Tylko na wydechu? To by było dla mnie trudne bo jak ignoruję wdech to zaczynam się zastanawiać czy w ogóle oddycham dobrze i robię się trochę spanikowana. Czy ktoś miał taką dziwną panikę od skupienia na oddechu?
Ja też to robiłam na początku, to takie odruchowe. Jak bardzo starasz się coś obserwować to mimowolnie to modyfikujesz. Zorza pytała na początku dlaczego nic się nie dzieje i chyba właśnie dlatego, bo stara się za bardzo i blokuje naturalny oddech.
nie nic nie robić, tylko nie forsować. To jest ta najtrudniejsza różnica w medytacji, że wysiłek działa odwrotnie niż zazwyczaj. Im bardziej się starasz uchwycić oddech tym bardziej ci ucieka. Mam pytanie, czy jak siedzisz i masz te pięć minut to siedzisz w ciszy czy włączasz jakąś muzykę czy dźwięki?
Ja wlaczam zawsze jakies dźwięki z natury, deszcz albo rzeka. Czy to pomaga czy przeszkadza w tej technice oddechowej? Nikt tego nie poruszył a ja sie zawsze pytam i zapominalam.
Dźwięki z natury to ciekawy temat, Edytka. Sama przez długi czas słuchałam deszczu i byłam przekonana, że pomaga. Ale potem próbowałam bez i okazało się, że po cichu idzie mi lepiej skupić się na samym oddechu, bo dźwięk z zewnątrz był jednak kolejnym miejscem, gdzie uciekała uwaga. Mam pytanie, czy jak słuchasz tej rzeki to obserwujesz jednocześnie oddech czy przeskakujesz między nimi?
Trochę bym polemizował z tym podziałem. Niektóre szkoły medytacji używają właśnie dźwięku jako obiektu koncentracji, zamiast oddechu. To jest pełnoprawna technika, nie tylko relaks. Pytanie Edytki jest właściwie o to, co chce osiągnąć, skupienie na oddechu konkretnie, czy ogólne wyciszenie?
Właśnie, to ciekawe co Edytka mówi, bo ja przy dźwiękach nigdy nie próbowałam. Zawsze w ciszy i nadal to nic się nie dzieje o czym pisałam. Chociaż po tym co tu przeczytałam to chyba faktycznie za bardzo się staram i przez to blokuję. Ale jak przestać się starać to czy nie zasnę po prostu?
To zaśnięcie przy medytacji to bardzo częste, zwłaszcza na początku. Mnie pomogli wczesna pora, rano przed śniadaniem a nie wieczorem, i siadanie a nie leżenie. Przy pionowej pozycji trudniej zasnąć. Zorza, siedzisz czy leżysz jak to robisz?
leżenie to prawie zaproszenie do snu, szczególnie wieczorem. Poza tym w leżeniu oddech pracuje inaczej, klatka piersiowa się inaczej unosi i przepona ma mniej miejsca. Siadaj, nawet na krześle jeśli lotos jest niewygodny, i zobaczysz różnicę.
Ja siedziałam i też miałam ten problem z napięciem w klatce o którym wcześniej pisałam. Więc pozycja na pewno coś zmienia, ale sama w sobie nie rozwiązuje wszystkiego. Chociaż od kiedy Konstancja zwróciła mi uwagę żebym nie wstrzymywała oddechu to już jest lepiej. Zorza, czy jak leżysz to też czujesz że gdzieś zatrzymujesz oddech?
Dokładnie o to chodziło. Łapiesz wdech jak motyla za skrzydła i zamiast go obserwować, trochę go duszysz. Oddech potem staje się sztywny i nic z tego ćwiczenia nie czuć, bo to nie jest już naturalny rytm tylko taki twój kontrolowany.
Dobra, ale praktycznie jak to zmienić? Bo słyszę że nie wolno kontrolować, ale jak siądę i spróbuję nie kontrolować to i tak kontroluję bo myślę o tym żeby nie kontrolować. Ktoś ma jakiś konkretny sposób na to?
To co Konstancja opisuje to technika z vipassany, tam właśnie uczą obserwacji wrażeń przy nozdrzach zamiast samego oddechu. Działa, bo angażuje zmysły a nie myślenie. Ciekawi mnie jedno, czy ktoś z was próbował tej techniki dłużej niż tydzień regularnie i potem z niej zrezygnował? I dlaczego?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam taką obserwację, dużo mówicie o tym co robić żeby odczuć coś przy oddechu, ale mało o tym co się dzieje między sesjami. Czy medytacja na wdechu i wydechu zmienia coś w codziennym oddychaniu, poza samą praktyką? Bo u mnie tak, zaczynam oddychać spokojniej w sytuacjach stresowych i to bez żadnego wysiłku.
To znaczy że regularność w tej technice oddychania buduje coś trwałego, nie tylko na czas siedzenia? Bo ja myślałam że to działa tylko podczas samej medytacji i potem koniec. Bardzo chciałabym żeby to co Perzyna opisuje zaczęło się u mnie dziać, bo na razie każda sesja to jakby od zera!
Właśnie sobie uświadomiłam że chyba nigdy nie zwracałam uwagi na oddech poza tą leżącą medytacją. Zaczynam rozumieć czemu tak mało z tego wynosiłam. To jak ćwiczyć tylko w siłowni i nigdy nie ruszać się poza nią.
to bardzo dobre porównanie. I myślę że to jest sedno tego wątku, bo większość rozmowy kręciła się wokół techniki podczas sesji, a tymczasem oddech jest z tobą cały czas. Moje pytanie do grupy jest takie, czy celowo zatrzymujecie się w ciągu dnia żeby sprawdzić jak oddychacie, czy to przyszło samo bez decyzji?
To co mówi Feliks ma sens, ja robiłam podobnie ale z herbatą. Każde parzenie herbaty to była chwila na jeden świadomy oddech. Nie medytacja, dosłownie jeden wdech i wydech z uwagą. To taki mini-rytuał i jakoś wchodzi w nawyk szybciej niż alarm w telefonie.
Wróćmy może do tego co Zorza napisała, bo to ważne. Mówisz że nigdy nie próbowałaś przy dźwiękach, zawsze w ciszy. I teraz zmieniasz pozycję z leżącej na siedzącą. To dużo zmian naraz. Może na początek zmień tylko jedno i daj sobie tydzień zanim dodasz kolejną rzecz?
ból który odrywa od oddechu nie jest żadnym sprawdzianem wytrwałości. Krzesło jest całkowicie w porządku. Ważne żeby kręgosłup był wyprostowany i nogi płasko na podłodze, nie skrzyżowane. Mnóstwo ludzi medytuje właśnie tak i nie ma w tym nic złego.
Ja siedziałam na krześle przez pierwsze miesiące i dopiero niedawno zaczęłam próbować na podłodze. I szczerze mówiąc nadal wolę krzesło przy tej technice oddychania, bo mniej myślę o tym żeby nie przewrócić się do przodu. Każdy ma inne ciało.
Sluchacie, a ja mam pytanie troche z boku. Mowilyscie ze wdech przez nos i wydech tez przez nos, ale moja mama zawsze mowila ze przez usta sie wydycha. Co jest prawda? Bo nie chce robic czegos zle od poczatku.
Ja czytałam że wydech przez usta aktywuje bardziej nerw błędny i mocniej uspokaja, ale nie wiem czy to pasuje do techniki którą tu opisujemy. Ktoś wie więcej o tym?
Oj, teraz się trochę pogubilam. Tyle jest tych technik i wariantów, że nie wiem od czego zacząć. Może ktoś mi powie bardzo prosto, co konkretnie robić jeśli siadam na krzesło po raz pierwszy i chcę ćwiczyć ten oddech z tematu? Bez teorii, tylko krok po kroku?
Dobra, spróbuję. Usiadłam na krześle, zamknęłam oczy i próbowałam po prostu obserwować oddech. I wiesz co się stało? Po może dwóch minutach zaczęłam się zastanawiać czy dobrze oddycham i oddech mi się jakoś pokręcił, stał się nienaturalny. Czy to normalne że sam oddech przestaje być automatyczny jak tylko zaczniesz go obserwować?
Ten pokręcony oddech to według mnie jeden z ważniejszych momentów w nauce, bo zmusza do pytania: a jak właściwie oddycham na co dzień? Czy normalnie biorę płytkie wdechy? Czy zatrzymuję oddech przy stresie? Obserwacja to już samo w sobie diagnostyka.
Nie do końca się zgodzę z Andromedą. Jeśli oddech staje się szarpany albo bardzo płytki to moim zdaniem warto delikatnie go wyrównać, bo inaczej możesz wpaść w lekką hiperwentylację albo zupełnie stracić kontakt z ciałem. Czystej obserwacji bez żadnej korekty to uczą może na intensywnych odosobnieniach, ale na początku lepiej nie być purystą.
