Mam taki problem od kilku miesięcy i nie wiem co z tym zrobić. Mam tinnitus, czyli stały szum w uszach, lekarz mówi że to przewlekłe i raczej zostanie. No i próbuję medytować, bo podobno pomaga na stres, a stres podobno ten szum nasila. Ale jak siadam do medytacji i jest cisza, to ten szum staje się absolutnie ogłuszający. Nie mogę się skupić, czuję panikę, zaczynam myśleć o chorobie, zamiast się wyciszać. Czy ktoś tu miał podobnie? Czy w ogóle da się medytować z tinnitus, czy to jest po prostu niemożliwe?
Znam ten problem z opowieści kilku osób, które prowadziłem przez medytację. Ale powiedz mi najpierw - kiedy próbujesz medytować, to robisz to w pełnej ciszy, czy masz jakieś tło dźwiękowe? Bo to jest kluczowe pytanie w tym przypadku.
Poczekaj, bo to co opisujesz to jest bardzo specyficzna sytuacja i nie ma jednej odpowiedzi. Szum w uszach w ciszy to jest trochę jak paradoks - im bardziej się koncentrujesz na wyciszeniu, tym bardziej słyszysz to czego nie chcesz słyszeć. Czy ten szum ma jakiś stały ton, czy zmienia się?
Czytałem o tym że przy tinnitus mózg w ciszy niejako wzmacnia ten sygnał, bo szuka czegoś do przetworzenia. Nie wiem czy to prawda z medycznego punktu widzenia, ale logicznie brzmi. Klimcia właśnie zapytała o ważną rzecz - charakter szumu ma znaczenie przy doborze metody.
No to właśnie odpowiedź jest dość jasna - pełna cisza to jest dla ciebie najgorszy możliwy warunek do medytacji, przynajmniej na tym etapie. Nie dlatego że medytacja nie działa, tylko dlatego że próbujesz walczyć z czymś, co jest w tej chwili twoją rzeczywistością dźwiękową. Cisza jako taka dla ciebie nie istnieje.
Ale chwila - czy medytacja nie polega właśnie na tym, żeby przyjąć to co jest, a nie walczyć? To może ten szum można jakoś włączyć w medytację zamiast go zwalczać? Pytam bo sama nie medytuję regularnie, ale tak mi się logicznie wydaje.
No właśnie, Klimcia trafiła w sedno. Jak słyszę ten szum to od razu myślę o tym że to jest choroba, że będzie gorzej, że nie będę mogła spać. To nie jest neutralne dla mnie. Jak mam to po prostu przyjąć?
To jest dobre pytanie i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Ale zastanów się nad jedną rzeczą - czy próbowałaś medytować z jakimś delikatnym tłem? Nie żeby zagłuszyć szum, bo to nie zadziała, ale żeby po prostu nie był on jedynym dźwiękiem w polu uwagi.
Jest takie podejście, które słyszałem od jednej osoby prowadzącej warsztaty, że przy tinnitus poleca się tzw. medytację z białym szumem albo dźwiękami natury. Nie żeby szum z uszach zniknął, ale żeby mózg miał więcej bodźców i ten wewnętrzny sygnał przestał dominować. Czy ktoś próbował czegoś takiego?
Próbowałam medytować przy nagraniach z deszczem i to bardzo mi pomaga, ale nie mam tinnitusu, więc nie wiem czy to jest porównywalne. Ciekawi mnie co Pawelek77 myśli o tej metodzie konkretnie przy szumie w uszach, bo on chyba ma więcej doświadczenia z prowadzeniem innych.
A co z medytacją z mantrą? Czy powtarzanie jakiegoś słowa w myślach albo na głos nie odwraca uwagi od szumu? Naprawdę pytam, nie wiem jak to działa.
Ja mam lekki szum od lat i nie wiedziałem że można w ogóle z tym pracować jakoś medytacyjnie. Zawsze myślałem że to po prostu trzeba zignorować. Ale chyba właśnie ignorowanie to jest problem, bo jak opisuje Apolonka, w ciszy nie da się.
Wróćmy na chwilę do tej kwestii ciszy, bo mnie zastanawia jedno - czy problem jest z samą medytacją, czy może z przekonaniem że medytacja musi odbywać się w ciszy? Bo to jest dość mocno zakorzeniony mit. Medytacja w ruchu, medytacja przy dźwięku, medytacja z bodyscanem - to wszystko jest pełnoprawną medytacją i żadna z tych form nie wymaga absolutnej ciszy.
Bodyscan próbowałam raz, dawno. Nie dokończyłam bo właśnie ten szum mi przeszkodził, ale może to był zły moment. Pawelek77 Mam pytanie - czy przy bodyscanie w ogóle coś mówisz do siebie w myślach, jak 'teraz czuję nogi, teraz brzuch', czy po prostu przenosisz uwagę bez słów? Bo zastanawiam się czy słowa w głowie mogłyby jakoś przytłumić ten szum.
Dobre pytanie. Niektórzy pracują z cichym wewnętrznym komentarzem, inni bez. Przy tinnitus miałbym wstępną hipotezę, że lekkie prowadzenie słowne może rzeczywiście pomóc, bo angażuje ten sam kanał uwagi co szum. Ale nie mówię tego z całkowitą pewnością - to zależy bardzo od człowieka. Czy przy tej jednej próbie bodyscanu doszłaś przynajmniej do połowy, czy urwałaś wcześniej?
Wtrącę się bo myślę, że jest tu coś ważniejszego niż technika - Apolonka napisała wcześniej, że jak słyszy szum to od razu uruchamia się myśl o chorobie, o tym że będzie gorzej. To jest właśnie to, z czym najtrudniej. Technika to jedno, ale te myśli po szumie to drugie. Czy ktoś tutaj pracował konkretnie z tym - z tym automatycznym ciągiem skojarzeń po pojawieniu się dźwięku?
Ja z tym żyję od lat i chyba nigdy nie pomyślałem o tym jako o wyzwalaczu lęku. Po prostu mam szum i tyle. Ale u mnie nie jest silny, może dlatego nie wywołuje takich emocji. Apolonka, jak długo masz ten szum? Bo zastanawiam się czy to jest kwestia czasu i przyzwyczajenia czy każdy reaguje inaczej.
Ale to co mówi Klimcia jest chyba kluczem do całej tej rozmowy, nie? Bo jeśli dobrze rozumiem - problem nie jest 'jak medytować ze szumem', tylko 'jak nie dać się wciągnąć w spiralę przez szum'. Czy to jest w ogóle do rozwiązania bez pomocy kogoś z zewnątrz, terapeuty czy czegoś takiego?
Nie powiedziałbym, że bez terapeuty się nie da, ale przy silnym lęku związanym z tinnitus medytacja bez żadnego wsparcia może być po prostu za trudna na start. To trochę jak próba wyciszenia się w środku pożaru. Mantra_F Ma rację że to jest głębszy problem niż technika.
Dokładnie to miałam na myśli. Lęk wzmacnia percepcję dźwięku, to jest udokumentowane. I właśnie dlatego proste 'zaakceptuj szum' jest o tyle niewystarczające, że jeśli szum niesie ze sobą ładunek emocjonalny, to prośba o akceptację to trochę jak prośba żebyś zaakceptowała atak paniki. Łatwo powiedzieć. Dadzbog zapytał jak rozbić ten automatyzm - ja myślę że można spróbować oddzielić sam dźwięk od interpretacji. To znaczy, słyszę dźwięk - to fakt. 'To znaczy że będzie gorzej' - to już jest interpretacja, nie fakt.
Mam pytanie do Klimci i Pawełka - czy przy pracy z takim automatyzmem lepsza jest medytacja formalna, czyli siadasz i medytujesz, czy może właśnie nieformalna, w codziennych momentach? Bo wyobraźmy sobie: Apolonka siada do medytacji i już sama sytuacja siedzenia w ciszy wyzwala oczekiwanie szumu, który wyzwala lęk. To jest zły punkt startowy.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam wrażenie, że wszyscy krążycie wokół czegoś ważnego. Dla mnie kluczowe jest to, co powiedziała Apolonka - że lekarz mówi, że szum się nie zmienił, ale ona słyszy go jako głośniejszy. To nie jest wymysł, to jest naprawdę percepcja zmieniona przez stan emocjonalny. Czy ktoś próbował podejść do tego przez pracę z ciałem, nie przez sam umysł?
Chodzi mi o to, że lęk siada w ciele - napięcie w ramionach, szczęka zaciśnięta, płytki oddech. I kiedy słyszysz szum, to pewnie ciało też reaguje zanim jeszcze pomyślisz 'o nie, znowu'. Czy próbowałaś kiedyś zamiast skupiać się na dźwięku, sprawdzić co się dzieje z ciałem w tym momencie?
To co mówi Inkantka jest bardzo bliskie temu bodyscanowi, o którym mówił wcześniej Paweł. Czyli zamiast walczyć z dźwiękiem albo go akceptować, po prostu przenosisz uwagę na fizyczność. Czy to rozluźnia szczękę, czy to zmienia oddech - i przez to zmienia się też percepcja szumu. Apolonka, próbując tej jednej sesji bodyscanu, czy zauważyłaś cokolwiek w ciele, czy skończyłaś zanim to się w ogóle zaczęło?
Chyba skończyłam za wcześnie żeby cokolwiek poczuć. Ale teraz jak o tym myślę, to faktycznie mam bardzo napięte ramiona kiedy słyszę szum. I właściwie zawsze siedzę skulona przy tej medytacji, jakbym się obraniała. Może to już mówi coś samo w sobie.
To jest bardzo konkretna obserwacja. Skulona, ramiona napięte - to jest ciało w trybie obronnym, a nie receptywnym. Medytacja w tym ustawieniu to jest trochę pod prąd. Pawelek77 Czy zdarza ci się pracować z ludźmi, którzy mają tak mocno zakodowaną reakcję obronną i co wtedy?
Mogę zapytać coś głupiego? Czy można medytować leżąc? Bo jak siedzę i próbuję się wyciszyć to mi też napinają ramiona, nie mam tinnitus, ale mam wrażenie że sama pozycja siedząca mi nie służy.
