Hej, chciałam zapytać o tę technikę oddychania, bo wszędzie piszą żeby skupiać się na oddechu podczas medytacji, ale jak to właściwie ma wyglądać? Czy po prostu obserwuję jak wdycham i wydycham powietrze i tyle? Wydaje mi się że to za proste żeby działało, więc pewnie coś mi umyka. Jak długo powinien trwać wdech, a jak długo wydech?
To pytanie zadaje sobie chyba każdy na początku. Sama przez długi czas myślałam, że skoro to takie proste, to nie może być skuteczne. A potem siedziałam i próbowałam przez pięć minut skupić się tylko na oddechu i okazało się, że mój umysł skacze dosłownie co kilka sekund do zupełnie innych myśli. To jest właśnie clou tej techniki - nie samo oddychanie, ale zauważanie kiedy uwaga ucieka i spokojne wracanie do oddechu. Co do proporcji wdechu i wydechu - to zależy od celu. Możesz mi napisać czego szukasz? Wyciszenia, energii, a może chodzi ci o zasypianie?
Też zaczęłam niedawno i powiem szczerze, po ilu sesjach powinno być widać efekty? Bo robiłam kilka razy i nic specjalnego nie czuję, tylko że czas mija wolniej niż zwykle.
Przy zasypianiu sprawdza się u mnie proporcja 4-7-8, czyli wdech przez 4 sekundy, zatrzymanie na 7 i powolny wydech przez 8. Gdzieś to wyczytałem i na początku myślałem że to bzdura, ale działa przynajmniej na mnie. Zatrzymanie oddechu na 7 sekund to niby klucz, bo przez to układ nerwowy zaczyna hamować. Czy ktoś z was też próbował tej metody?
Ta technika 4-7-8 pochodzi z pranajamy, to jest starożytna joga oddechu. Ale szczerze mówiąc samo liczenie sekund to trochę zbyt mechaniczne podejście do medytacji. Prawdziwa praca z oddechem powinna być bardziej intuicyjna, nie zegarowa.
Ja mam pytanie może trochę z innej beczki - czy skupianie się na oddechu ma jakiś związek z czakrami? Gdzieś czytałam że wdech i wydech odpowiadają różnym czakrom i chciałam się upewnić czy to coś co można połączyć z podstawową techniką czy to już zupełnie oddzielna praktyka.
Przepraszam że wchodzę, ale ja chciałam zapytać czy podczas tej medytacji z odechem można mieć jakieś dziwne doznania? Podobno mi moja koleżanka mówiła że jej raz zrobiło się jakby lżej i czuła że unosi sie. Czy to normalne? Czy to może byc cos z energią?
Przy okazji tej rozmowy o efektach - czy wy skupiacie się na czubku nosa podczas obserwacji oddechu, czy na ruchu brzucha albo klatki piersiowej? Bo to podobno robi różnicę i nie wiem która metoda jest lepsza dla wyciszenia.
Dobra ale czy ktoś z was miał kiedyś tak, że podczas skupiania się na oddechu nagle zaczął oddychać jakoś sztucznie? Tzn. oddech przestaje być automatyczny i zaczynasz go kontrolować i wtedy nie wiadomo jak właściwie oddychać normalnie. U mnie to się zdarza i trochę wybija z rytmu.
Ja czytam tę rozmowę od początku i właściwie mam jedno pytanie do tych bardziej doświadczonych - czy jest jakaś jedna technika oddechu która jest lepsza jako punkt startowy dla kogoś kto nigdy wcześniej nie medytował, czy naprawdę trzeba próbować różnych żeby znaleźć swoją?
Wróćmy może do tego pytania o nos kontra brzuch, bo to mi zostało w głowie. Klimcia pisała że wipassana zaleca nos, zachodnie podejście bardziej brzuch. Ale ja się zastanawiam czy to naprawdę robi taką różnicę w kontekście samego wyciszenia, czy to bardziej kwestia tradycji z której pochodzi technika?
No właśnie, ja chyba jestem tym typem z tym rozproszonym umysłem bo jak próbuję czuć nos to za chwilę w ogóle zapominam co miałam robić. Może powinnam zacząć od brzucha. Ale mam pytanie, bo Konstancja wcześniej wspominała o regularności, ile minut dziennie to jest w ogóle minimum żeby coś zaczęło się zmieniać?
Na to nie ma jednej odpowiedzi, ale z tego co sama widziałam u siebie i słyszałam od innych, pięć minut regularnie bije trzydzieści minut raz w tygodniu. Pytanie czy masz jakiś stały moment w ciągu dnia kiedy mogłabyś to robić, bo to chyba ważniejsze od długości.
Zasypianie podczas medytacji mi się zdarza i uczciwie mówiąc nie wiem czy to problem. Mam wrażenie że nawet jeśli zasnę, to wcześniejsze kilka minut spokojnego siedzenia coś robi. Ale może się mylę, nie jestem żadnym specjalistą.
A ja mam pytanie bo moze głupie ale - jak zasniesz w trakcie medytacjii to czy ten efekt wyciszenia jest taki sam co bez medytacji? Bo może to po prostu zwykłe zaśnięcie a nie żadna medytacja juz wtedy?
Wracam do tematu czakr bo nikt mi do końca nie odpowiedział. Konstancja pytała czy mam stabilną praktykę, i szczerze to nie mam, dopiero zaczynam. Ale właśnie chciałam wiedzieć czy warto to mieć z tyłu głowy od początku, że oddech i czakry są połączone. Nie żebym od razu stosowała, tylko żeby wiedzieć.
Ja też obserwuję tę dyskusję i mam wrażenie, że podstawowy temat trochę nam odpłynął. Zaczęło się od wdechu i wydechu jako techniki, a teraz rozmawiamy o czakrach, godzinach medytacji i zasypianiu. Może ktoś mógłby powiedzieć co konkretnie z tą bazową techniką obserwacji oddechu jest najtrudniejsze do opanowania, bo nadal nie wiem od czego zacząć?
Wrozbitka ma rację, trochę nam odpłynęło. Właściwie to od mojego pytania się zaczęło, więc może zacznę od siebie. Mam problem z tym żeby w ogóle poczuć ten oddech. Nie czuję nic specjalnego ani na nosie ani na brzuchu. Po prostu oddycham i nic. Czy to normalne na początku że jakby nie ma żadnego punktu zaczepienia?
Zorza, to co opisujesz jest bardzo typowe i chcę żebyś wiedziała że to nie znaczy że robisz coś źle. Pytanie do ciebie, jak długo siedzisz i próbujesz to poczuć zanim rezygnujesz? Bo często problem nie jest w samym odczuciu, tylko w tym że nie dajemy mu czasu żeby się pojawić.
to głupie poczucie jest chyba najczęstszym powodem dla którego ludzie rzucają medytację w pierwszym tygodniu. Sam to miałem. Jakbyś robiła coś bezcelowego. Ale właśnie to czekanie na coś spektakularnego jest problemem, bo na początku naprawdę nic spektakularnego się nie dzieje.
A wracając do tej techniki wdechu i wydechu, bo Wrozbitka słusznie zauważyła że odpłynęliśmy. Chcę zapytać czy ktoś próbował liczyć oddechy w sposób nielinearny, tzn. nie jeden, dwa, trzy, tylko osobno liczyć wdech i wydech? Np. wdech to jedynka, wydech to dwójka, i tak do dwudziestu. Albo odwrotnie, każdy cykl jako jedną liczbę?
Słuchajcie, a ja mam inne pytanie do tej techniki. Czy ktoś z was świadomie reguluje tempo oddechu podczas medytacji czy pozwala żeby oddech szedł sam? Bo chyba nigdzie nie jest napisane wprost jak to powinno być.
Dobra, ale wróćmy do konkretów bo to może się znowu rozwinąć w dyskusję o tradycjach. Lowczyni pytała o zasypianie, to praktycznie, ile ma trwać ten wydech względem wdechu? Wieszczbiarka mówiła o dwóch do jednego, czy ktoś wie czy jest jakaś granica od której to przestaje działać?
Sorki że wchodzę ale mam pytanie, czy ta technika z wydechem na zaśniecie działa też jak się budzi w nocy i nie można zasnąć powtórnie? Bo mam ten problem często, budzę sie ok drugiej i potem leże i myjle o wszystkim
Budzenie w nocy i niemożność zaśnięcia to inna sytuacja niż zasypianie, bo ciało jest wtedy inaczej pobudzone. Mam pytanie do Lowczyni i Edytki, czy te myśli które przychodzą to są konkretne sprawy z życia, czy raczej takie błądzące i chaotyczne?
Ale wróćmy do tego budzenia w nocy bo ciągle nie mam odpowiedzi. Klimcia mówiła o skanowaniu ciała, Wieszczbiarka o wydłużaniu wydechu. Czy można to łączyć czy to by był chaos?
Technicznie to co mówi Wieszczbiarka ma sens, ale może nie w tym wątku to rozwijajmy. Mam konkretne pytanie do tematu, wróćmy do wdechu i wydechu jako techniki koncentracji. Czy ktoś próbował skupiać się tylko na jednym, np. tylko na wydechu i ignorować wdech? Czytałam że w zen jest coś takiego.
