Mam notatki z czterech miesięcy i za każdym razem te gorsze dni są w okolicach pierwszych dwóch dni. Więc tak, wygląda na regularne. To mnie właśnie skłoniło żeby w ogóle zapytać tutaj.
No to to jest już jakiś wzorzec! Cztery miesiące to nie przypadek. Selenka, Krwawnik - wy które więcej wiecie o medytacji - czy to jest znane zjawisko? Czy gdzieś jest o tym napisane cokolwiek?
To co mówi Selenka to jest chyba związane z tzw. medytacją cykliczną albo praktyką opartą na fazach księżyca i cyklu. Widziałam to w kontekście jogi kobiecej. Ale Orlikowa, to co opisujesz to jest coś co warto zanotować też w kontekście kolejnych miesięcy - czy ta medytacja chodząca albo po prostu bez schematu w tych dniach da inne efekty niż to wymuszanie wizualizacji.
Szczerze to widziałam to głównie w jakichś materiałach online i nie pamiętam teraz konkretnego źródła. Ale hasło 'menstrualna joga' albo 'feminine yoga cycle' powinno coś dać. Chodzi o to że różne fazy cyklu mają różną jakość energii i praktyka ma się do tego dopasowywać - nie walczyć z tym co jest.
No właśnie tu jest problem - teoria może mieć sens a praktyka wychodzić zupełnie inaczej. Orlikowa ma konkretne cztery miesiące obserwacji i to jest cenniejsze niż teoria którą ktoś gdzieś widział.
Zgadzam się z Petronelką. Zresztą w bioenergetyce to jest znane że energia ciała kobiety zmienia się w cyklu miesięcznym i to wpłwa na wszystko - nie tylko medytację. To nie jest żaden sekret od dawna się o tym wie.
A ja mam głupie pytanie może - czy to znaczy że jak kobieta zaczyna meditować to powinna od razu śledzić cykl? Czy to jest ważne tylko jak już się praktykuje jakiś czas i coś się nie zgadza?
Myślę że gdybym od początku notowała i te dni i samopoczucie to szybciej bym to powiązała. Ale szczerze nie przyszło mi do głowy że cykl może mieć związek z medytacją. To wydawało się oddzielne. Teraz nie wiem czemu tak myślałam.
To jest takie mądre co mówisz! Że to się wydaje oddzielne a nie jest. Ja w ogóle nie myślałam nigdy że ciało może tak wpływać na praktykę duchową. Zawsze mi się wydawało że medytacja to coś 'ponad' ciałem. A tu się okazuje że nie?
No właśnie ta idea że medytacja jest 'ponad' ciałem to chyba jest taki zachodni mit. W tradycjach gdzie to naprawdę pochodzi ciało jest częścią praktyki, nie przeszkodą.
Ciało i umysł jako jedno - to jest obecne w wedyjskich tradycjach, w taoizmie, w buddyzmie tantrycznym. Idea że praktyka duchowa abstrahuje od fizyczności jest raczej późna i pochodzi z pewnych nurtów zachodniej filozofii. Ale to nie znaczy że każdy system ma gotową odpowiedź na pytanie Orlikowej - że cykl menstruacyjny bezpośrednio wpływa na zdolność do wizualizacji.
Ale skoro Leopold mówi że ciało jest częścią praktyki w tych tradycjach - to czy to oznacza że Orlikowa powinna po prostu zaakceptować że w tych dniach wychodzi inaczej i nie próbować tego zmieniać? Czy jednak da się coś zrobić żeby mimo wszystko medytacja wychodziła tak samo?
