Zastanawiam się nad czymś, bo ostatnio regularnie medytuję, no i natrafiłam na ten temat gdzieś w internecie i nie wiem co o tym myśleć. Chodzi o to, że podobno w trakcie menstruacji ciało kobiety jest jakoś inaczej nastawione energetycznie i medytacja może wtedy dawać inne efekty albo wręcz trzeba ją modyfikować. Czy ktoś z Was w ogóle czuje jakąś różnicę? Ja szczerze mówiąc na razie nic konkretnego nie zaobserwowałam, ale może nie zwracałam uwagi albo medytuję jeszcze za krótko żeby coś poczuć.
O, akurat tego szukałam! Też się nad tym zastanawiałam odkąd moja koleżanka mówiła, że ona w tamtym czasie w ogóle nie medytuje bo 'nie ma sensu'. Nie rozumiałam dlaczego miałoby nie mieć sensu. Coś w tym jest czy ona po prostu szuka wymówki żeby nie ćwiczyć? 🙂
Astrologia mówi sporo o cyklach kobiecych w kontekście Księżyca, więc to nie jest temat z sufitu. Ale żeby odpowiedzieć na pytanie - zależy co rozumiecie przez 'zmianę praktyki'. Inna pozycja? Inny czas? Inna intencja? Bo to różne rzeczy.
Przepraszam że się wtrącę, ale ja w ogóle nie wiedziałam że to może mieć jakiś wpływ. Zawsze myślałam że medytacja to medytacja, siadasz, oddychasz i tyle. Czy to jest temat bardziej z duchowości czy z biologii? Bo trochę mi się miesza.
Z mojego doświadczenia to pierwsze dni cyklu są cięższe do skupienia. Nie dlatego że 'energia jest inna' tylko że po prostu boli i myśli uciekają do bólu. To chyba bardziej kwestia ciała niż jakiejś głębszej zasady?
W tradycji kobiecej pracy z cyklem menstruacja to czas Nowego Księżyca wewnętrznego - faza introweryczna, schodzenie do środka. Więc medytacja jak najbardziej ma sens, ale nie ta aktywna z wizualizacjami i intencjami. Raczej cicha, recepcyjna. Słuchasz zamiast tworzyć.
No nie wiem czy to takie proste. W bioenergoterapii mówi się że w czasie menstruacji czakra sacrum jest bardziej otwarta i energetycznie kobieta jest wtedy bardziej podatna na wpływy z zewnątrz. Więc może niektóre medytacje mogą być nawet szkodliwe jak się nie wie co się robi.
no jak czakra jest bardziej otwarta to można nieświadomie wciągnąć jakieś zewnętrzne energie podczas głębokiej medytacji. Tak przynajmniej słyszałem od jednej terapeutki. Wiadomo że to nie dotyczy prostego siedzenia z oddechem ale jak ktoś pracuje z energią to lepiej uważać.
Szczerze? Nie spotkałam się z żadnym poważnym źródłem które by mówiło o 'wciąganiu złych energii' przez otwartą czakrę podczas medytacji. Zbych62 ta terapeutka podała skąd to pochodzi? Jakieś konkretne tradycja?
Zgadzam się z Selenką tutaj. Natomiast to co powiedziałam wcześniej o receptywności - to jest coś innego. Nie chodzi o zagrożenie tylko o jakość doświadczenia. W tym czasie wiele kobiet mówi że medytacja jest głębsza, bardziej wizjonerska. Ja tak mam i to jest naprawdę wyraźne.
Przepraszam ale mam głupie pytanie - co to znaczy 'receptywna' medytacja? Nigdy nie słyszałam tego podziału. Medytacja to siedzisz i nie myślisz, nie? Chyba że ja to robię zupełnie inaczej niż wszyscy tu 🙂
Dokładnie jak Jadwisia napisała. Mnie się to kojarzy z różnicą między modlitwą a medytacją - w jednej mówisz, w drugiej słuchasz. Choć to uproszczenie.
Czytam ten wątek i tak się zastanawiam - czy ktoś próbował medytacji w pozycji leżącej w tamtym czasie? Bo ja w pierwszym dniu cyklu w ogóle nie jestem w stanie siedzieć prosto, ale leżę sobie i próbuję chociaż obserwować oddech. Nie wiem czy to jeszcze 'się liczy' jako medytacja czy to jest już po prostu odpoczynek.
no właśnie czasem zasypiam 🙂 ale jak nie zasypię to czuję się potem naprawdę inaczej niż po zwykłym drzemce. Bardziej jakby się umysł poukładał. Więc może to coś jednak jest?
To mnie ciekawi - czy ta różnica w medytacji to jest coś co wszyscy powinniśmy obserwować i zapisywać? Bo teraz żałuję że nie prowadziłam żadnych notatek. Może warto zacząć śledzić cykl i przy tym to co się dzieje podczas medytacji?
Wracając do tego co Orlikowa pytała o zasypianie - chcę dopowiedzieć, że to chyba zależy od pory dnia. Jak próbuję rano, nawet w tym pierwszym dniu, to rzadziej zasypiam. Wieczorem przy bólu to już prawie pewne. Może tu nie chodzi o pozycję tylko o czas?
szczerze to też nie jest łatwo, ale jak już usiądę z herbatą i po chwili próbuję - to idzie jakoś. Chyba że ból jest naprawdę silny, wtedy odpuszczam bez wyrzutów sumienia. Myślę że nie ma sensu walczyć z ciałem.
To co Mlecznia mówi o odpuszczaniu bez wyrzutów sumienia - tak. Wydaje mi się że ten temat ma dwa poziomy i trochę je mieszamy. Jeden to czy w ogóle medytować, drugi to jak medytować. Może warto by Orlikowa sprecyzowała który ją bardziej nurtuje?
no to jest konkretniejsze pytanie. Co do pranajamy - słyszałam podobne rzeczy, ale zawsze z kontekstu jogi, nie czystej medytacji. To są trochę inne systemy. Ktoś tu praktykuje jogę i medytację jednocześnie i może się wypowiedzieć bardziej z doświadczenia?
Jeśli chodzi o pranajamę - tak, w tradycji kundalini i niektórych nurtach hatha jogi rzeczywiście mówi się o tym żeby unikać pewnych oddechów zatrzymywanych podczas menstruacji, ale to bardzo specyficzne ćwiczenia, nie zwykła obserwacja oddechu. Nie wrzucałabym tego do jednego worka z siedzeniem w ciszy.
A czy ktoś próbował podczas menstruacji medytacji z mantrą? Zastanawiam się czy to byłoby 'aktywne' czy 'receptywne' bo z jednej strony powtarzasz coś, a z drugiej umysł jakoś się uspokaja. Nie wiem jak to kwalifikować.
Przepraszam że znowu się pytam o podstawy ale co to jest mantry w kontekście medytacji? Myślałam że to coś z hinduizmu tylko. Czy tu na forum ludzie używają polskich słów czy sanskrytu?
Czytam od początku i mam pytanie które chyba nikt nie zadał - czy te różnice w medytacji podczas cyklu są takie same u każdej kobiety? Bo ja mam bardzo nieregularny cykl i zastanawiam się czy w ogóle jest sens myśleć o tym w kategoriach faz, skoro u mnie te fazy są nieprzewidywalne.
Właśnie, i tu wracamy do tego co Mania proponowała - zapisywanie. Jeśli masz nieregularny cykl jak Wrzosowa, to tym bardziej warto notować bo inaczej nie wychwycisz swoich wzorców. Ogólne zasady mogą nie pasować do każdej.
Ja tu chcę wrócić do tematu czakr bo mi się wydaje że nie zostało to wyjaśnione do końca. Nie chodzi mi o jakieś złe energie jak wcześniej może brzmiało strasznie, ale o to że w tym czasie praca z dolnymi czakrami może być po prostu intensywniejsza. I to jest coś o czym warto wiedzieć zanim się siądzie do medytacji.
...i właśnie dlatego myślę że dolne czakry w tym czasie są bardziej otwarte, nie mówię że to złe, po prostu intensywniejsze. Czy ktoś z was miał kiedyś podczas medytacji w tym czasie takie uczucie jakby coś pulsowało w okolicy brzucha albo bioder? Bo mnie to opisywały znajome i zastanawiam się czy to właśnie to.
Hm, pulsowania akurat nie miałam, ale miałam coś jakby większe wyczulenie na wszelkie doznania fizyczne. Nie wiem czy to czakry czy po prostu to że ciało jest wtedy bardziej w centrum uwagi. Jak to odróżnić?
