No właśnie, a co z afirmacjami w tym kontekście? Bo wychodzi na to, że dyskomfort z ciszą i dyskomfort z dużymi afirmacjami mogą mieć podobne źródło - umysł nie wierzy w to, co mu serwujesz. Czy medytacja z otwartymi oczami mogłaby jakoś pomóc zakorzenić afirmację bardziej niż głęboki trans z zamkniętymi?
No właśnie, a co z afirmacjami w tym kontekście? Bo wychodzi na to, że dyskomfort z ciszą i dyskomfort z dużymi afirmacjami mogą mieć podobne źródło - umysł nie wierzy w to, co mu serwujesz. Czy medytacja z otwartymi oczami mogłaby jakoś pomóc zakorzenić afirmację bardziej niż głęboki trans z zamkniętymi?
@Igorek93 To jest coś, o czym w ogóle nie myślałem! Mówiłem afirmacje albo przed medytacją albo w czasie, nigdy po. Czy ta kolejność naprawdę robi taką różnicę, czy to zależy od człowieka? Bo nie chciałbym teraz wywrócić całej swojej praktyki do góry nogami bez powodu.
Wracam do pytania o to, co właściwie różni te dwa tryby pracy, bo rozmowa zaczyna to ładnie odsłaniać. Otwarte oczy trzymają świadomość blisko ciała i przestrzeni, co daje zakorzenienie. Zamknięte pozwalają na zejście głębiej, ale kosztem tej kotwicy. Nie ma tu lepszego i gorszego - jest pytanie, czego szukasz w danym momencie praktyki. Gituska bardzo precyzyjnie to opisała: szybsze albo głębsze. A co, jeśli ktoś potrzebuje obu? Czy ktoś świadomie przechodzi między trybami w trakcie jednej sesji?
Wracam do pytania o to, co właściwie różni te dwa tryby pracy, bo rozmowa zaczyna to ładnie odsłaniać. Otwarte oczy trzymają świadomość blisko ciała i przestrzeni, co daje zakorzenienie. Zamknięte pozwalają na zejście głębiej, ale kosztem tej kotwicy. Nie ma tu lepszego i gorszego - jest pytanie, czego szukasz w danym momencie praktyki. Gituska bardzo precyzyjnie to opisała: szybsze albo głębsze. A co, jeśli ktoś potrzebuje obu? Czy ktoś świadomie przechodzi między trybami w trakcie jednej sesji?
Ja tak robię i to nie jest przypadkowe. Zaczynam z otwartymi, żeby umysł się uspokoił i zakorzenił, potem po pewnym czasie - trudno powiedzieć kiedy dokładnie, to jest bardziej odczucie niż czas - zamykam. Przejście jest płynne, bez wysiłku. Jak zamknięcie oczu wymaga decyzji, to znaczy że jeszcze nie czas. Nie wiem czy to jest 'właściwa' metoda, ale dla mnie działa i nie ma tej dezorientacji po wyjściu, o której wcześniej mówiłam.
Ja tak robię i to nie jest przypadkowe. Zaczynam z otwartymi, żeby umysł się uspokoił i zakorzenił, potem po pewnym czasie - trudno powiedzieć kiedy dokładnie, to jest bardziej odczucie niż czas - zamykam. Przejście jest płynne, bez wysiłku. Jak zamknięcie oczu wymaga decyzji, to znaczy że jeszcze nie czas. Nie wiem czy to jest "właściwa" metoda, ale dla mnie działa i nie ma tej dezorientacji po wyjściu, o której wcześniej mówiłam.
A czy to nie jest przypadkiem tak, że otwarte oczy trzymają nas jednak w pewnym napięciu, bo mózg mimo wszystko przetwarza informacje wzrokowe? Zastanawiam się, czy to 'zakorzenienie', o którym tu wszyscy mówią, nie jest po prostu... pobudzeniem, a nie spokojem. Mogę się mylić, ale chcę rozumieć skąd to odróżnić.
A czy to nie jest przypadkiem tak, że otwarte oczy trzymają nas jednak w pewnym napięciu, bo mózg mimo wszystko przetwarza informacje wzrokowe? Zastanawiam się, czy to "zakorzenienie", o którym tu wszyscy mówią, nie jest po prostu... pobudzeniem, a nie spokojem. Mogę się mylić, ale chcę rozumieć skąd to odróżnić.
@Igorek93 Dobra, ale jak nauczyć się tego 'miękkiego wzroku'? Bo jak próbuję nie skupiać wzroku, to albo zaczynam mrużyć, albo mi oczy odpływają w bok i jest niekomfortowo. Czy jest na to jakiś konkretny sposób, żeby to poczuć?
Przy okazji tego miękkiego wzroku - ja zawsze zaczynałam od patrzenia lekko ponad linię horyzontu, jakby coś widziałam w oddali. Mała rzecz, ale po chwili pola widzenia się rozszerza i napięcie odpuszcza samo. Nie wiem czy to jest to, co Igorek ma na myśli, ale mi pomogło wejść w to szybciej niż jakiekolwiek ćwiczenia oddechowe.
@Skorpionica Ale to rozszerzenie pola widzenia - to nie jest przypadkiem coś, co może wywołać dziwne efekty? Bo ja słyszałam, że jak za długo tak się wpatruje, to można zacząć widzieć rzeczy. Pytam serio, bo trochę się tego obawiam.
To, co Jezynka opisuje jako 'widzenie rzeczy', to w praktyce bywa efektem rozluźnienia filtrów percepcji, które na co dzień blokują pewne sygnały. Nie jest to niebezpieczne samo w sobie, ale warto wiedzieć, że to się może zdarzyć - i że to nie powód do paniki. Pytanie jest inne: czy masz wystarczające zakorzenienie, żeby obserwować takie zjawiska bez angażowania się w nie?
Raczej nie wiem jak to ocenić. I właśnie to jest mój problem - nie wiem jak rozpoznać, czy mam to zakorzenienie, czy nie. Czy jest jakiś znak?
Raczej nie wiem jak to ocenić. I właśnie to jest mój problem - nie wiem jak rozpoznać, czy mam to zakorzenienie, czy nie. Czy jest jakiś znak?
Słuchajcie, mam wrażenie że cała ta rozmowa zaczyna zmierzać do wniosku, że medytacja z otwartymi oczami jest lepsza dla tych, którzy jeszcze nie mają stabilnej praktyki. Czy to jest ta konkluzja, czy upraszczam?
A ja wracam do tej kwestii afirmacji, bo mam poczucie, że gdzieś nam to uciekło - jeśli otwarte oczy pomagają zakorzenieniu, to czy afirmacje mówione przy otwartych oczach mają inne działanie niż przy zamkniętych? Wydaje mi się że tak, ale nie potrafię tego dobrze uargumentować.
Wmieszam się tutaj, bo ta interpretacja o "zaadresowaniu" afirmacji do zewnątrz versus wewnątrz ma pewne oparcie, ale też pewne ryzyko nadinterpretacji. W tradycji wedyjskiej mantry są recytowane z otwartymi oczami właśnie dlatego, żeby nie uciec od rzeczywistości - żeby słowo zadziałało tu, nie w jakimś osobnym świecie wewnętrznym. Więc to pytanie o skalę celu wydaje mi się ważniejsze niż pytanie o oczy.
U mnie odwrotnie - przy otwartych oczach coś we mnie cały czas sprawdza, czy rzeczywistość potwierdza to, co mówię. I jak nie potwierdza, to afirmacja się sypie. Przy zamkniętych tego sprawdzenia nie ma i jakoś łatwiej po prostu... być z tym co mówię. Nie wiem, czy to jest powszechne, ale u mnie tak działa.
Ten wątek z afirmacjami i oczami naprawdę zaczyna mi się układać w całość. Tylko mam jedno zastrzeżenie - czy ktoś z was rozróżnia, o jakim typie celu mówimy? Bo afirmacja na miłość to coś innego niż afirmacja na pracę albo na spokój wewnętrzny. I wydaje mi się, że ta zmienna też wpływa na to, czy otwarte oczy pomagają czy przeszkadzają.
Ja mam zupełnie inne pytanie, trochę z boku - czy wy w ogóle mówicie te afirmacje głośno czy w myślach? Bo mi się wydaje, że to też musi mieć znaczenie, szczególnie przy otwartych oczach. Jak mówię głośno i mam otwarte oczy, czuję się trochę jak w teatrze. Śmiesznie.
Może głupie pytanie, ale - czy nie jest tak, że ci, którzy medytują z otwartymi oczami od dawna, po prostu inaczej "widzą" te afirmacje? Jakby wzrok przestał być kanałem weryfikacji rzeczywistości, a stał się częścią praktyki? Bo jak słucham tej rozmowy, to mam wrażenie, że problem z otwartymi oczami i afirmacjami dotyczy głównie osób, które jeszcze nie mają miękkiego wzroku.
Ale uwaga, bo nie chcę żeby to zabrzmiało jak "bez miękkiego wzroku nie ma co próbować". Można próbować i obserwować co się dzieje. Ja przez długi czas medytowałam z zamkniętymi oczami i afirmacje działały na mniejsze rzeczy całkiem dobrze. Duże cele to osobna historia, ale drobne - że będę spokojniejsza, że znajdę czas dla siebie - te łapałam bez żadnego miękkiego wzroku.
Mam wrażenie, że właśnie dotknęliśmy czegoś naprawdę istotnego, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Czy to znaczy, że medytacja z zamkniętymi oczami może być formą... ucieczki? Nie mówię tego złośliwie, naprawdę pytam. Że zamykamy oczy, żeby nie musieć konfrontować się z tym dystansem?
Można to sprawdzić prosto - powiedz afirmację, którą uważasz za fałszywą, coś czego kompletnie nie czujesz. I obserwuj, czy jest to samo ciepło. Jeśli jest - to rzeczywiście może być temperatura pokoju. Jeśli przy fałszywej afirmacji jest chłodniej, puściej albo pojawia się napięcie - to ciało różnicuje. Większość ludzi po chwili spokojnej obserwacji potrafi to wyczuć.
Dokładnie. I to jest chyba sedno tego, o czym rozmawiamy przez ostatnie kilkanaście postów. Otwarte oczy bez miękkiego wzroku, bez świadomości ciała, bez oddechu - to tylko siedzenie z otwartymi oczami. Medytacja z otwartymi oczami to konkretny stan, nie technika mechaniczna. Dlatego to pytanie o afirmacje i oczy jest złożone - bo te same słowa w dwóch różnych stanach to dwa zupełnie różne doświadczenia.
Okej, to teraz mam wrażenie, że musiałbym najpierw przez kilka miesięcy poćwiczyć samo bycie obecnym, zanim w ogóle zacznę pracować z afirmacjami na poważne rzeczy. Czy to naprawdę tak długo trwa? Bo czytam to i trochę mi serce opada, szczerze mówiąc.
