Ostatnio dużo myślę o tym, jak medytacja zmienia sposób, w jaki postrzegamy rzeczywistość. Nie chodzi mi o jakieś wielkie oświecenie, ale o coś bardziej przyziemnego - o to, że po kilku tygodniach regularnej praktyki zaczynam dosłownie inaczej odbierać otoczenie. Kolory wydają się głębsze, dźwięki wyraźniejsze, a jednocześnie mam poczucie pewnego dystansu od tego wszystkiego. Jakby bycie obserwatorem zamiast uczestnika. Ktoś miał podobne odczucia? Zastanawiam się, czy to zmiana w samej percepcji, czy raczej zmiana w świadomości, bo to chyba nie to samo.
Znam to dobrze. U mnie zaczęło się od snów - po jakimś czasie regularnej medytacji zaczęły być bardziej wyraziste i pamiętałem je znacznie dłużej. Ale to co opisujesz z kolorami i dźwiękami - tak, to też. Pytanie mam do ciebie: jak długo medytujesz dziennie i jakiej techniki używasz? Bo mam wrażenie, że ten efekt 'obserwatora' pojawia się szybciej przy pewnych konkretnych metodach.
To co opisujecie to jest właśnie sedno - ta różnica między technikami skupionymi a otwartymi. Ja pracuję z różnymi metodami od lat i z własnych obserwacji wynika, że open awareness faktycznie szybciej prowadzi do tej zmiany postrzegania. Ale chcę zapytać - czy kiedy mówisz o zmianie percepcji, masz na myśli coś trwałego, czy to mija po kilku godzinach od medytacji? Bo to kluczowa kwestia jeśli chodzi o faktyczną zmianę świadomości.
Czytam ten wątek z dużym zainteresowaniem bo sama od niedawna medytuję. Ale mam pytanie może trochę z boku - jak wy w ogóle odróżniacie zmianę świadomości od zwykłego rozluźnienia i wyciszenia? Bo jak medytuję, czuję się spokojniejsza, ale nie wiem czy to jakaś głębsza zmiana czy po prostu relaks.
Nie chciałabym żebyś od razu się martwiła, bo to wcale nie musi znaczyć, że robisz coś źle. Ja sama przez długi czas miałam tylko ten relaks i uważałam, że to już jest to. Przełom przyszedł kiedy zmieniłam intencję przed medytacją - zamiast nastawiać się na wyciszenie, zaczęłam nastawiać się na obserwację. To brzmi jak drobna różnica, ale w praktyce robi ogromną różnicę.
Mam trochę inne podejście do tego tematu. Prowadzę notatki z medytacji od kilku lat i muszę powiedzieć, że te wszystkie opisy zmiany percepcji są mega subiektywne. W jaki sposób sprawdzamy czy to rzeczywiście jest zmiana w odbiorze rzeczywistości, a nie tylko efekt hiperwentylacji od skupiania się na oddechu, albo zwykłego efektu placebo? Pytam szczerze, bo sam miałem podobne doświadczenia i zastanawiam się co tak naprawdę za nimi stoi.
Czytam i też jestem trochę sceptyczna jeśli chodzi o te bardziej duchowe interpretacje, ale jedno mnie zastanawia - jeśli zmiana percepcji jest efektem fizjologicznym mózgu, a nie czymś 'nadprzyrodzonym', to dlaczego w ogóle o tym piszemy na forum ezoterycznym? Mam wrażenie że te dwie rzeczy można spokojnie oddzielić. Albo to jest neurologia, albo coś więcej.
Chcę wrócić do wątku z postrzeganiem rzeczywistości, bo to mnie tu najbardziej interesuje. Czy ktoś z was doświadczył czegoś w rodzaju takiej zmiany, która była trochę dezorientująca? Pytam bo miałam kiedyś sesję, po której przez jakiś czas miałam wrażenie że ściany w pokoju są jakby bardziej 'obecne', jakby miały głębię której normalnie nie widzę. Nie byłam pewna czy to coś fajnego, czy może powinnam się tym martwić.
Jestem pod wrażeniem tej rozmowy, serio! Nigdy wcześniej nie myślałam o medytacji w taki sposób, bardziej kojarzyła mi się z relaksem i tyle. Ale teraz mam pytanie do wszystkich - skąd wiecie, że ta zmiana percepcji którą opisujecie to nie jest po prostu to, że jesteście śpiący albo zmęczeni? Przepraszam jeśli to głupie pytanie, ale naprawdę chcę to zrozumieć 🙂
Słucham tej dyskusji i mam pytanie może trochę praktyczne - czy ktoś próbował świadomie wykorzystać tę zmienioną percepcję do czegoś konkretnego? Np. do pracy z energią, do intuicji, do odczytywania czegoś? Bo mam wrażenie, że w tej rozmowie traktujemy to jako cel sam w sobie, a mnie bardziej interesuje co z tym potem można zrobić.
Bo mam wrażenie, że traktujemy to jak cel sam w sobie - dotrzeć do tej zmiany percepcji i tyle. A mnie interesuje co dalej. Ktoś pracuje np. z energią podczas takiego stanu? Czy to w ogóle ma sens?
To co Pentagrama opisuje to jest właściwie podstawa większości tradycji hermetycznych. Praca magiczna w pełnej aktywności umysłu analitycznego jest mniej skuteczna, bo ten umysł bez przerwy komentuje i weryfikuje. Zmieniony stan percepcji to nie jest coś mistycznego - to po prostu moment, kiedy cenzor milknie. Stąd techniki wprowadzające do rytuału były i są tak ważne.
A można zapytać jak ta weryfikacja wygląda w praktyce? Tzn. zapisujecie to co pojawia się w medytacji i potem sprawdzacie? Bo to brzmi jak prowadzenie dziennika ale w bardziej ukierunkowany sposób?
Ja właśnie tak robię - mam zeszyt i po każdej sesji zapisuję nie tylko co się pojawiło, ale też jak to odebrałam, z jakim 'smakiem'. Potem wracam. Szczerze mówiąc skuteczność jest różna, ale są rzeczy które mnie zaskoczyły. Choć Zenek ma rację, że nigdy nie wiem czy to percepcja czegoś realnego czy mój własny umysł.
Ojej, że tak można to robić! Dzięki za ten pomysł z zeszytem, naprawdę nie wpadłabym na to sama. Ale chcę zapytać - czy jak się zaczyna, to te rzeczy które się pojawiają są w ogóle czytelne? Bo wyobrażam sobie że u mnie byłoby samo zamęt.
Mam takie pytanie do Mandragorki i do wszystkich - mówicie o percepcji, o odbieraniu czegoś, o sygnałach. Ale co to właściwie jest? Tzn. skąd te 'sygnały' przychodzą? Czy macie jakąś konkretną teorię, bo każdy mówi trochę inaczej.
A jak się to ma do snów? Bo u mnie to co pojawia się w medytacji i co pojawia się we śnie ma bardzo podobną 'fakturę' jeśli można tak powiedzieć. Zastanawiam się czy to jest ten sam mechanizm, tylko inaczej wywołany.
Raczej podobny odbiór, taka sama 'temperatura' - trudno to inaczej opisać. Treść jest różna. Ale jest jedno - symbole które pojawiają się w medytacji często potem wracają w snach. I to mnie zastanawia czy pracuję z czymś ciągłym.
Ja też mam tak z runami - jak medytuję z konkretną runą, to ona potem wchodzi do snów. Nie wiedziałam że to jest takie powszechne. Myślałam że to u mnie jakiś dziwny nawyk ale może to po prostu tak działa z symbulami.
Nie do końca - ja miałam krótkie sesje które były bardzo głębokie i długie które były płytkie. Czas to jeden z czynników, ale intencja i stan przed wejściem w medytację robią często większą różnicę. Choć przyznam że powtarzalność przychodzi częściej przy dłuższych.
Mam pytanie może trochę z innej strony - czy kamienie albo jakieś przedmioty pomagają w wejściu w ten stan głębszy? Słyszałam że niektóre kryształy sprzyjają medytacji i ciekawi mnie czy ktoś z was tego próbował i co widzi różnicę.
Bo właśnie mam taki ametyst co mi ktoś podarował i jak trzymam go w dłoni to coś czuję, może to sugestia ale mam wrażenie że łatwiej mi się skupić. Czy to możliwe że kamienie naprawdę coś robią ze stanem świadomości czy to tylko efekt placebo?
Z perspektywy bioenergii - kamienie mają różne gęstości energetyczne i to nie jest tylko metafora. Ale to co Mandragorka powiedziała o zakotwiczeniu uwagi jest ważne. Może oba mechanizmy działają jednocześnie? Tzn. fizyczny chwyt i skupienie plus coś co jest właściwością samego minerału? W pracy z energią nie rozdzielam tych rzeczy.
Wracając do meritum - cała dyskusja o kamieniach sprowadza się do tego samego pytania co reszta tej rozmowy: czy percepcja zmienia się pod wpływem zewnętrznego bodźca, wewnętrznej pracy, czy obu naraz. Hermetyczne źródła mówią że każdy przedmiot może być 'soczewką' skupiającą intencję. To nie jest dowód na nic, ale nadaje praktyce kamieni sens bez wymagania by były 'magiczne same w sobie'.
Wracam do tego co powiedziała Pentagrama kilka postów wyżej - że intencja robi więcej niż czas. Ja to też obserwuję u siebie, ale zastanawiam się czy intencja to nie jest właśnie sposób na obniżenie tego 'hałasu' o którym Rusalka pytała wcześniej. Tzn. jak mam wyraźną intencję przed wejściem w medytację to umysł ma mniej przestrzeni na błądzenie.
Albo intencja jest właśnie tym co ten hałas wytwarza, bo to nadal jest myślenie analityczne - 'wchodzę z intencją' to też jest operacja umysłowa. Nie przeszkadzało ci to nigdy? Mnie przeszkadza i nie wiem jak to pogodzić.
Ja też mam z tym problem! Tzn. jak afirmuję coś przed medytacją to siedzę i zastanawiam się czy afirmacja 'działa' i to mnie kompletnie wybija. Czy ktoś ma jakiś sposób na to żeby się od tego odkleić?
