Właśnie nad tym siedzę od jakiegoś czasu w notatkach i mam wrażenie że to jest nierozerwalne. Ale z drugiej strony - mam zapisane sesje gdzie byłam spokojniusieńka po wszystkim, a percepcja była zupełnie bez zmian. I sesje gdzie byłam rozedrgana, a patrzyłam na zwykłe rzeczy jak... hmm. Jak gdyby miały więcej warstw. Więc to jednak coś innego.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może naiwne ale szczere - jak wy w ogóle wiecie że wasze postrzeganie się zmienia, a nie że po prostu jesteście zmęczone albo rozrelaksowane? Serio pytam, nie żebym podważała, ale sama nie potrafię tego odróżnić.
Dzięki Perydotka że to tak prosto opisałaś, bo naprawdę mi to pomogło! Ja właśnie nie umiałam odróżnić czy to 'prawdziwa' zmiana czy po prostu jestem wypoczęta. I to porównanie z kąpielą to super pomysł, spróbuję tak poobserwować. A to 'spokojne wyostrzenie' to ja też chyba znam, tylko nie umiałam tego nazwać!
To co mówi Slonecznica o tym że uwaga jest 'inaczej ustawiona' - czy to jest coś co wy aktywnie robicie podczas medytacji, czy samo przychodzi? Bo ja na przykład całe sesje próbuję tę uwagę gdzieś ukierunkować i mam wrażenie że to właśnie jest ta bariera przed jakąkolwiek zmianą.
Agnisia, tu masz całkowicie naturalny problem i nie ma co się bać że to wyjątek. Ale mam pytanie - kiedy głowa odpływa po zakupy, to co robisz? Wracasz siłą czy jakoś inaczej? Bo to może być ważne w tym co opisujesz.
Pozwolę sobie wejść w ten wątek bo to jest dokładnie ten punkt gdzie różne tradycje medytacyjne się rozchodzą. Agnisia opisuje coś co w vipassanie nazywa się rozróżnieniem między 'prawdziwym obserwowaniem' a 'kontrolowaniem'. I ciekawi mnie jedno - czy te momenty gdy uwaga odpływa po zakupy, to potem wracasz i percepcja jest jakaś szczególna, czy raczej tylko frustracja?
Wchodzę bo czytam od dawna i właśnie to co Kabalista pisze mnie zastanawia. Czyli to odpłynięcie myślami to nie jest zawsze porażka? Bo ja zawsze myślałam że jak mi głowa odlatuje to już ta medytacja jest stracona i właściwie po co kontynuować.
Ale czy ten powrót po odpłynięciu wiąże się u kogoś ze zmianą percepcji? Bo czytam tę dyskusję i mam wrażenie że może właśnie te momenty 'przebudzenia' w trakcie sesji, kiedy nagle zdajesz sobie sprawę że byłaś gdzie indziej, to są właśnie te punkty gdzie coś się zmienia w tym jak potem widzisz rzeczy.
Zanim pójdziemy dalej z tymi mikroprzebudzeniami - chcę się upewnić że mówimy o tym samym. Bo jest ważne rozróżnienie między momentem kiedy zauważasz odpłynięcie myślami, a momentem gdzie naprawdę zmienia się jakość postrzegania rzeczywistości. To pierwsze to mechanika praktyki, to drugie to już inny poziom. Czy ktoś może opisać konkretnie jak to drugie wygląda u siebie?
U mnie coś zostało, ale nie wiem czy to percepcja. Widzę że reaguje inaczej na rzeczy które wcześniej mnie automatycznie wkręcały. Ale czy to jest zmiana jak 'widzę świat inaczej' czy raczej 'mam więcej czasu między bodźcem a reakcją'? To drugie brzmi mniej ezoteryczne ale może bardziej trafne.
Słucham tej dyskusji o tym co zostaje a co mija i mam wrażenie że może szukamy jednej odpowiedzi gdzie są dwie. Część rzeczy zostaje jako nowy nawyk uwagi, a część to naprawdę inne odczuwanie świata. U mnie po kilku latach to są zupełnie inne kategorie doświadczeń. Ale żeby to poczuć różnicę to chyba potrzeba czasu, nie jednej czy dziesięciu sesji.
Sprawdziłem notatki z ostatnich kilku tygodni i faktycznie - mam zapisane ile razy wracałem po odpłynięciu w każdej sesji. Patrząc na to teraz widzę że sesje gdzie wróciłem wiele razy wcale nie wypadają gorzej jeśli chodzi o to co działo się po. Może nawet lepiej. To dość konkretne, Pentagrama miała rację.
To co Zenek zebrał empirycznie jest bardzo cenne, bo większość ludzi kończy sesję i nie ma żadnego punktu odniesienia. Mam pytanie do całej grupy - czy ktoś z was próbował zapisywać nie tylko co się działo w trakcie, ale też jak wyglądała percepcja w ciągu kilku godzin po? Bo to jest według mnie niedoceniany kawałek tej układanki.
Właśnie to co Mandragorka mówi jest zbieżne z moimi notatkami. Najciekawsze rzeczy działy się nie zaraz po, ale po jakimś spacerze albo zupełnie banalnej czynności. Jakby umysł potrzebował czegoś prostego żeby 'przetworzyć'. Nie wiem jak to inaczej nazwać.
To co Rusalka sugeruje jest bliskie temu jak opisuje się to w niektórych tradycjach kontemplatywnych - że formalna praktyka to tylko jedna noga, a druga to właśnie sposób bycia w ciągu dnia. Ale chcę zapytać konkretniej: kiedy Zenek mówi o spacerze, to czy chodzi o to że spacer był bez telefonu, bez myślenia o czymś konkretnym? Bo to jest istotna różnica.
Słucham tego i mam inne podejrzenie. Może to nie jest co robisz między, tylko że po prostu część sesji potrzebuje dłuższego czasu żeby 'opaść'. Jak kamień wrzucony do wody - fale są przez chwilę, ale dno się muliło przez dłużej. Nie wiem czy to dobra metafora ale u mnie tak to czuję.
Ojej, to może ja mam za małą próbkę żeby w ogóle cokolwiek oceniać 🙂 Słucham was i zaczynam myśleć że te kilka tygodni to naprawdę za mało. Ale Czeremchaa pytasz dokładnie o to co ja chciałam zapytać - jak w ogóle wiedzieć że coś się zmienia jeśli nie masz punktu odniesienia?
A ja mam inne pytanie bo siedzę tu od początku i wciąż mi coś nie daje spokoju. Wszyscy mówią o 'zmianie percepcji' ale nikt nie powiedział wprost - zmiana w stosunku do czego? Do tego jak widzieliście rzeczy przed praktyką? Bo może przed też była jakaś percepcja tylko inna, i skąd wiadomo że ta po jest 'prawdziwsza'?
Wchodzę bo mam coś co może pasować. Miałem długi okres kiedy sesje były właśnie takie - nic, płasko, pusto. I po jakimś czasie zorientowałem się że to był moment kiedy najbardziej zmieniło się to jak śpię i jak budzę się rano. Jakby ta pustka w medytacji robiła miejsce gdzieś indziej. Nie twierdzę że tak jest u wszystkich, ale u mnie to był wyraźny wzorzec.
Zatrzymajmy się na chwilę przy tym wątku ze snami i szarymi sesjami, bo to jest na granicy tematu i chcę się upewnić że nie gubimy sedna. Pytanie do Zenka, Kunisi i Mandragorki razem: czy wasza obserwacja tego co zostaje w ciągu dnia - ta zmiana percepcji o której rozmawiamy od początku - dotyczy też dni po takich 'płaskich' sesjach? Bo to mogłoby coś powiedzieć o tym czy jakość sesji w ogóle ma znaczenie dla tego co nas tutaj interesuje.
Zenek, Mandragorka - to rozróżnienie na 'ostrzej' i 'szerzej' jest dla mnie ważne i chciałem się tu zatrzymać, bo to może być klucz do pytania Grazynki sprzed kilku postów. Jeśli percepcja zmienia się nie w jeden, ale w kilka różnych sposobów, to może pytanie 'w stosunku do czego' jest źle postawione. Nie ma jednego punktu odniesienia - jest wiele możliwych ustawień. Ale zanim pójdę dalej z tym: Kunisia, czy twoje notatki z tych 'szarych sesji' pokazują który z tych trybów jest wtedy dominujący, czy raczej żaden?
