Czytałem ostatnio sporo o tym, co mistycy chrześcijańscy nazywali "ciemną nocą duszy" i zastanawia mnie, czy to co opisywał Jan od Krzyża ma coś wspólnego z tym, co niektórzy przeżywają podczas głębszej medytacji. Bo coraz częściej trafia mi na relacje ludzi, którzy po kilku miesiącach regularnej praktyki wpadają w coś bardzo nieprzyjemnego - lęk, poczucie pustki, jakby medytacja zamiast pomagać zaczęła kopać pod nogami. I teraz pytanie, które mnie nurtuje: czy to jest naturalny etap oczyszczania, czy może sygnał, że coś idzie nie tak? Szczególnie interesuje mnie to w kontekście afirmacji - bo słyszałem, że niektórzy próbują w takich momentach pracować z afirmacjami, żeby się z tego wyciągnąć, ale czy to w ogóle ma sens kiedy człowiek jest w środku czegoś takiego?
To zależy od tego, co rozumiemy przez "ciemną noc" - bo to słowo jest mocno nadużywane. Widziałam dziesiątki przypadków, gdzie ktoś miał po prostu zły tydzień i od razu przyklejał sobie tę etykietę. Prawdziwe przejście, o którym pisał Jan od Krzyża, to coś zupełnie innego niż chwilowy dołek. Ale żeby odpowiedzieć konkretnie - masz na myśli sytuację kiedy ktoś jest w trakcie medytacji i wpada w panikę, czy raczej to ogólne przygnębienie, które się ciągnie tygodniami?
Miałam coś takiego ze dwa lata temu. Byłam po kilku miesiącach codziennej medytacji i w pewnym momencie zamiast spokoju zaczęło przychodzić coś jakby groza. Nie panika, ale takie głębokie, zimne poczucie, że coś we mnie sie rozpada. Próbowałam wtedy afirmacji - siadałam i powtarzałam "jestem bezpieczna, jestem spokojna" i to dosłownie nic nie działało. Słowa spływały jak woda po szkle. Ciekawe że wtedy pomogło mi coś zupełnie innego.
Zadziałało skupienie się na ciele, nie na myślach. Zamiast afirmować zaczełam po prostu oddychać i czuć gdzie jestem - podłoga pod stopami, ciężar ciała na krześle. To był mindfullness w najbardziej surowej formie. Żadnych słów, żadnych wizualizacji. Ale nie wiem czy to był koniec ciemnej nocy czy tylko chwilowa ulga, bo później i tak wróciło kilka razy.
Moim zdaniem afirmacje w takim stanie to w ogóle zły pomysł. Kiedy psychika jest w dole to słowa działają odwrotnie - mózg rejestruje kontrast miedzy tym co mówisz a tym co czujesz i tylko pogłębia dysonans. Poczytajcie o tym jak działa podświadomość, tam to jest jasno wyłożone. Ciemna noc to etap który trzeba przeboleć w ciszy, bez żadnych technik kompensacyjnych.
Przepraszam że się wtracam, ale chciłem zapytać - czy ta "ciemna noc" może się zdarzyć tylko przy medytacji? Bo ja miałem raz podczas snu coś co przypominało opis Konwalii i zastanawiałem się czy to możę być zjawisko paranormalne, a nie tylko psychiczne?
Słucham tej rozmowy i przyznam, że jestem sceptyczna co do traktowania każdego kryzysu psychicznego jako duchowego przejścia. Nie mówię, że to nieprawda, ale zastanawiam się - gdzie jest granica między czymś co wymaga wsparcia psychologicznego a czymś co jest po prostu częścią duchowej drogi? Czy ktoś się nad tym zastanawiał?
@Lunarna to 'rozmycie ja' to bardzo charakterystyczny opis i nie zdziwiłabym się, gdyby to był po prostu efekt dobrej medytacji - ego na chwilę odpuszcza. Ale żeby powiedzieć coś więcej musiałabym wiedzieć jak długo to trwa po sesji i czy Ci to przeszkadza w codziennym życiu, czy tylko jest dziwne?
Moim zdaniem wszyscy tu mylą kilka rzeczy na raz. Ciemna noc duszy to termin z mistyki chrześciańskiej i nie ma co go przykładać do buddyjskiej vipassany czy mindfulness z apki na smartfon. To zupełnie inne ścieżki i inne mechanizmy. Jak ktoś robi oddechową medytację z YouTuba i potem czuje lęk to to nie jest ciemna noc, to jest po prostu hiperowentylacja albo dekoncentracja.
Ja bym tu dorzucił jeszcze jeden wątek, który umyka w tej dyskusji. Stare tradycje hermetyczne mówiły, że ciemna noc to nie jest coś co przytrafia się przez medytację, tylko coś co medytacja tylko ujawnia - to co było w nas od dawna. I w tym sensie afirmacja w tym momencie to jak naklejanie plastra na ranę zanim ją odkażono. Pytanie nie brzmi czy afirmacja działa technicznie, tylko czy to właściwy moment na nią.
Zatrzymuję się przy tym "co robi energetycznie" - bo to brzmi jak coś konkretnego, a jednocześnie bardzo mglistego. Alchemik60, możesz to jakoś uszczegółowić? Czy chodzi o intencję za słowami, czy o sam dźwięk, czy o coś jeszcze innego?
No właśnie, bo to jest kluczowe pytanie i mało kto na tym forum potrafi na nie odpowiedzieć konkretnie. Energetyka afirmacji to nie jest jakiś mistyczny bełkot - to wibracja słowa, która albo wspiera stan wewnętrzny albo mu przeszkadza. Hermetyka mówi jasno że słowo wypowiedziane bez wiary jest puste jak łupina.
No właśnie, bo to jest kluczowe pytanie i mało kto na tym forum potrafi na nie odpowiedzieć konkretnie. Energetyka afirmacji to nie jest jakiś mistyczny bełkot - to wibracja słowa, która albo wspiera stan wewnętrzny albo mu przeszkadza. Hermetyka mówi jasno że słowo wypowiedziane bez wiary jest puste jak łupina.
Żeby nie rozjeżdżać tematu - miałem na myśli coś prostszego. Gdy ktoś jest w środku napadu paniki i mówi "jestem spokojny", to czy ta wypowiedź wynika z głębszego miejsca w nim, czy jest reakcją strachu na strach. To drugie to właśnie ten plastik. Pierwsze - rzadkie, ale możliwe.
Właśnie chciałam zapytać o to samo co Konwalia. Czytam tę rozmowę i zastanawiam się - czy jest jakiś sygnał, cokolwiek, który mówi że jesteś w stanie który można przepracować samemu, a nie potrzebujesz pomocy z zewnątrz? Bo boję się że nie rozpoznam tej granicy.
A co z kimś kto nie ma nauczyciela ani tradycji? Bo z tego co czytam wynika że ciemna noc bez przewodnika to może być naprawde niebezpieczne. Ale nie wszyscy mają dostęp do takich ludzi. Co wtedy? Meditacja z apki jest gorsza niż żadna?
@Zbych62 ale w takim razie co radzisz osobie, która medytuje od roku samodzielnie i zaczyna mieć trudne stany? Przestać? To brzmi jak złe wyjście. Poszukać nauczyciela to oczywiste, ale zanim go znajdzie - jest sam z tym.
Uziemianie to dla mnie w tym kontekście kluczowe słowo. Kiedy miałam swój najtrudniejszy okres, najbardziej pomagało mi właśnie to - gotowanie, chodzenie boso po trawie, coś fizycznego. Dopiero potem wróciłam do medytacji. Czy to znaczy że ciemna noc mnie "wypychała" z praktyki formalnej?
@Konwalia Możliwe że tak. W alchemii nigredo to etap rozkładu, a nie budowania. Próba utrzymania formy podczas rozkładu może przedłużać proces. Twój instynkt żeby zejść do ziemi, dosłownie, brzmi bardzo zgodnie z tym rozumieniem.
Wróćmy na chwilę do meritum bo trochę mi umyka - czy ktoś tu próbował afirmacji właśnie w takim stanie uziemienia, nie w szczycie kryzysu, ale w tej fazie schodzenia do codzienności? Ciekawi mnie czy wtedy działają inaczej niż w środku napadu.
Wróćmy na chwilę do meritum bo trochę mi umyka - czy ktoś tu próbował afirmacji właśnie w takim stanie uziemienia, nie w szczycie kryzysu, ale w tej fazie schodzenia do codzienności? Ciekawi mnie czy wtedy działają inaczej niż w środku napadu.
Ja próbowałam i chcę powiedzieć że dla mnie działało, ale dopiero kiedy były bardzo krótkie i konkretne. Nie "jestem pełna spokoju i światła", bo to wtedy brzmiało śmiesznie, tylko coś w stylu "to minie" albo "jestem tu, oddycham". Takie bardzo przyziemne. Nie wiem czy to jeszcze afirmacja czy już coś innego.
@Pelagiusza_R a właśnie - to jest bardzo ważne rozróżnienie które wnosisz. Bo 'to minie' to jest opis rzeczywistości, a nie życzenie. Może właśnie dlatego działało, że nie było w tym kłamstwa wobec własnego stanu? Chciałabym żeby Konwalia albo Szafranka się do tego odniosły.
@Pelagiusza_R bardzo mi bliskie to co piszesz. U mnie też te krótkie frazy były jedyne co dawało rade. Ale chcę dodać jedno - 'to minie' czasem wchodziło w złe miejsce, tzn. kiedy byłam za bardzo w głowie, to zaczynałam analizować czy na pewno minie i kiedy. Więc to też nie jest żadna gwarancja.
To ciekawe co obie mówicie, bo wychodzi na to że afirmacja może być albo kotwicą albo nowym surowcem dla rozbieganego umysłu. Zależy od momentu w którym ją stosujesz. Mam to w notatkach jako pytanie otwarte od jakiegoś czasu i ta rozmowa trochę to porządkuje.
To ciekawe co obie mówicie, bo wychodzi na to że afirmacja może być albo kotwicą albo nowym surowcem dla rozbieganego umysłu. Zależy od momentu w którym ją stosujesz. Mam to w notatkach jako pytanie otwarte od jakiegoś czasu i ta rozmowa trochę to porządkuje.
Ale skąt wiadomo że jesteś w odpowiednim momencie żeby zacząc afirmacje? Serio pytam, bo to jak złapać właściwy pociąg w ciemnosci.
