się pojawia podczas sesji? Nie myślałam o tym w ten sposób.
Ja przez chwilę próbowałam liczenia do czterech, wstrzymania i wydechu, i to jest bardzo inne doświadczenie. Ale nie wiem czy to coś 'głębszego' czy po prostu inne. Trochę czułam że kontroluję proces zamiast go obserwować. Czy to ma znaczenie?
To teraz mam pytanie - jeśli ktoś przychodzi do medytacji głównie po to żeby się wyciszyć po ciężkim dniu, to które podejście jest lepsze? Liczenie czy obserwacja? Bo z tego co czytam to nie jest oczywiste.
Ale to by oznaczało że technika zależy od stanu w którym przychodzisz do poduszki? A nie od jakiejś jednej metody którą stosuje się zawsze? Bo trochę myślałam że powinna być jakaś jedna dobra technika i się jej trzymać.
Ja mam pytanie do Kornelki albo do Ostroiki - jak w takim razie ktoś nowy ma wiedzieć czego potrzebuje, skoro nie zna jeszcze tych różnic z własnego doświadczenia? Wydaje mi się że jest taki etap gdzie nie masz punktu odniesienia.
To jest chyba odpowiedź na pytanie Klarysy - że na początku lepiej nie szukać właściwej techniki, tylko zdobyć jakiekolwiek doświadczenie z oddechem. Punkt odniesienia buduje się przez praktykę a nie przez czytanie. Przynajmniej tak mi to wygląda z perspektywy.
Dobra, chyba to rozumiem. Czyli mniej analizowania przed, więcej siedzenia. Ale powiem szczerze że nadal nie wiem kiedy wiem że sesja 'działa'. Bo siedziałem ostatnio z kwadrans i nie wiem czy coś się stało czy po prostu minął kwadrans.
Hmm, jak tak pytasz to chyba tak. Byłem mniej nakręcony na te myśli które miałem przed. Ale myślałem że to może po prostu zmęczenie albo że po prostu minął czas. Nie byłem pewien czy to zasługa siedzenia czy czegoś innego.
To jest ciekawy wątek, ale chcę go jakoś zapiąć z tematem - bo jeśli rozróżnienie między zwykłym siedzeniem a medytacją z oddechem jest istotne, to czy technika oddechowa jest właśnie tym co robi różnicę? Czyli czy bez świadomego oddechu to już nie jest medytacja tylko odpoczynek? Bo to by miało duże znaczenie dla tego o czym rozmawiamy od początku.
