Ale chwila - jeśli odpuszczasz wszystko i dryfujesz bez aktywnej kontroli, to wracamy do pytania Zenka. Co gwarantuje że to co dostaniesz w tym stanie ma jakiś związek z intencją którą ustawiłaś? Może to jest po prostu przypadkowe.
Ale to otwiera kolejne pytanie - jeśli interpretacja jest zawsze 'po fakcie' i zawsze subiektywna, to co decyduje o tym że jedna interpretacja jest lepsza od drugiej? Bo to musi mieć jakiś mechanizm weryfikacji, inaczej możemy sobie tłumaczyć cokolwiek jak cokolwiek.
Ja to weryfikuję przez powtarzalność. Tzn. jeśli w kilku różnych sesjach dostaję podobny materiał przy tej samej intencji, to coś tam jest. Notowałam to przez kilka miesięcy i faktycznie są wzorce. Ale nie twierdzę że to dowód na cokolwiek - po prostu mi to mówi że warto drążyć w tym kierunku.
To co Mandragorka mówi o notatkach i odstępie czasu jest dla mnie bardzo pomocne, nie myślałam o tym w ten sposób wcześniej! Ale chcę zapytać - jak długi powinien być ten odstęp? Tzn. czy interpretować to samo dzień później, tydzień? Czy to w ogóle ma znaczenie?
A ja mam pytanie do Kunisi - wspomniałaś że notowałaś wzorce przez kilka miesięcy. Czy te wzorce dotyczyły treści wizji, wrażeń somatycznych, myśli? Bo to chyba ważne co konkretnie powtarzało się w twoich sesjach.
Ale czy wykluczyłaś że te powtarzające się obrazy to po prostu twoje stałe skojarzenia i wzorce myślowe zakodowane głębiej? Tzn. niekoniecznie coś 'zewnętrznego' tylko twój własny umysł działający spójnie, bo to on robi w kółko to co umie robić?
Mam poczucie że troche odchodzimy od samej percepcji w kierunku filozofii co jest co. Mnie bardziej interesuje praktyczna strona - jak zmienia się percepcja w trakcie samej medytacji. Tzn. ta zmiana że nagle wszystko jest bardziej wyraziste albo odwrotnie jakby z oddalenia. Ktos to obserwował?
Ten efekt z dźwiękami to bardzo charakterystyczne. U mnie podobnie dzieje się z poczuciem własnego ciała - jest moment gdzie przestaję czuć granicę między sobą a miejscem w którym siedzę. To brzmi dziwnie ale jest bardzo konkretne i powtarzalne. Zastanawiam się czy to jest właśnie ten próg zmiany stanu o którym Kunisia pisała na początku.
To jest dobre pytanie Wierzbino - czy jest sygnał. U mnie jest, ale bardzo delikatny. Coś jakby lekkie zwolnienie myśli, takie że przestają się 'czepiać' kolejnych tematów. I potem jakby się wchodziło w inny rejestr. Ale to nie jest coś co można zaplanować, raczej zauważam to retrospektywnie że 'no, właśnie to było to przejście'.
To porównanie z wodą jest dobre. W starszych tekstach o kontemplacji często pojawia się motyw lustra - umysł jako lustro które pokazuje rzeczywistość dopiero gdy przestaje się trząść. Ale mnie wróćmy do pytania Perydotki bo ona pyta o coś konkretnego - czy jest jakaś technika na sam próg, na ten moment przejścia? Kunisiu, ty obserwowałaś wzorce - czy zaobserwowałaś też coś stałego w tym jak wchodzisz?
Tak, jest jedna rzecz którą zaobserwowałam i zaskoczyła mnie. To nie jest technika oddechowa ani żadna wizualizacja. Moment przejścia u mnie bardzo często zbiega się z chwilą kiedy przestaję 'starać się medytować'. Dosłownie - kiedy rezygnuję z pilnowania czy robię to dobrze. I to jest frustrujące bo nie da się tego zaplanować jako techniki, bo jak tylko próbujesz przestać się starać, to nadal się starasz.
Kunisiu, to jest niesamowite co piszesz bo to jest jak paradoks! Tzn. jak to w ogóle działa w praktyce? Bo rozumiem logicznie, ale jak można nauczyć się czegoś co się nie da zaplanować? Przepraszam jeśli pytanie jest głupie ale naprawdę chcę zrozumieć 🙂
Słucham tej rozmowy i mam jedno sceptyczne pytanie. Czy wy nie opisujecie po prostu zwykłego efektu relaksacji? Tzn. każdy kto się głęboko zrelaksuje będzie miał zmienione poczucie ciała, inne odczuwanie dźwięków itd. Po co przypisywać temu dodatkowe warstwy znaczeniowe? Pytam serio, nie złośliwie.
Zgadzam się z Dobrusią. Poza tym - w relaksacji zazwyczaj treść myśli się nie zmienia jakoś znacząco, po prostu jest ich mniej. A to co Kunisia opisywała z wracającymi obrazami i metaforami niezależnie od nastroju - to nie brzmi jak relaksacja, to brzmi jak dostęp do czegoś bardziej stałego.
Ja chcę się odnieść do tej kwestii dźwięków bo wspomniałam o tym wcześniej. To co mam to jest właśnie ta ostrość przy jednoczesnym oddaleniu i to nie jest dla mnie przyjemne rozluźnienie, to jest jakby inny sposób słyszenia. Jakby dźwięki miały inną teksturę. Czy ktoś inny tak to czuje, że to jest aktywne a nie pasywne?
Słucham tej dyskusji i mam wrażenie że wy wszyscy opisujecie trochę inne stany i przypisujecie im tę samą nazwę. Tzn. Slonecznica mówi o dźwiękach, Rusalka o dotyku, Astral o granicy ciała - to mogą być różne warianty zmiany percepcji a nie to samo zjawisko. Czy rozumiecie co mam na myśli?
To co sugerujesz jest spójne z tym co opisywał John Lilly przy swoich badaniach nad izolacją sensoryczną - że dominujący kanał percepcji zostaje 'wyłączony' najpóźniej i generuje ostatnie sygnały przed wejściem w głębszy stan. Ale nie wiem czy to przekłada się wprost na medytację, tam mechanizm jest inny bo bodźce zewnętrzne nie są usuwane.
To pytanie o filtrowanie jest według mnie kluczowe dla całego wątku. Tzn. jeśli nasza normalna percepcja to nie jest 'surowa rzeczywistość' tylko zawsze już przefiltrowana - a to jest dość dobrze osadzone w neurokognitywistyce - to medytacja może po prostu zmieniać który filtr jest aktywny. A nie daje nam dostępu do 'prawdziwszej' rzeczywistości. Chociaż to zależy co rozumiemy przez prawdziwszą.
Właśnie to. Dla mnie największa zmiana nie polegała na tym że zaczęłam widzieć 'prawdziwiej' tylko na tym że zaczęłam zauważać że w ogóle filtruję. To brzmi banalnie ale to jest zupełnie inna jakość codziennego funkcjonowania.
No właśnie, Zenek trafił w to co mnie tu od początku trochę uwiera. Czy to nie jest trochę pułapka? Im bardziej analizujesz własne postrzeganie, tym bardziej tracisz grunt pod nogami.
U mnie to nie było jedno zdarzenie, bardziej seria małych momentów kiedy pytanie samo opadało. Nie dlatego że odpowiedziałem, tylko że chwilowo przestawało być ważne. I po fakcie widzę że to coś zmieniło.
Mnie to ciekawy wątek ale chce wrucić do tego co Pentagrama pisała wcześniej o różnych zmysłach. Czy ktoś zauwazył że to się zmienia z czasem praktyki? Tzn. że na początku dominował jeden zmysł a potem się to wyruwnoważyło?
Ja mam odwrotnie - zaczynałam od silnych odczuć cielesnych i trochę się bałam, teraz bardziej wyciszone ale dźwięki zostały. Ciekawi mnie czy to ma jakieś znaczenie czy to jest zupełnie losowe.
Ten moment 'nieswojości' to jest coś o czym rzadko się mówi wprost przy medytacji. Większość opisów skupia się na spokoju i wyciszeniu, a ten etap dezorientacji jest chyba dość powszechny i ludzie się nim nie dzielą bo myślą że coś źle robią.
Miałam podobnie i rzeczywiście nie wiedziałam czy to normalne. Moje pierwsze skojarzenie było że może za długo siedzę albo za rzadko. Ale to minęło bez zmieniania czegokolwiek więc chyba faktycznie jest jakimś etapem.
Warto zaznaczyć że to co Slonecznica opisuje - zanikanie granic ciała - jest udokumentowane zarówno w praktykach kontemplacyjnych jak i w badaniach neuronaukowych jako charakterystyczne dla pewnych stanów medytacyjnych. To nie jest błąd tylko cecha stanu. Pytanie jest raczej o to co z tym doświadczeniem robisz - czy je integrujesz czy od niego uciekasz.
Ja też nie rozumiem co znaczy integracja doznań. Czy chodzi o to żeby o tym porozmawiać, zapisać, czy coś zrobić fizycznie? Pytam bo słyszę to często i zawsze trochę mgliście.
