Chciałam zapytać was o coś, z czym sama się zmagam od dłuższego czasu. Zaczęłam praktykować mindfulness jakieś pół roku temu i generalnie bardzo mi pomogło z codziennym stresem. Ale od kilku tygodni, kiedy medytuję, zaczynają wypływać rzeczy, których się nie spodziewałam - obrazy, emocje, wspomnienia z dzieciństwa. Niektóre są naprawdę ciężkie. Czytałam gdzieś, że mindfulness może "otwierać" traumy zamiast je leczyć, jeśli nie robi się tego odpowiednio. Czy ktoś z was miał podobnie? I czy według was to bezpieczne podejście do pracy z traumą, czy raczej powinnam szukać czegoś innego?
To, co opisujesz, brzmi jak klasyczne udrożnienie czakry splotu słonecznego albo czakry serca - obie odpowiadają za przechowywanie starych emocji i blokad. Kiedy zaczyna się głębsza praca z umysłem, te warstwy po prostu zaczynają się ruszać. Pytanie do ciebie - czy te wspomnienia pojawiają się w trakcie samej medytacji, czy może tuż przed zaśnięciem albo w takim półśnie?
Zanim pójdziemy dalej w kierunku czakr - chcę zapytać, bo to ważne: czy te wspomnienia, które wypływają, są bardzo destabilizujące? Znaczy, czy po medytacji normalnie funkcjonujesz, czy masz problem z "wyjściem" z tego stanu? Bo to naprawdę robi różnicę przy ocenie, czy to bezpieczne czy nie.
Ten temat mnie bardzo dotyczy, bo sama przez to przechodziłam. Mam jedno konkretne pytanie - jaką technikę medytacji stosujesz? Bo np. vipassana potrafi bardzo mocno "wykopywać" stare rzeczy i nie każdy jest na to gotowy bez wsparcia. A mindfulness w stylu MBSR to już zupełnie inna historia.
U mnie kluczem było skrócenie sesji i dodanie czegoś zakotwiczającego na koniec - np. kilka minut skupienia na odczuciach w stopach, coś bardzo fizycznego. Ale powiem szczerze - przy naprawdę głębokiej traumie sama medytacja to za mało. Nie chodzi o to, żeby ją rzucić, ale żeby mieć kogoś do rozmowy równolegle.
Ojej, to ja się chyba boję teraz. Słucham sobie afirmacji przed snem od jakichś trzech tygodni i nie wiedziałam, że to może być ryzykowne przy trudnych wspomnieniach. Czy to znaczy, że powinnam przestać?
Ja mam trochę inne pytanie do całej tej dyskusji - czy ktoś z was słyszał o tym, że w takim stanie półsnu można przyciągnąć nie tylko własne wspomnienia, ale też jakieś energie z zewnątrz? Bo mnie ktoś ostrzegał, że otwieranie się podczas medytacji wieczornej to trochę jak zostawienie otwartych drzwi. Nie wiem, czy to paranoja, ale mnie to trochę niepokoi.
W dawnych wierzeniach słowiańskich ten czas tuż przed zaśnięciem był rzeczywiście traktowany szczególnie - mówiono, że wtedy granica między światami jest cienka. Nie bez powodu istniały rytuały wieczorne, które miały "zamykać" dom i śpiącego przed wpływami, których się nie chciało. Ale nie powiedziałabym, że to "otwarte drzwi" w sensie zagrożenia - raczej stan większej wrażliwości, który wymaga świadomości.
Właściwie to mindfulness jest klinicznie udowodniony jako metoda pracy z traumą i stosuje się go w EMDR oraz innych terapiach. Więc nie rozumiałabym tego tak, że to niebezpieczne - to po prostu wymaga odpowiedniej formy. Numerologicznie patrząc, warto też sprawdzić swój rok osobisty, bo niektóre roczniki sprzyjają właśnie "odkopywaniu" starych spraw.
Chcę wrócić do pytania, które padło wcześniej o afirmacje przed zaśnięciem. Znam ten temat i mam pewne obserwacje. Jeśli ktoś ma nierozwiązaną traumę i słucha afirmacji w stylu "jestem bezpieczna, jestem wolna od przeszłości" w stanie półsnu - podświadomość może to odebrać jako sprzeczność z tym, co "wie". I zamiast spokoju, może generować intensywniejsze sny albo opór. Widziałem to wielokrotnie. Macie jakieś doświadczenia z tym konkretnie?
Czytam was i zaczynam rozumieć, że może robiłam za dużo naraz - i medytacja, i te wieczorne nagrania, i jeszcze próbowałam afirmacji. Może to wszystko razem za mocno pobudzało. Mam jedno pytanie do was ogólnie - jak wy to dawkujecie? Czy w ogóle oddzielacie te praktyki od siebie?
Głównie afirmacje, takie nagrane przez kogoś głosem, spokojnym. Ale czasem też prowadzone wizualizacje - np. wyobrażanie sobie bezpiecznego miejsca. Robiłam to właśnie przed zaśnięciem, w takim półrozkładzie już.
Te wizualizacje bezpiecznego miejsca to akurat jeden z bezpieczniejszych formatów, bo mają konkretny cel - zakotwiczenie. Problem zaczyna się wtedy, kiedy ktoś łączy to z afirmacjami, które bezpośrednio odnoszą się do przeszłości albo do "uwolnienia". Podświadomość w stanie hipnagogicznym nie przetwarza metafory tak jak świadomy umysł - bierze wszystko dosłownie i może zacząć szukać tego, od czego masz się "uwolnić". Czy te afirmacje były właśnie tego typu?
No właśnie tak, w stylu "uwalniam przeszłość", "jestem wolna od tego, co było". Teraz jak to piszę, to sama widzę, że to mogło być zbyt bezpośrednie. Nie wiedziałam, że taki dobór słów ma znaczenie w tym stanie.
To ma bardzo duże znaczenie. Z perspektywy pracy z czakrami - afirmacje odwołujące się do przeszłości często aktywują czakrę sakralną, która przechowuje właśnie pamięć emocjonalną. Jeśli ta czakra jest zablokowana lub przeciążona, takie frazy mogą dosłownie "otwierać" materiał, który nie jest gotowy do przetworzenia. Czy zauważyłaś może jakieś napięcie lub dyskomfort fizyczny w okolicach brzucha lub podbrzusza po takich sesjach?
Ojej, ja też używam afirmacji o uwalnianiu! Nie wiedziałam o tym z tą czakrą. Czy to znaczy, że powinnam zmienić słowa, których używam? Jak w takim razie powinny brzmieć bezpieczniejsze afirmacje przed snem?
Ale czy intencja w takiej notatce to nie jest coś w rodzaju zaklęcia? Pytam serio, bo nie rozumiem różnicy między afirmacją zapisaną na kartce a np. takim zwykłym życzeniem napisanym i włożonym gdzieś w rytuałach. Czy to nie działa na podobnej zasadzie?
Przepraszam, może głupie pytanie, ale jak notatka pod poduszką może w ogóle cokolwiek robić, skoro jej nie widzisz ani nie czytasz przez sen? Czy to nie jest po prostu myślenie życzeniowe?
U mnie jakieś dwa tygodnie, żeby poczuć wyraźną różnicę. Ale pierwsze kilka dni to było już ulżenie - po prostu przestałam się budzić z tym ciężkim uczuciem. Nie wiem, czy tak samo będzie u innych, bo każdy jest inny.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale czytam ten wątek od początku i mam pytanie - czy ktoś może powiedzieć, jak w ogóle poznać, że to co wypływa podczas medytacji to trauma, a nie po prostu normalne myśli? Bo nie wiem, jak odróżnić jedno od drugiego i trochę się gubię.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale czytam ten wątek od początku i mam pytanie - czy ktoś może powiedzieć, jak w ogóle poznać, że to co wypływa podczas medytacji to trauma, a nie po prostu normalne myśli? Bo nie wiem, jak odróżnić jedno od drugiego i trochę się gubię.
To "odpłynięcie, ale nie spokojne" - czy możesz to jakoś rozwinąć? Pytam, bo chcę zrozumieć, czy to bardziej dysocjacja, czy coś w rodzaju stanu transu. Bo to jednak dwie różne sprawy jeśli chodzi o to, jak reagować.
O, to ciekawe pytanie, bo ja zawsze myślałam, że cudzy głos jest lepszy, bo bardziej oddziela cię od treści, jakbyś słuchała kogoś mądrego. A może jest odwrotnie?
Chcę tu coś dodać, bo wydaje mi się, że idziemy w stronę technikaliów, a gubi się nam ważniejsze pytanie. Kamilka51 zaczęła ten wątek od pytania, czy mindfulness jest bezpiecznym podejściem przy traumie. I chyba odpowiedź, którą z tej rozmowy wynika, jest taka, że samo mindfulness - tak, ale mindfulness połączone z afirmacjami wieczornymi i nagraniami w stanie półsnu - już niekoniecznie. Czy Kamilka, ty w ogóle wcześniej rozdzielałaś te praktyki w swojej głowie, czy traktowałaś to wszystko jako jeden pakiet?
Szczerze? Traktowałam to jako całość. "Wieczorny rytuał" - medytacja, potem nagranie, notatka pod poduszką. Nie wiedziałam, że to może działać inaczej niż suma tych rzeczy osobno.
No właśnie i to jest chyba sedno problemu. Bo każda z tych rzeczy z osobna może być zupełnie neutralna albo nawet pomocna, a razem tworzą coś, czego wpływ ciężko przewidzieć. Mnie się kojarzy to z kwestią przedmiotów - jeden kryształ przy łóżku to jedno, ale jak naładujesz całe otoczenie różnymi energiami, to już inna sprawa.
W magii słowiańskiej słowo wypowiedziane i słowo zapisane to dwie różne warstwy działania. Wypowiedziane idzie w przestrzeń, zapisane zostaje - zakorzenia intencję. Praktyka łączenia obu jest znana i ma sens, ale właśnie dlatego wymaga jasności co do tego, czego się chce. Jeśli intencja jest mgliście sformułowana albo pochodzi z miejsca strachu czy braku, wzmacniasz to, czego nie chcesz. Kamilka51 - jak brzmiały twoje notatki? Bardziej "chcę osiągnąć X" czy "uwalniam się od Y"?
