A może nie trzeba tego rozstrzygać? Mam na myśli - jeśli ktoś medytuje i czuje coś w obszarze brzucha, to czy etykietka 'czakra' albo 'skurcz' cokolwiek zmienia w samej praktyce? Pytam szczerze, bo ja w notatkach po prostu piszę 'odczucie w brzuchu' i nie kwalifikuję.
Przepraszam że wchodzę z boku ale co znaczy 'po prostu być' w kontekście medytacji? Bo to słyszę często i nie do końca rozumiem czy to znaczy że nic nie robisz, czy że coś jednak robisz tylko inaczej?
Wracając do Orlikowej i wizualizacji - myślę że to co opisujesz, czyli mieszanie technik, jest dość powszechne. Ale właśnie w kontekście cyklu ciekawi mnie czy ta wizualizacja przychodzi ci wtedy łatwiej czy trudniej? Bo słyszałam różne rzeczy od różnych osób.
A ja mam pytanie które może brzmi głupio - czy to co Orlikowa opisuje, że wyobraźnia idzie sama, to nie jest po prostu rozproszenie uwagi? Jak to odróżnić od tego że po prostu odpływamy myślami?
Słuchajcie, ja wróciłabym do praktycznej strony bo trochę odpłynęliśmy. Orlikowa pytała na początku o to czy technika powinna być inna. Przerabiałam to u siebie metodą prób i błędów i u mnie wniosek jest taki: w pierwszych dwóch dniach nic siłą, trzeciego już normalna praktyka. Ale to moje, nie ogólna zasada.
Ale czy te systemy były opracowywane przez kobiety? Bo o ile wiem joga klasyczna to jednak w dużej mierze tradycja pisana przez mężczyzn i dla mężczyzn. Ciekawi mnie czy te zalecenia dotyczące cyklu to jest mądrość kobiet przekazywana ustnie, czy ktoś po prostu dopisał.
Co do pytania Petronelki o źródła wiedzy jogicznej dotyczącej cyklu - to nie jest prosta sprawa. W klasycznych tekstach jak Hatha Yoga Pradipika rzeczywiście nie znajdziesz rozdziału pisanego z perspektywy kobiecej. Ale już tradycja tantryczna, szczególnie Kaula i pokrewne nurty, traktowała cykl kobiety jako coś ze szczególnym potencjałem, nie jako ograniczenie. Tyle że tych tekstów było o wiele mniej i są mniej znane.
A to mnie zastanawia - skoro ta wiedza była przekazywana ustnie, to czy w ogóle można ją teraz odtworzyć? Czy nie jest tak, że większość tego co dziś możemy znaleźć w kursach jogi to i tak interpretacje nowożytne?
To jest dobre pytanie ale trochę mnie oddala od tego co chciałam wiedzieć na początku. Bo czy mam medytować czy nie, czy mogę wizualizować czakry czy nie - i tak muszę to sprawdzić na sobie, nie na tekstach sprzed wieków. Chyba że ktoś uważa że te teksty rozstrzygają sprawę?
no właśnie, to jest sedno. Tradycje dają ramy ale ciało każdej kobiety jest różne. Moja znajoma praktykuje intensywnie przez cały cykl i twierdzi że to jej pomaga, inna zupełnie rezygnuje przez kilka dni. Które z nich 'ma rację' według starych tekstów?
Przepraszam że znowu wejdę z podstawowym pytaniem, ale właśnie sobie uświadomiłam że nie wiem co to znaczy 'intensywna praktyka'. Czy medytacja w ogóle może być intensywna? Myślałam że to zawsze jest wyciszenie.
Ja mogę to trochę rozwinąć bo sama to przerabiałam. Medytacja wizualizacyjna, gdzie aktywnie budujesz obraz w głowie, jest zupełnie inna niż np. obserwacja oddechu. Ta pierwsza faktycznie bywa męcząca, szczególnie gdy koncentracja jest słabsza. I właśnie tutaj wątek Orlikowej jest dla mnie aktualny.
u mnie zamiana działa. Znaczy, kiedy nie mogę się skupić na czymś konkretnym, to przechodzę na samo śledzenie oddechu albo nawet leżę i słucham ciszy. I to też jest medytacja, tylko inaczej wygląda. Nie wiem czy to ortodoksja, ale mi pomaga.
A czy ktoś próbował medytacji dźwiękowej podczas cyklu? Pytam bo widziałam gdzieś że misy tybetańskie mają działać inaczej na kobiety w tym czasie. Nie wiem czy to prawda czy kolejna internetowa teoria.
Misy tybetańskie generalnie działają przez wibracje i dźwięk, więc fizycznie nie ma powodu żeby cykl zmieniał ich działanie. Ale jeśli ktoś jest w tym czasie bardziej wrażliwy sensorycznie, to może odbierać je intensywniej. To nie jest tak że misy 'wiedzą' gdzie jesteś w cyklu.
Słuchałam tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam takie wrażenie że trochę kręcimy się w kółko między 'rób to', 'nie rób tamtego', 'zależy od ciebie'. Może Orlikowa mogłaby powiedzieć co konkretnie sprawiło że zaczęła to obserwować? Bo może to pomoże zawęzić temat.
A notowałaś to jakoś, czy pamiętasz mniej więcej? Pytam bo to robi różnicę - czy to było za każdym razem w tych samych dniach cyklu, czy różnie? Bo jeśli regularnie, to jednak coś z tym jest.
Notowałam, tak. Mam taki zwykły zeszyt gdzie zapisuję dzień cyklu i krótką notkę po medytacji. I faktycznie - to jest powtarzalne. Drugi i trzeci dzień to jest dla mnie właśnie ten moment kiedy nic nie wychodzi. Pierwszy bywa jeszcze w miarę, od czwartego stopniowo wraca. Więc to nie jest przypadek.
to jest naprawdę cenne że masz to zapisane, bo pamięć nas oszukuje. A powiedz mi - 'nic nie wychodzi' czyli dosłownie nie możesz się skupić, czy raczej jest jakiś inny problem? Bo pytam bo zastanawiam się czy to jest kwestia koncentracji czy może czegoś głębszego.
Ja też prowadzę notatki ale w kontekście run, nie medytacji. I teraz sobie myślę że może warto byłoby zacząć notować też sesje medytacyjne z datą. Orlikowa, jak długo to robisz zanim zauważyłaś wzorzec? Bo zastanawiam się ile cykli trzeba żeby to miało sens.
To jest bardzo konkretne i właściwie odpowiada na pytanie czy 'coś z tym jest' - u ciebie wyraźnie jest. Ale zastanawiam się czy to jest ogólna trudność z koncentracją w tych dniach, czy specyficznie z medytacją? Czyli czy np. praca albo czytanie też ci w tych dniach gorzej idzie?
Hm, szczerze? Nie obserwowałam tego w pracy. Skupiłam się na medytacji bo to był kontekst który mnie interesował. Może faktycznie warto byłoby porównać. Chociaż w pracy mam inne bodźce, przymus, deadline - może to maskuje coś co bez zewnętrznej presji by było widoczne.
Moim zdaniem to właśnie o to chodzi - że medytacja wymaga żebyś sama stworzyła warunki skupienia, bez żadnych zewnętrznych haków. W pracy masz strukturę która cię trzyma. W medytacji musisz to zrobić sama i może właśnie dlatego widać jak na dłoni że coś jest inaczej.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i zastanawiam się - czy to w ogóle jest problem który trzeba rozwiązać? Mam na myśli, może to że medytacja 'ucieka' w te dni jest po prostu informacją, a nie błędem do naprawienia?
No tak ale pytanie co z tym zrobić praktycznie. Bo powiedzieć 'to jest informacja' to jedno, ale jak siedzisz i nic nie wychodzi to raczej frustracja niż filozofia. Orlikowa pytała na początku czy ma to zarzucić czy zamienić na coś innego - i to jest bardzo konkretne pytanie.
Ja to rozumiem tak, że jeśli regularna technika nie działa, to lepiej nie siłować się tylko przejść na coś prostszego. U mnie to zawsze jest albo samo śledzenie oddechu albo po prostu leżenie w ciszy bez żadnych oczekiwań. I potem nie wychodzę z tego sfrustrowana, tylko po prostu wychodzę. Czy to jest zbyt proste podejście?
To jest chyba centralny problem tej rozmowy. Mamy w głowie pewien wzorzec tego jak powinna wyglądać 'dobra' medytacja i wszystko inne mierzymy do tego wzorca. Skąd ten wzorzec pochodzi - z kursu, z książki, z internetu - to inna kwestia. Ale on działa jak oceniający obserwator i to samo w sobie jest sprzeczne z sensem praktyki uważności.
