Forum

Asystent AI
Medytacja metta - j...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Medytacja metta - jak praktykować miłość i współczucie?

Strona 1 / 4

Wpisy: 773
Rozpoczynający temat
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Chciałam zapytać o medytację metta, bo ostatnio zaczęłam ją regularnie próbować i mam mieszane odczucia. Chodzi mi o tę praktykę rozsyłania miłości i współczucia - najpierw do siebie, potem do bliskich, potem do obcych, a na końcu do całego świata. Czy ktoś z was praktykuje to regularnie? Bo mam wrażenie, że najtrudniejszy jest dla mnie etap z sobą samą - kompletnie nie wiem jak to 'poczuć'. Zaczynam mantrę 'niech będę szczęśliwa, niech będę zdrowa' i po chwili mój umysł gdzieś ucieka albo czuję się dziwnie sztucznie. Jak wy sobie z tym radzicie?


Odpowiedz
136 odpowiedzi
Wpisy: 420
(@jaromir63)
Połączone: 1 rok temu

To z tym etapem do siebie prawie każdy ma problem na początku. Powiem ci szczerze - u mnie trwało to kilka miesięcy zanim przestało być sztuczne. Ale mam pytanie - jak długo w ogóle siedzisz w ciszy zanim zaczniesz mantrę? Bo jeśli wskakujesz od razu w frazy, to umysł rzeczywiście nie ma się do czego przyczepić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Jaromir63 Jakoś 5 minut oddechu na start, potem przechodzę do metta. Czy to za mało? Bo czytałam różne instrukcje i jedne mówią żeby zaczynać od razu, inne że trzeba się wcześniej uspokoić.


Odpowiedz
Wpisy: 680
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

5 minut to nie jest za mało, ale to nie czas jest tu kluczowy. Ważniejsze jest żebyś zanim zaczniesz mantrę, naprawdę poczuła jakiś mały promyk ciepła - może wspomnienie miłego momentu, może uśmiech kogoś bliskiego. Metta nie jest recytowaniem, to praca z emocją, nie ze słowami. Wielu ludzi skupia się na samych formułkach i to właśnie powoduje to uczucie sztuczności.


Odpowiedz
Wpisy: 562
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

Zgadzam się z Martusią, to jest dokładnie ten błąd który ja robiłam. Ale mam pytanie do autorki wątku - w której wersji metta pracujesz? Bo są różne tradycje i różne kolejności. Therawada, tybetańska... to nie jest bez znaczenia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Martynka78 Szczerze? Korzystam z nagrania z YouTube, prowadzonego po polsku. Nie wiem dokładnie z jakiej tradycji pochodzi. Może to jest właśnie problem, że nie mam żadnego solidniejszego oparcia metodycznego?


Odpowiedz
Wpisy: 430
(@kalikst)
Połączone: 2 lata temu

Nie nazwałbym tego problemem, bo sam zaczynałem od losowych nagrań. Ale jest różnica między prowadzoną medytacją a samodzielną praktyką i moim zdaniem warto w pewnym momencie spróbować bez przewodnika. Metta z YouTube może dawać złudzenie praktyki podczas gdy tak naprawdę tylko słuchasz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jaromir63)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 420

@Kalikst Hm, z tym bym polemizował. Prowadzone sesje mogą być bardzo dobre szczególnie na początku, bo dają strukturę. Sam korzystałem z nagrań nauczycielki vipassany przez dobry rok. Problem nie jest w formacie, tylko w tym co się robi między sesjami. Metta to ma być coś co przenosisz do życia, nie tylko na poduszkę.


Odpowiedz
Wpisy: 272
(@poludnica56)
Połączone: 1 rok temu

To jest sedno sprawy - metta działa kiedy przestaje być ćwiczeniem a zaczyna być postawą. Ale nie mówmy że ktoś robi coś źle bo korzysta z nagrań. Pytanie do Dominisi jest inne - co się dzieje kiedy dochodzisz do 'trudnych' ludzi? Do tych których nie lubisz? Bo to jest prawdziwy test tej praktyki.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Poludnica56 Do trudnych ludzi jeszcze nie dotarłam bo utknęłam na sobie 🙂 Ale już się boję tego etapu. Jak rozsyłać miłość komuś kto cię skrzywdził - to brzmi jak taka duchowa wydmuszka, jak się to naprawdę robi?


Odpowiedz
Wpisy: 680
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

To nie jest wydmuszka, ale rozumiem skąd to poczucie. Metta wobec kogoś kto cię skrzywdził nie oznacza że musisz go lubić albo mu wybaczać w sensie psychologicznym. To znaczy że życzysz mu wyjścia z jego własnego cierpienia - bo często ludzie krzywdzą właśnie dlatego że sami cierpią. To jest różnica którą warto poczuć, nie tylko zrozumieć głową.


Odpowiedz
Wpisy: 140
 Faye
(@faye)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie to mnie zawsze blokowało - to poczucie że mam kłamać samej sobie. Że niby życzę dobrze komuś kto wyrządził mi coś złego. Zaczęłam od mniejszych rzeczy - od osoby która mnie po prostu irytuje, nie od kogoś kto mnie zranił. To chyba ma sens?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jaromir63)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 420

@Faye Dokładnie tak uczono w tradycji buddyjskiej - zaczynasz od osoby neutralnej, czyli kogoś kogo znasz ale nie masz do niej silnych emocji w żadną stronę. Nie od wroga, nie od bliskiego. To jest etap często pomijany w zachodnich uproszczeniach.


Odpowiedz
Wpisy: 562
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

Jaromir, a możesz powiedzieć więcej o tej kolejności? Bo w nagraniu z którym ja pracowałam było: ja, bliski, neutralny, trudna osoba, wszystkie istoty. Ale spotkałam się też z wersją gdzie nie ma w ogóle etapu neutralnego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jaromir63)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 420

@Martynka78 Klasyczna sekwencja w tradycji Therawady to jest właśnie: ty, bliski nauczyciel lub ktoś kogo bardzo lubisz, osoba neutralna, trudna osoba, wszystkie istoty. Wersje bez neutralnej osoby są skrótem i moim zdaniem przeskakują ważny etap. Jeśli nie potrafisz budować ciepła wobec kogoś obojętnego, to przy trudnej osobie po prostu zacisniesz zęby i nic z tego nie będzie.


Odpowiedz
Wpisy: 266
(@gosiunia)
Połączone: 9 miesięcy temu

Słuchajcie, a czy ktoś próbował metta bez żadnych słownych formuł? Sama stosowałam przez jakiś czas tylko obraz - wyobraźnia jak z serca wysyłasz światło. I ciekawe, że mi to dawało więcej niż powtarzanie zdań. Może zależy od człowieka?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Gosiunia O, to jest ciekawe. Jestem raczej wizualna i może właśnie dlatego frazy mi nie idą. Jak wyglądał ten twój obraz - budowałaś go sama czy gdzieś to wyczytałaś?


Odpowiedz
Wpisy: 266
(@gosiunia)
Połączone: 9 miesięcy temu

Trochę wyczytałam, trochę doszło samo. Najpierw wizualizowałam małe ciepłe światło w klatce piersiowej, potem jak rośnie i wychodzi na zewnątrz. Bez słów, tylko odczucie i obraz. Ale - i to ważne - to nie jest klasyczna metta, to raczej moje dostosowanie. Więc nie twierdzę że to lepsza metoda, tylko że działa dla mnie.


Odpowiedz
Wpisy: 430
(@kalikst)
Połączone: 2 lata temu

To co Gosiunia opisuje przypomina mi trochę medytację tonglen z tradycji tybetańskiej - tam też pracuje się z oddechem i wizualizacją, ale w drugą stronę: wciągasz czyjś ból, wypuszczasz ulgę. Czy te praktyki są w ogóle pokrewne czy to zupełnie różne rzeczy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 680

@Kalikst Pokrewne w sensie że obie są praktykami współczucia, ale bardzo różne w mechanizmie. Tonglen jest w pewnym sensie odwrotnością intuicji - bierzesz na siebie cierpienie, a nie uciekasz od niego. Metta jest bardziej o wysyłaniu. Nie mieszałabym tych dwóch na początku, bo tonglen może być bardzo intensywne emocjonalnie dla kogoś kto nie ma solidnej podstawy praktyki.


Odpowiedz
Wpisy: 430
(@kalikst)
Połączone: 2 lata temu

Dobra, ale wracając do tego co Martusia napisała o tonglen - czy ktoś próbował łączyć obie praktyki? Nie mówię o mieszaniu, tylko np. metta rano, tonglen wieczorem? Albo to jest recepta na pomieszanie z poplątaniem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jaromir63)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 420

@Kalikst Pytanie brzmi co rozumiesz przez 'łączenie'. Jeśli chodzi o osobną praktykę w różnych porach, to nie widzę problemu. Ale nie robiłbym tego na jednej sesji, bo to trochę jak jazda jednocześnie do przodu i do tyłu. Metta buduje, tonglen absorbuje - psychicznie to dwa różne kierunki pracy.


Odpowiedz
Wpisy: 140
 Faye
(@faye)
Połączone: 1 rok temu

Ja mam głupie pytanie do całej tej dyskusji - czy metta w ogóle działa jeśli nie wierzysz w jej 'metafizyczny' wymiar? Znaczy, czy można to traktować czysto psychologicznie, bez buddyzmu w tle, i czy to ma wtedy jakiś sens?


Odpowiedz
Wpisy: 272
(@poludnica56)
Połączone: 1 rok temu

To nie jest głupie pytanie, to jest jedno z ważniejszych pytań w tej dyskusji. I odpowiedź jest tak - metta działa nawet jeśli traktujesz ją jako ćwiczenie emocjonalne. Badania nad współczuciem, regulacją emocji, to wszystko potwierdza że sama praktyka życzliwości wobec siebie i innych zmienia coś w mózgu i w relacjach. Buddyzm to kontekst, nie warunek.


Odpowiedz
Wpisy: 773
Rozpoczynający temat
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

To mnie bardzo uspokaja, bo ja właśnie gdzieś pomiędzy - nie jestem buddystką, ale nie traktuję tego też czysto mechanicznie. Tylko zastanawiam się czy to pół-podejście nie sprawia że efekty są pół-pół.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 680

@Dominisia, a co dla ciebie znaczyłoby 'pełne podejście'? Bo to że nie przyjęłaś schronienia w Trzech Klejnotach nie oznacza że praktykujesz gorzej. Intencja jest ważniejsza niż etykietka tradycji.


Odpowiedz
Wpisy: 562
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

Zgadzam się z Martusią, ale mam inne wątpliwość - czy ta dyskusja 'z tradycją czy bez' nie sprawia że zapominamy o tym co Dominisia pisała wcześniej, że utknęła na sobie? To jest chyba bardziej pilna kwestia niż pytanie o buddyjskie korzenie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Martynka78 Masz rację, to faktycznie mój główny problem. Siedzę przy sobie i albo czuję pustkę albo wchodzi mi jakiś wewnętrzny krytyk. Trudno mi w ogóle zbudować to ciepło kiedy kieruję je do siebie samej.


Odpowiedz
Wpisy: 266
(@gosiunia)
Połączone: 9 miesięcy temu

To jest bardzo częste i ma nawet swoją nazwę - w anglojęzycznych kręgach mówi się na to 'self-compassion block'. Ale powiedz mi więcej - jak to wygląda? Zaczynasz formułę i po chwili wchodzi ci jakiś głos, obraz, myśl? Co dokładnie przerywa to ciepło?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Gosiunia Dokładnie. Mówię sobie 'oby bym była szczęśliwa' i natychmiast pojawia się coś w stylu 'no tak, ale przecież...' i zaczyna się lista powodów dlaczego nie zasługuję albo dlaczego to jest naiwne. Brzmi znajomo komuś?


Odpowiedz
Wpisy: 140
 Faye
(@faye)
Połączone: 1 rok temu

Mnie też to spotyka. I wcześniej myślałam że to kwestia niskiej samooceny, ale chyba to coś innego - jakby mózg odrzucał życzliwość skierowaną do środka jako zagrożenie? Nie wiem czy to ma sens.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@poludnica56)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 272

@Faye Sens ma i to duży. Psychologia mówi o czymś takim jak zagrożenie związane z samowspółczuciem - część ludzi boi się że jeśli będą dla siebie dobrzy, to stracą motywację albo zrobią się 'miękcy'. Ten wewnętrzny krytyk bywa paradoksalnie mechanizmem obronnym.


Odpowiedz
Wpisy: 430
(@kalikst)
Połączone: 2 lata temu

A czy jest jakiś sposób żeby obejść ten blok? Bo rozumiem diagnozę, ale jak to przełożyć na samą matę do medytacji, na konkretną sesję? Czy jest jakiś chwyt techniczny czy trzeba to przepracować poza medytacją?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 680

@Kalikst Jedno i drugie, szczerze mówiąc. Na macie - pomocna jest zmiana perspektywy. Wyobrażasz sobie że życzenia kierujesz do siebie jako do dziecka albo do bliskiej osoby będącej w podobnej sytuacji. Psychologicznie dużo łatwiej przyjąć współczucie z dystansu niż wprost.


Odpowiedz
Wpisy: 420
(@jaromir63)
Połączone: 1 rok temu

Słyszałem też o podejściu gdzie zaczynasz od wyobrażenia kogoś komu życzysz dobrze i budujesz to ciepło, a potem przenosisz je na siebie. Czyli nie atakujesz bloku frontalnie. Czy ktoś z was to próbował? Bo sam nie testowałem, tylko czytałem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 562

@Jaromir63 Próbowałam! I to mi działało lepiej niż zaczynanie od razu od siebie. Budowałam ciepło przy myśleniu o córce, a potem jak już to czucie było żywe, próbowałam je skierować do siebie. Nie zawsze wychodziło ale dużo częściej niż wprost.


Odpowiedz
Wpisy: 773
Rozpoczynający temat
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

To jest bardzo konkretna wskazówka, dziękuję. Pytanie czy to nie jest taki skrót który potem utrwala że nie możemy do siebie dotrzeć bezpośrednio? Że zawsze potrzebujemy pośrednika żeby siebie lubić?


Odpowiedz
Wpisy: 266
(@gosiunia)
Połączone: 9 miesięcy temu

Myślę że to jest etap, nie stała proteza. Na początku używasz drabiny żeby wejść na wyższy poziom - to nie znaczy że drabina zostaje na zawsze. Choć to jest ciekawe pytanie czy ktoś z dłuższą praktyką zauważył że ten pośrednik stał się z czasem zbędny?


Odpowiedz
Wpisy: 272
(@poludnica56)
Połączone: 1 rok temu

U mnie tak właśnie było. Przez długi czas potrzebowałam kogoś 'ciepłego' żeby w ogóle wejść w stan metta. Po jakimś czasie - nie wiem kiedy dokładnie - zaczęłam po prostu siadać i ciepło było. Nie wiem czy to efekt praktyki czy po prostu czegoś co przepracowałam poza poduszką.


Odpowiedz
Wpisy: 140
 Faye
(@faye)
Połączone: 1 rok temu

To jest dla mnie najważniejsza rzecz w tej dyskusji - że to nie jest tylko kwestia techniki na sesji ale i tego co się robi z sobą w życiu. Chyba na to właśnie czekałam żeby to w końcu ktoś powiedział wprost.


Odpowiedz
Wpisy: 430
(@kalikst)
Połączone: 2 lata temu

To co Poludnica56 napisała o tym że ciepło po prostu zaczęło być - bez wysiłku, bez rozgrzewania przez kogoś bliskiego - brzmi jak coś czego chciałbym doświadczyć ale nie wiem czy wiem kiedy to w ogóle nastąpi. Czy był jakiś moment kiedy zauważyłaś że już nie potrzebujesz tej drabiny? Jakieś konkretne zdarzenie czy to było stopniowe?


Odpowiedz
Wpisy: 272
(@poludnica56)
Połączone: 1 rok temu

Szczerze? Nie było jednego momentu. Raczej w pewnym tygodniu zorientowałam się że siadam i nie szukam już tej osoby którą mam sobie wyobrazić na wstępie. Po prostu siadałam. I to mnie zaskoczyło bardziej niż jakikolwiek przełom.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 562

@Poludnica56 A czy ten moment bez szukania był połączony z czymś w życiu poza medytacją? Bo zastanawiam się czy to była kwestia samej praktyki czy czegoś co się zmieniło w relacjach albo w poczuciu siebie w tamtym czasie.


Odpowiedz
Strona 1 / 4
Udostępnij: