A właśnie - to przy okazji zmiany techniki... Próbowałam wcześniej tej 4-4-4 jak Kornelka sugerowała i rzeczywiście mniej zawrotów głowy. Ale zauważyłam, że przy liczeniu bardziej skupiam się na liczeniu niż na oddechu. Czy to jest problem?
Fajne porównanie, choć nie jestem pewna czy rozumiem do końca. Czyli masz na myśli, że liczenie samo w sobie jest środkiem, a nie celem? I nie trzeba 'czuć' każdego oddechu podczas liczenia?
To jest naprawdę pomocne, bo ja też miałem poczucie że powinienem 'czuć' każdy oddech i jak tego nie czułem to zakładałem że robię coś źle. Ale mam pytanie - bo nie wspomniano tu o tym - czy ktoś próbował technik z wydłużonym wydechem, nie retencją, a samym wydłużeniem?
O właśnie, sama stosuję wydłużony wydech i polecam. Przy zatrzymaniu oddechu zawsze mam gdzieś z tyłu głowy tę niecierpliwość 'kiedy już', a przy samym wydłużaniu wydechu tego nie ma. Sesje są przez to spokojniejsze.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam takie podstawowe pytanie - bo widzę, że wymieniacie dużo różnych technik - czy jest jakaś logika w tym, żeby wybrać jedną i po prostu ją testować przez jakiś określony czas, zanim w ogóle oceni się czy działa?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam takie podstawowe pytanie - bo widzę, że wymieniacie dużo różnych technik - czy jest jakaś logika w tym, żeby wybrać jedną i po prostu ją testować przez jakiś określony czas, zanim w ogóle oceni się czy działa?
Też tak myślę. Ja testowałam każdą technikę przez mniej więcej trzy tygodnie i dopiero wtedy miałam jakieś realne poczucie, czy to 'moja' metoda czy nie. Wcześniej to była tylko losowa próbka jednej sesji.
to jest naprawdę pomocna wskazówka, bo ja właśnie skaczę między technikami i teraz rozumiem czemu nie mogę ocenić żadnej. Ale trzy tygodnie to sporo - co jeśli po kilku sesjach czuję wyraźny dyskomfort z daną metodą? Też czekać?
Dokładnie. Dyskomfort fizyczny to jedno, a zwykłe 'nie wiem czy to działa' to zupełnie inna kategoria. Te dwie rzeczy łatwo pomylić szczególnie na początku.
A jak w ogóle odróżnić dyskomfort 'zły' od jakiegoś naturalnego oporu ciała? Bo jak zaczynam z wydłużonym wydechem to czasem czuję jakiś dziwny niepokój i nie wiem czy mam przerywać czy nie.
To co opisuje Kalia_A brzmi bardzo znajomo. Myślę, że to jest po prostu umysł, który nie lubi rezygnować z kontroli. I przy technikach oddechowych szczególnie to wychodzi, bo nagle świadomie robimy coś, co normalnie jest automatyczne.
Ale to nie jest trochę sprzeczne samo w sobie? Czyli medytacja ma uczyć bycia tu i teraz, a jednocześnie zaczynamy od techniki, która każe ci świadomie kontrolować własny oddech. Skąd ten spokój ma w ogóle przyjść?
To chyba jedna z najlepszych obserwacji w tym wątku. Ale myślę, że kontrola na początku to rusztowanie - budujesz coś, potem je zdejmujesz. Cel nie jest taki, żeby zawsze liczyć i kontrolować, tylko żeby przez to przejść do miejsca, gdzie kontrola nie jest potrzebna.
a kiedy ty sama wiesz, że możesz zdjąć to rusztowanie? Że oddech sam sobą idzie i nie trzeba już nim kierować?
Ciekawe, bo ja tego momentu u siebie nie rozpoznaję. Albo liczę i jestem przy tym, albo zaczynam myśleć o czymś innym i gubiłam rytm. Tego 'stanu pomiędzy' jeszcze nie czułam. Czy to przychodzi z czasem samo?
Mnie to reminds - znaczy, przypomina mi jak uczyłam się jeść pałeczkami. Na początku myślisz o każdym ruchu, potem nagle jesz i rozmawiasz i nie wiesz kiedy to się stało. Z oddechem w medytacji chyba podobnie, automtyzacja przychodzi tylnym wejsciem 🙂
A co jeśli ktoś po prostu nie może utrzymać proporcji, bo albo brakuje mu tchu na te wydechy albo wdycha za wolno? Pytam bo mam podejrzenie, że mój naturalny oddech jest po prostu szybszy i wymuszanie proporcji czuję jak walkę z ciałem.
Franek, efekt nie jest wprost proporcjonalny do długości. Liczy się powtarzalność i spokój w trakcie, a nie rekordy w sekundach. Krótka proporcja utrzymywana przez 15 minut da więcej niż długa, przy której walczysz co wdech.
A czy ktoś próbował celowo mieszać? Wdech nosem, wydech ustami, ale powoli, nie gwałtownie? Czytałam że to inna jakość niż samo noso-nosowe, ale nie wiem czy to ma sens przy typowej medytacji spokojnej.
A ja się zastanawiam czy w ogóle ma sens szukać 'tej właściwej' techniki oddechowej jeśli każde ciało jest inne. Może nie ma jednej odpowiedzi i dlatego te dyskusje trwają bez końca?
No właśnie, bo jeśli każdy ma swoje to forum nie ma sensu, bo co mi da cudze doświadczenie. A jednak czytam i coś biorę z tego dla siebie, więc chyba jakieś wspólne elementy jednak są.
Wracając do tego co Kenta_88 pisała o naturalnym oddechu - mnie też to dotyczy. Mój naturalny rytm jest dość szybki i jak próbuję go wydłużyć to czuję się jakbym 'udawała' spokój. Czy to normalne na początku?
To 'udawanie spokoju' to chyba jeden z najczęstszych progów na początku. Mam wrażenie że dużo ludzi rezygnuje właśnie w tym miejscu, bo myśli że to nie działa, a tak naprawdę to jest po prostu faza.
Słuchajcie, ja jestem tu stosunkowo świeżo jeśli chodzi o medytację i chciałam zapytać - czy to uczucie sztuczności dotyczy tylko oddechu, czy też pozycji ciała? Bo jak siedzę w tej wymuszonej pozycji z prostymi plecami to też mam wrażenie że 'gram rolę medytującego'.
Można, i często tak się zaleca zupełnym poczatkujacym. Najpierw samo siedzenie i obserwowanie jak oddychasz naturalnie, bez zmieniania niczego. Techniki to nastepny krok, nie pierwszy.
Dokładnie to. Obserwowanie oddechu bez ingerencji to też jest technika, i wcale nie taka prosta jak wygląda. Wiele osób po pierwszych kilku minutach zauważa że oddech sam trochę się zmienia kiedy po prostu na nim leżysz uwagą - i to już jest coś.
To że oddech sam się zmienia kiedy po prostu na nim skupiam uwagę - to mnie trochę zaskoczyło. Nigdy tak nie myślałam o tej obserwacji, że to już jest technika. Myślałam że 'technika' to znaczy coś co robię aktywnie.
