Zaczęło mnie ostatnio nurtować coś, o czym rzadko się tu mówi wprost. Medytuję od kilku lat i przez długi czas trzymałem się żelaznej zasady - oczy zamknięte, cisza, wewnętrzna przestrzeń. Ale ostatnio wróciłem do praktyk, gdzie oczy są otwarte, lekko przymrużone, wzrok skierowany w dół pod kątem mniej więcej 45 stopni. I to jest zupełnie inne doświadczenie. Jakby zamknięte oczy dawały mi głębię, ale otwarte - jakąś zakorzenioną obecność, której wcześniej mi brakowało. Ciekawi mnie, czy ktoś tu świadomie porównywał jedno z drugim i co z tego wyniósł.
Zaczęło mnie ostatnio nurtować coś, o czym rzadko się tu mówi wprost. Medytuję od kilku lat i przez długi czas trzymałem się żelaznej zasady - oczy zamknięte, cisza, wewnętrzna przestrzeń. Ale ostatnio wróciłem do praktyk, gdzie oczy są otwarte, lekko przymrużone, wzrok skierowany w dół pod kątem mniej więcej 45 stopni. I to jest zupełnie inne doświadczenie. Jakby zamknięte oczy dawały mi głębię, ale otwarte - jakąś zakorzenioną obecność, której wcześniej mi brakowało. Ciekawi mnie, czy ktoś tu świadomie porównywał jedno z drugim i co z tego wyniósł.
To jest naprawdę istotna różnica i cieszę się, że ktoś ją porusza. Przy zamkniętych oczach umysł bardzo łatwo odpływa w obrazy, sny na jawie, projekcje. Przy otwartych jest dużo trudniej - bo świat fizyczny jest obecny i wymaga od ciebie nieustannego wyboru, żeby przy nim pozostać, a jednocześnie go nie analizować. To działa na inną warstwę uwagi. Przy zamkniętych pracujesz jakby do wewnątrz, przy otwartych - uczysz się być w środku i na zewnątrz jednocześnie. Powiedz mi, Wedrowiec - te praktyki z otwartymi oczami, które teraz robisz, mają jakiś konkretny rodowód? Szamanizm, zen, coś innego?
Ja szczerze powiem, że nigdy nie pomyślałam, że to ma takie znaczenie. Zawsze zamykałam oczy bo... no bo tak się medytuje, nie? A teraz czytam wasz wpis i zaczynam się zastanawiać, czy może dlatego mi tak łatwo odpływam myślami. Mam wrażenie, że przy zamkniętych oczach po chwili zaczynam sobie układać listę zakupów zamiast medytować 🙂
Ja szczerze powiem, że nigdy nie pomyślałam, że to ma takie znaczenie. Zawsze zamykałam oczy bo... no bo tak się medytuje, nie? A teraz czytam wasz wpis i zaczynam się zastanawiać, czy może dlatego mi tak łatwo odpływam myślami. Mam wrażenie, że przy zamkniętych oczach po chwili zaczynam sobie układać listę zakupów zamiast medytować 🙂
@Igorek93 Głównie zen i niektóre praktyki tybetańskie, ale też coś, co spotkałem w tradycji słowiańskiej - skupienie wzroku na konkretnym punkcie, płomień świecy albo kamień, jako kotwica dla uwagi. Różni mistrzowie różnie to opisują, ale efekt jest podobny - zewnętrzny punkt staje się mostem do stanu wewnętrznego, zamiast go wyłączać. Mnie ciekawi, czy ty pracujesz z czakrami przy otwartych oczach czy raczej przy zamkniętych? Bo widzę, że czakry to twój obszar.
Przy zamkniętych oczach mam zdecydowanie intensywniejsze wizje i poczucie wchodzenia głębiej. Ale za każdym razem jak wychodziłam z takiej medytacji, miałam dziwne poczucie dezorientacji, jakby trzeba się było na nowo składać. Przy otwartych tego nie ma - jest łagodniejsze przejście. Nie wiem, czy to kwestia techniki, czy po prostu mój układ nerwowy tak reaguje.
Przy zamkniętych oczach mam zdecydowanie intensywniejsze wizje i poczucie wchodzenia głębiej. Ale za każdym razem jak wychodziłam z takiej medytacji, miałam dziwne poczucie dezorientacji, jakby trzeba się było na nowo składać. Przy otwartych tego nie ma - jest łagodniejsze przejście. Nie wiem, czy to kwestia techniki, czy po prostu mój układ nerwowy tak reaguje.
Czytam to i mam wrażenie, że otwarte oczy to jakby tryb medytacji, który jest bezpieczniejszy, bo nie pozwala na zbyt głębokie zejście. Czy to oznacza, że ci, którzy dopiero zaczynają, powinni zaczynać od otwartych oczu? Bo ja jak próbowałem z zamkniętymi, to albo zasypiałem, albo się rozpraszałem zupełnie.
Czytam to i mam wrażenie, że otwarte oczy to jakby tryb medytacji, który jest bezpieczniejszy, bo nie pozwala na zbyt głębokie zejście. Czy to oznacza, że ci, którzy dopiero zaczynają, powinni zaczynać od otwartych oczu? Bo ja jak próbowałem z zamkniętymi, to albo zasypiałem, albo się rozpraszałem zupełnie.
Przy czakrach pracuję najczęściej przy zamkniętych - skupienie na punktach wewnętrznych wymaga odcięcia od zewnątrz, inaczej koncentracja się rozprasza. Ale jest jedna technika, gdzie utrzymuję lekko otwarte oczy i skupiam się na płomieniu świecy na poziomie anahaty. To zupełnie inna jakość - mniej intensywna w sensie wizji, ale bardziej stabilna energetycznie. Jakbyś porównał te dwa stany do wody: zamknięte oczy to głęboka woda, otwarte to spokojna tafla.
Przy czakrach pracuję najczęściej przy zamkniętych - skupienie na punktach wewnętrznych wymaga odcięcia od zewnątrz, inaczej koncentracja się rozprasza. Ale jest jedna technika, gdzie utrzymuję lekko otwarte oczy i skupiam się na płomieniu świecy na poziomie anahaty. To zupełnie inna jakość - mniej intensywna w sensie wizji, ale bardziej stabilna energetycznie. Jakbyś porównał te dwa stany do wody: zamknięte oczy to głęboka woda, otwarte to spokojna tafla.
Leżąc prawie każdy zasypie - to jest dla ciała naturalny sygnał do snu. Pozycja siedząca z wyprostowanym kręgosłupem działa jak kotwica dla świadomości, nieprzypadkowo wszystkie tradycje tego pilnują. Ale wracając do sedna - mnie interesuje właśnie ten aspekt, który opisuje Gituska, czyli granica ciała. Przy otwartych oczach tej granicy się nie traci, a przy zamkniętych czasem tak. Czy ktoś świadomie z tym pracuje? Czy to jest cel czy efekt uboczny?
Przepraszam, że wchodzę z trochę innym pytaniem, ale mam tu skojarzenie z afirmacjami. Słyszałem, że afirmacje działają lepiej gdy są mówione przy zamkniętych oczach, bo wtedy podświadomość jest bardziej otwarta. Czy to ma sens w kontekście tego, co piszecie? Bo jak rozumiem to, co Igorek93 pisał o głębokiej wodzie, to zamknięte oczy schodziłyby głębiej do podświadomości i może dlatego afirmacje wtedy lepiej działają?
Przepraszam, że wchodzę z trochę innym pytaniem, ale mam tu skojarzenie z afirmacjami. Słyszałem, że afirmacje działają lepiej gdy są mówione przy zamkniętych oczach, bo wtedy podświadomość jest bardziej otwarta. Czy to ma sens w kontekście tego, co piszecie? Bo jak rozumiem to, co Igorek93 pisał o głębokiej wodzie, to zamknięte oczy schodziłyby głębiej do podświadomości i może dlatego afirmacje wtedy lepiej działają?
Właśnie to pytanie mnie od dawna nurtuje. Sam próbowałem afirmacji na duże rzeczy, takie jak zmiana pracy czy finanse, i jakoś nic z tego nie wychodziło. Za to jak zacząłem powtarzać sobie spokojniejsze rzeczy, coś w stylu 'czuję spokój w tej chwili', to coś się rzeczywiście zmieniało w ciągu dnia. Może na wielkie cele to nie działa tak prosto?
Właśnie to pytanie mnie od dawna nurtuje. Sam próbowałem afirmacji na duże rzeczy, takie jak zmiana pracy czy finanse, i jakoś nic z tego nie wychodziło. Za to jak zacząłem powtarzać sobie spokojniejsze rzeczy, coś w stylu "czuję spokój w tej chwili", to coś się rzeczywiście zmieniało w ciągu dnia. Może na wielkie cele to nie działa tak prosto?
Wracając do samej medytacji z otwartymi oczami - znam technikę szamatę z tradycji tybetańskiej, gdzie wzrok jest miękki, lekko skierowany w dół, i to ma konkretny cel: nie usnąć, ale też nie wchodzić w intensywne stany wizyjne. To jest technika na trenowanie stabilności, nie głębokości. Wedrowiec, czy to jest zbliżone do tego, co ty stosujesz?
Ja zawsze myślałam, że medytacja to po prostu siedzenie z zamkniętymi oczami i próba żeby nic nie myśleć. A tu czytam i wychodzi, że to jest znacznie bardziej skomplikowane. Nie wiedziałam, że samo otwarcie oczu tak dużo zmienia. Mam pytanie może naiwne - czy można mieszać jedno z drugim w trakcie jednej sesji?
Przeczytałem to, co napisał Wedrowiec o szamacie i muszę powiedzieć, że zupełnie zmieniło mi to spojrzenie na medytację z otwartymi oczami. Ale wracając do afirmacji - skoro miękkość wzroku pomaga stabilizować uwagę, to może to samo dotyczy afirmacji? Że powinny być mówione w stanie pewnej 'miękkości umysłu', nie twardego skupienia? Pytam, bo sam próbuję afirmacji na różne rzeczy i nie wiem, kiedy to w ogóle ma szansę zadziałać.
To pytanie o skalę celu jest ciekawe, ale mam wrażenie, że łączymy tu dwie różne sprawy. Medytacja z otwartymi czy zamkniętymi oczami to jedno, a skuteczność afirmacji to osobny temat. Żeby nie zgubiło się to, co jest sednem wątku - czy ktoś z was próbował łączyć otwarte oczy z jakimś elementem wizualizacji podczas medytacji? Bo to się jakoś wiąże z tym, o czym Wedrowiec mówił wcześniej o różnicy w jakości uwagi.
To pytanie o skalę celu jest ciekawe, ale mam wrażenie, że łączymy tu dwie różne sprawy. Medytacja z otwartymi czy zamkniętymi oczami to jedno, a skuteczność afirmacji to osobny temat. Żeby nie zgubiło się to, co jest sednem wątku - czy ktoś z was próbował łączyć otwarte oczy z jakimś elementem wizualizacji podczas medytacji? Bo to się jakoś wiąże z tym, o czym Wedrowiec mówił wcześniej o różnicy w jakości uwagi.
To, co opisuje Gituska, nie jest rozproszeniem - to jest właśnie punkt, w którym medytacja zaczyna być czymś więcej niż relaksem. Uwaga obejmuje dwie 'warstwy' jednocześnie: zewnętrzną i wewnętrzną. To nie jest niebezpieczne, ale wymaga żebyś miała już jakiś fundament stabilności, żeby nie rozmyć się między jednym a drugim. Jeżeli masz odczucie niepokoju przy pierwszych próbach, to sygnał, że umysł jeszcze nie ma tej kotwicy.
A skąd wiadomo, że ta kotwica już jest? Mam na myśli - po czym poznać, że jesteś gotowy na głębsze stany, zamiast walczyć z zasypianiem albo rozproszeniem? Pytam serio, bo nie wiem jak ocenić własny postęp w tym.
A skąd wiadomo, że ta kotwica już jest? Mam na myśli - po czym poznać, że jesteś gotowy na głębsze stany, zamiast walczyć z zasypianiem albo rozproszeniem? Pytam serio, bo nie wiem jak ocenić własny postęp w tym.
Czytam to i mam takie pytanie - czy ten dyskomfort w ciszy to jest coś, co medytacja ma wyleczyć, czy może sygnał że akurat ta technika mi nie odpowiada? Bo ja sama czuję się lepiej przy otwartych oczach i skupieniu na płomieniu niż przy zamkniętych i ciszy, i nie wiem czy to znaczy, że czegoś mi brakuje.
@Daneczka Myślę, że tu nie ma jednej odpowiedzi. Niektórzy mają naturalną skłonność do percepcji zewnętrznej, inni do wewnętrznej, i obie są równie wartościowe jako punkty wyjścia. Dyskomfort w ciszy przy zamkniętych oczach to nie jest diagnoza - to po prostu miejsce, od którego się zaczyna. Pytanie brzmi, czy go unikasz, czy z nim siedzisz i obserwujesz.
