Czytałem ostatnio, że sportowcy wyczynowi coraz częściej sięgają po medytację nie jako relaks po treningu, ale jako jego część. Nie chodzi tylko o oddychanie przed zawodami, ale o uważność podczas samego wysiłku, kiedy ciało pracuje na granicy możliwości. Zastanawiam się, czy ktoś tu to praktykuje albo ma jakieś doświadczenia. Sam trenuję amatorsko biegi i próbowałem raz czy dwa skupiać się na oddechu podczas długiego wybiegania, ale nie byłem pewien, czy robię to sensownie, czy po prostu się rozpraszam zamiast biec.
Mam znajomą, która trenuje pływanie na poziomie klubowym i ona właśnie mówi, że medytacja uważności zmieniła jej podejście do startu. Ale powiedziała coś, co mnie zaskoczyło — że nie medytuje PRZED zawodami, tylko nauczyła się wchodzić w stan uważności podczas samego treningu, w trakcie każdego okrążenia. Czy właśnie o to ci chodzi, Fabianek, ten kierunek?
To jest bardzo konkretne pytanie i żeby na nie odpowiedzieć porządnie, trzeba rozróżnić dwa tryby uważności w sporcie. Jeden to uważność skupiona na ciele, czyli skanowanie napięcia mięśni, oddechu, rytmu kroków. Drugi to coś co można nazwać uważnością otwartą, gdzie nie fiksuje się uwagi na jednym punkcie, tylko pozwala świadomości obejmować całość ruchu. W bieganiu to drugie sprawdza się u doświadczonych zawodników, ale na początku bezpieczniej zacząć od pierwszego. Masz jakiś konkretny problem podczas tych długich wybiegań, które wspomniałeś?
Ale to co opisujesz to chyba ten słynny dialog z samym sobą, który mają wszyscy biegacze? Nie wiem, czy medytacja to 'leczy', bo to może być też sygnał ciała, nie tylko ego. Jak odróżnić, kiedy umysł słusznie mówi stop, a kiedy po prostu sabotuje?
Mam pytanie trochę z innej strony. Czytałam o sportowcach, którzy stosują wizualizacje przed startem i to jest dość powszechna praktyka. Ale czy wizualizacja to jeszcze medytacja, czy już coś innego? Bo wydaje mi się, że w klasycznej uważności chodzi o to, żeby nie generować obrazów, tylko obserwować co jest. A wizualizacja celowo produkuje treści w głowie.
Słucham tej rozmowy i przypominam sobie, że kiedyś próbowałam medytować po jodze, czyli po wysiłku, i to był zupełnie inny stan niż medytacja poranna. Ciało było wyciszone, ale uwaga była ostrzejsza. Może właśnie dlatego sport i medytacja tak dobrze działają razem? Nie wiem, czy ktoś próbował robić to odwrotnie, czyli najpierw medytacja, a potem wysiłek fizyczny.
A czy ktoś wie, czy są jakieś konkretne protokoły, które sportowcy stosują? Nie chodzi mi o filozofię, ale o to, ile minut, kiedy, jak często. Bo jak się czyta ogólnie o uważności to wszystko brzmi sensownie, ale jak ma to wyglądać w praktyce tygodniowego planu treningowego?
Szczerze mówiąc mnie też trochę odpychają te bardziej mistyczne opisy medytacji, kiedy chodzi o sport. Jak ktoś mi mówi o 'energii czakr podczas biegu' to mam odruch sceptycyzmu. Ale uważność jako skupienie uwagi na ciele i oddechu bez tych nakładek brzmi dla mnie po prostu jak dobra technika mentalna. Czy ktoś tu praktykuje to czysto technicznie, bez kontekstu duchowego?
a mam pytanie bo może głupie ale czy ta uważnośc w sporcie nie sprawia że zaczinasz myśleć za bardzo o każdym ruchu i wtedy idzie gorzej? bo pamiętam jak na siłowni za dużo myslałem o technice to mi właśnie nie szło
Wracając do tego co mówiła Granacik93 o córce, mnie ciekawi czy dla nastolatków, którzy są przyzwyczajeni do ciągłej stymulacji, medytacja przed treningiem nie jest za duże wyzwanie. Mają siedzieć spokojnie przez 10 minut zanim pobiegną? To brzmi jak kara, nie przygotowanie.
Ja biegam czasem bez słuchawek i to jest zupełnie inne doświadczenie, ale nie zawsze lepsze. Zależy od dnia, nastroju, miejsca. Przy dobrej pogodzie w parku to bywa coś w rodzaju naturalnej medytacji. Ale jak jestem zmęczony albo mam gorszy dzień, to cisza tylko bardziej nagłaśnia ten wewnętrzny głos, o którym mówiłem wcześniej. Więc chyba nie jest to rozwiązanie samo w sobie.
A nie jest tak, że właśnie o to chodzi? Żeby ten głos nagłośnić, zamiast go zagłuszać muzyką? Bo jeśli muzyka służy do ucieczki od sygnałów ciała, to może trening bez niej jest trudniejszy, ale bardziej wartościowy w kontekście tej całej uważności? Mówię to jako osoba sceptyczna, więc pytam szczerze, nie retoryczne.
ale co znaczy że nie dajesz mu automatycznej władzy? jak on mówi zwolnij to zwwalniasz albo nie zwalniasz, nie ma chyba czegoś pośredniego
To naprawdę dobre pytanie i szczerze, nie wiem, czy mogę powiedzieć, że zawsze to 'czuję'. Czasem rzeczywiście wygląda to automatycznie, ale to inny rodzaj automatu. Zamiast 'słyszę ból, panikuję, zatrzymuję się', robi się 'słyszę dyskomfort, skanuje, idę dalej albo nie'. Efekt bywa podobny, ale jakość decyzji jest inna. Przynajmniej u mnie tak to działa.
Ciekawi mnie, czy ktoś próbował połączyć tę praktykę z jakimś konkretnym sportem zespołowym. Bo wszystko co tu padło dotyczy biegania, pływania, sportów indywidualnych. A w piłce albo siatkówce masz przecież jeszcze innych ludzi, decyzje w ułamku sekundy, reakcje na partnera. Czy uważność tam w ogóle ma sens czy to zupełnie inne terytorium?
Ja miałem dokładnie to co opisujesz, tylko przy bieganiu. Pierwsza zawodowa piątka i pierwsze kilometry biegłem jakby nie swoimi nogami, bo głowa była gdzie indziej. Dopiero po 2 kilometrach się 'włączyłem'. Ciekawe, czy to ma wspólną nazwę w psychologii sportu, bo wydaje się być powszechne.
Córka mi mówiła o czymś podobnym przed zawodami, że niby wszystko wie, trenuje, a potem na miejscu nagle się blokuje. I właśnie to mnie tu przyciągnęło do tego tematu, bo szukam czegoś, co jej mogłoby pomóc konkretnie z tym. Czy ta uważność przed startem to jest właśnie na to?
Wracając do Fabianeka i tego wyłączania się na początku biegu, czy próbowałeś kiedyś zamiast walczyć z tym głosem po prostu go przez chwilę obserwować? Tzn. słyszysz 'zwolnij', mówisz sobie w myślach 'okej, słyszę to' i biegiesz dalej. Bez oceniania czy ma rację, bez kłótni z nim. To trochę głupie brzmi, ale u mnie coś podobnego działało przy innych sytuacjach.
Tak, to jest dokładnie ten mechanizm. I żeby było jasne, to nie jest łatwe do wykonania w trakcie wysiłku fizycznego, bo ciało i tak produkuje sygnały, które mózg interpretuje jako pilne. Pytanie do ciebie Fabianek, czy ten głos pojawia się zawsze w tym samym momencie, czy zależy od trasy, pogody, tempa? Bo jeśli jest przewidywalny, to można go właśnie 'przywitać' zanim się pojawi, co całkowicie zmienia dynamikę.
To ciekawe pytanie, bo teraz jak się zastanawiam, to chyba zawsze pojawia się mniej więcej w tym samym miejscu. Może trzeci, czwarty kilometr, kiedy wiem, że zostało jeszcze dużo, a eforia startu już minęła. Jakby taki martwy punkt mentalny. Ale nie byłem tego wcześniej świadomy, po prostu to przeżywałem.
To co opisujesz Fabianku to jest klasyczny moment, w którym pierwotna motywacja wyczerpuje swój ładunek i ciało zaczyna przesyłać coraz więcej sygnałów. Pytanie, czy w tym miejscu masz jakiś zwyczaj, cokolwiek co robisz odruchowo, żeby przez to przejść? Niekoniecznie medytacyjny, po prostu cokolwiek.
A to jest ciekawe, bo liczenie może być i uważnością i ucieczką, zależy co liczysz. Jeśli liczysz kroki i skupiasz się na odczuciu każdego z nich, to jest to skupienie na chwili. Jeśli liczysz kilometry do końca, to faktycznie jesteś w przyszłości. Próbowałeś kiedyś tego pierwszego wariantu?
ale czy liczenie krokow to juz medytacja? mi sie wydaje ze medytacja to siedzisz i nic nie robisz, a tu sie biegniesz i liczysz, to chyba inaczej dziala na mozg
Granica jest płynna i trochę terminologiczna. Medytacja ruchowa jako kategoria obejmuje praktyki, w których uwaga jest celowo kierowana na doznania fizyczne podczas ruchu, oddech, punkt kontaktu stopy z podłożem, rytm. To co Michasia opisała jako liczenie kroków to może być właśnie taki wstęp. Ale pytanie do Tobiasza, bo jesteś przy tym od chwili, skąd w ogóle wziął ci się ten obraz medytacji jako siedzenia i nierobienia niczego?
A wracając do tego, co Granacik napisała o córce, zastanawiam się, czy ta rutyna przed startem o której mówiła Marzenka, mogłaby działać też dla kogoś kto gra w sport drużynowy. Bo przed meczem siatkówki masz całą szatnię, hałas, nerwy innych dziewczyn, to zupełnie inny kontekst niż samotne bieganie.
To co Marzenka pisze o kotwiczeniu bardzo mi przypomina coś z numerologii, gdzie konkretne czynności powtarzane w określonej kolejności tworzyły rodzaj przepływu. Ale nie chcę odpływać za daleko. Chciałam zapytać Granacik, czy córka wie, że jej mama szuka dla niej takich sposobów? Bo to może być ważne, żeby to nie wyglądało jak coś narzuconego z zewnątrz.
A czy ta kotwica musi być fizyczna? Bo ja wiem, że mam coś takiego z muzyką, pierwsze dźwięki konkretnej playlisty i coś we mnie się przestawia. Ale słuchawki mam przez cały bieg, więc to trochę inna sytuacja niż te trzy oddechy przed startem.
