Zastanawiam się, czy medytacja rzeczywiście może pomóc przy lęku społecznym. Mam na myśli konkretnie tę sytuację, gdy idę gdzieś między ludzi i od razu czuję się obserwowana, oceniana, mówię nie to co chcę, czerwienię się... Próbowałam ostatnio kilku technik oddechowych przed wyjściem z domu i miałam wrażenie, że coś pomogło, ale nie wiem czy to nie był zwykły przypadek. Czy ktoś tu regularnie medytuje właśnie z myślą o kontaktach z ludźmi? Chodzi mi o to, czy zmienia się coś w środku, czy tylko na chwilę?
Medytuję od jakiegoś czasu i powiem tyle - pierwsze zmiany poczułam właśnie w sytuacjach społecznych. Ale nie w ten sposób, że nagle przestałam się stresować. Bardziej... zaczęłam zauważać ten lęk wcześniej, zanim mnie całkowicie zaleje. I to już coś daje. Pytanie do ciebie - co konkretnie robiłaś przed wyjściem? Samo oddychanie, czy coś więcej?
Właśnie to jest kluczowe pytanie - czy chodzi o zagłuszenie tego, co czujesz, czy o zmianę relacji z tym uczuciem. Bo z mojego doświadczenia wynika, że próba zagłuszenia lęku przez oddech to krótkoterminowe koło ratunkowe. Medytacja uważności działa inaczej - uczysz się z tym siedzieć, nie uciekać. Ale to wymaga czasu i to nie jest przyjemne na początku.
Zgadzam się z Kamilką, choć chciałabym dodać coś z innej perspektywy. Pracowałam z kilkoma osobami, które opisywały dokładnie to, co Goryczka - poczucie bycia obserwowaną, czerwienienie się, blokada słowna. I w każdym przypadku pytałam najpierw: co się konkretnie dzieje w ciele tuż przed tym momentem. Bo często lęk społeczny ma bardzo somatyczny sygnał startowy. Medytacja może pomóc go wcześniej złapać, ale nie u każdego tak samo.
A czy ktoś próbował medytacji przy samym lęku, znaczy nie przed wyjściem, ale już będąc w tej sytuacji? Bo mnie najbardziej blokuje właśnie moment, gdy już jestem w towarzystwie i coś się zacina. Wtedy nie mam żadnej możliwości żeby 'usiąść i medytować', no nie? Czy mindfulness da się stosować na żywo?
Hm, nigdy o tym tak nie myślałem, że medytacja może mieć coś wspólnego z sytuacjami społecznymi. Dla mnie to zawsze była rzecz do robienia w ciszy, sam ze sobą. Ale jak czytam te posty to zaczynam się zastanawiać - czy to nie jest tak, że najpierw trzeba dużo poćwiczyć w spokoju, żeby potem działało w chaosie?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie, które mnie gryzie - bo rozmawiamy o medytacji i lęku społecznym, ale nikt nie powiedział wprost, o jakim lęku mówimy. Bo jest różnica między trochę stresującym spotkaniem towarzyskim a prawdziwą fobią społeczną, gdzie człowiek tygodniami unika kontaktów. Pytam, bo techniki, które pomagają przy stresie, mogą być niewystarczające przy głębszym problemie. Goryczka, jak mocno to u ciebie wpływa na codzienne życie?
Przepraszam że się wtrącam bo dopiero zaczynam się tym interesować, ale nie rozumiem jednej rzeczy - jak medytacja ma niby zmienić to, co się dzieje między ludźmi? To nie jest tak, że ci ludzie dalej będą patrzeć i oceniać? Zmiana jest tylko w głowie czy też coś zewnętrznie się zmienia?
Mam pytanko bo czytam i jest mi blisko do tematu - czy jest jakas konkretna medytacja polecana akurat na ten lęk? Bo słyszałam o medytacji metta, tej z życzliwością, i podobno pomaga właśnie gdy mamy problem z ludźmi. Czy ktoś to ćwiczył? Choć może piszę głupoty i się mylę co do nazwy 🙂
To teraz mnie zastanawia jedna rzecz - Geomantka_E powiedziała, że zaczęła zauważać lęk wcześniej. Ale co potem? Znaczy - zauważam że mi się serce przyspiesza i ręce pocą, i co z tym robię? Bo sama świadomość bez narzędzia działania to chyba nie wystarczy? Może źle rozumiem jak to działa.
Słucham tej dyskusji i mam mieszane uczucia. Bo z jednej strony wszystko co tu piszecie brzmi sensownie i wierzę, że dla wielu osób medytacja naprawdę pomaga. Ale z drugiej - czy nie ma ryzyka, że ktoś z poważniejszym problemem zadowoli się medytacją zamiast szukać pomocy? Pytam bo mam w otoczeniu osobę, która przez lata 'medytowała i pracowała nad sobą' i to nie wystarczyło - w końcu trafiła do terapeuty i wtedy coś ruszyło.
To jest chyba jedno z trudniejszych pytań w tym temacie, bo granica jest naprawdę cienka. Dla mnie wyznacznikiem jest to, czy twoje życie się zmienia - czy jest ci łatwiej w tych sytuacjach z miesiąca na miesiąc, czy siedzisz i medytujesz, ale nadal unikasz wszystkiego co trudne.
To mnie trochę niepokoi, bo sama nie jestem pewna po której stronie tej granicy jestem. Medytuję, czuję się trochę lepiej, ale... czy wchodzę w trudne sytuacje? Raczej nie. Czy to oznacza, że to nic nie daje?
nie wyciągaj za szybko takich wniosków. To że czujesz się lepiej to już coś. Ale mam do ciebie pytanie - czy 'lepiej' znaczy spokojniej przed sytuacją, czy też zdarzyło ci się zareagować inaczej niż zwykle w kontakcie z obcą osobą?
Słuchajcie, a ja mam takie głupie może pytanie - czy wy to czujecie fizycznie? Bo jak Goryczka pisała o kołataniu serca i poceniu rąk, to rozumiem że to jest coś cielesnego. I zastanawiam się czy medytacja jakoś na to fizyczne działa, czy tylko na myśli?
Właśnie to 'potrzeba czasu' jest dla mnie najcięższe. Bo lęk jest teraz, a efekty za kilka miesięcy. I w tym 'tymczasem' po prostu unikam sytuacji albo cierpię w nich. Jak wy to przeżywałyście na początku?
A co to znaczy że radar się zaostrzył? Że bardziej czujesz lęk? Bo to brzmi jakby było gorzej a nie lepiej 🙂
To jest naprawdę kluczowe rozróżnienie. Większość ludzi zaczyna 'pracę' z lękiem kiedy już jest za późno, bo emocja jest już tak silna, że przykrywa wszystko. Uważność przesuwa ten moment rozpoznania w czasie.
Kunegunda zadała dokładnie to pytanie, które mi siedziało w głowie. Bo ta rozmowa jest piękna merytorycznie, ale Goryczka na początku pytała o coś dość konkretnego - czy medytacja zmniejsza lęk społeczny. I odpowiedź jest gdzieś między 'tak, ale wolno' a 'zależy od wielu rzeczy', co... nie jest zbyt pomocne bez jakiegoś 'co konkretnie robić'.
Dokładnie to czuję. Ale z drugiej strony ta rozmowa daje mi więcej niż szybka odpowiedź 'tak, medytuj i będzie lepiej'. Tylko nadal nie wiem od czego zacząć właśnie z tym lękiem społecznym, nie z medytacją w ogóle.
To może tak - czy próbowałaś kiedyś body scan? Nie dlatego że to jakiś cud, ale dlatego że uczy rozpoznawania napięcia w ciele zanim stanie się myślą. A lęk społeczny bardzo często zaczyna się od ciała, nie od głowy.
Przepraszam że znowu pytam o podstawy, ale co to jest body scan? Brzmi technicznie.
A czy to nie jest trochę jak skanowanie się pod kątem choroby? Bo jak zacznę słuchać ciała to się zacznę bać że coś z nim nie tak 🙂
No właśnie, bo ja jak słyszę 'słuchaj swojego ciała' to od razu zaczynam myśleć że coś mi dolega. Może to jest ten mój problem generalnie, nie tylko z medytacją 🙂
Wikusia, to co mówisz brzmi dla mnie bardzo znajomo. Ja też mam tendencję do katastrofizowania i zastanawiam się czy body scan mi nie zaszkodzi właśnie z tego powodu. Kamilka, czy jest jakaś wersja tego ćwiczenia lepsza dla osób które mają skłonność do hipochondrii albo nadmiernej czujności?
to bardzo ważne zastrzeżenie. Są badania które sugerują że intensywna praktyka uważności u osób z wysokim poziomem lęku może na początku nasilać objawy, nie zmniejszać. Nie po to żeby was zniechęcić, ale warto to wiedzieć zanim ktoś zacznie i po tygodniu stwierdzi że jest gorzej i rzuci wszystko.
Czekajcie, to teraz się boję że medytacja mi zaszkodzi zamiast pomóc. Jak w ogóle rozpoznać czy idziemy w dobrym kierunku? Czy jest jakiś sygnał że to działa, a nie że właśnie sobie dokręcamy śrubę?
