Chciałam zapytać o coś, co ostatnio mnie bardzo zastanawia. Medytuję od jakiegoś czasu i zaczęły mi się przydarzać dziwne rzeczy - takie wrażenie jakby coś 'pęka' w środku podczas siedzenia w ciszy, czasem płaczę bez powodu, raz miałam takie silne uczucie ciepła w klatce piersiowej że aż się przestraszyłam. Czy to normalne? Czytałam gdzieś że to mogą być znaki przebudzenia duchowego ale nie wiem czy nie przesadzam z interpretacją. Czy ktoś z was miał podobne doświadczenia podczas medytacji?
To co opisujesz z tym ciepłem w klatce piersiowej to bardzo charakterystyczny objaw otwierania się czakry serca. Płakanie bez powodu też - to nie jest nic złego, to często uwolnienie czegoś co siedziało głębiej. Mnie też to spotkało na początku i byłam przestraszona, ale z czasem zrozumiałam że to część procesu. Powiedz mi - jak długo siedzisz w tej ciszy, bo to może mieć znaczenie?
Z przebudzeniem duchowym to bym ostrożnie. Nie każde głębsze doświadczenie w medytacji to od razu przebudzenie - to słowo jest bardzo nadużywane w naszych kręgach. Renia60, jaką technikę stosujesz? Bo to co opisujesz może być po prostu głębszą relaksacją i uwolnieniem napięć z ciała, niekoniecznie czymś mistycznym.
Ale właśnie o to chodzi - skąd ta granica między 'zwykłą' zmianą a przebudzeniem? Bo jeśli myślimy o tym poważnie, to przebudzenie nie musi być jakimś błyskiem światła i trąbami anielskimi. Często przychodzi właśnie przez te stopniowe rzeczy, które opisuje Renia60. To mniejsza reaktywność, to inne postrzeganie, to uwolnienie emocji - to są klasyczne opisy z tradycji kontemplacyjnych. Dominik84, co twoim zdaniem odróżniałoby jedno od drugiego?
Ja nigdy nie medytowałam tak regularnie i teraz się zastanawiam czy nie spróbować... Ale to co opisuje Renia60 z tym płakaniem trochę mnie przeraża szczerze mówiąc. Czy to nie jest oznaka że coś złego się dzieje zamiast dobrego?
Wchodząc w to z innej strony - w tradycji słowiańskiej ta praca z ciszą i wnętrzem nie była oddzielona od pracy z przyrodą i cyklem roku. Ludzie nie siedzieli zamknięci w pokoju, wchodzili w kontakt z żywiołami, z miejscem, z przodkami. Zastanawiam się czy te doświadczenia które opisujesz Renia60 nie byłyby głębsze gdyby medytacja miała jakiś kontekst, jakiś fundament poza samym oddechem?
Czytam ten wątek z uwagą i chcę powiedzieć jedno - doświadczenia są doświadczeniami, ale ich interpretacja to już nasza własna narracja. Renia60, to co opisujesz może być przebudzeniem, może być głębokim odprężeniem, może być uwalnianiem traum, może być kilkoma rzeczami naraz. Warto obserwować z dystansem bez przyklejania etykietek zbyt szybko. Pytanie, które bym zadała: czy te stany są przyjemne, neutralne czy może też bywają niepokojące?
Przepraszam że się wtrącę z boku - czy kamienie mogą pomagać w takich doświadczeniach podczas medytacji? Słyszałem że ametyst pomaga w medytacji ale nie wiem czy to ma jakieś przełożenie na te głębsze stany o których mówicie.
Wracając do tego co Renia60 opisuje - czy to uczucie 'pęknięcia' w środku nie jest aby właśnie doświadczeniem o którym mówią ludzie po długich retritach? Czytałam że na intensywnych odosobnieniach te rzeczy przychodzą szybciej i mocniej. Mam taką teorię że im rzadziej medytujemy tym wolniej i łagodniej to przychodzi, a codzienność po prostu spowalnia ten proces. Macie inne zdanie?
Ja w sumie nie wiem nic o medytacji ale słucham i mam pytanie - skąd wiadomo że to 'przebudzenie' a nie po prostu... no nie wiem, może ktoś jest przemęczony albo ma wahania ciśnienia? Serio pytam bo znam osoby które miały podobne objawy i okazało się że to kwestia zdrowotna.
Słucham całej tej rozmowy i chcę dodać jeden istotny element którego brakuje. Mówicie o objawach, o przebudzeniu, o znakach - ale nikt nie zapytał czemu to ma służyć. Przebudzenie duchowe bez żadnego kierunku to jak otwieranie drzwi bez wiedzy co jest po drugiej stronie. Renia60, czy masz jakiegoś nauczyciela, grupę, cokolwiek co daje ramy temu co przeżywasz? Bo sama interpretacja własnych doświadczeń może prowadzić w różne strony.
Właśnie o to chodzi - 'dzieje się samo' to może być piękne, ale też niebezpieczne. Bez intencji i bez zrozumienia dokąd to prowadzi, można dryfować. Ktoś musi w końcu zapytać - co chcesz z tym zrobić? Lepiej funkcjonować w codziennym życiu? Zgłębiać duchowość jako taką? Bo to są różne ścieżki i wymagają różnego podejścia.
Spokój tak, zdecydowanie. Ale też właśnie to - więcej pytań niż wcześniej. Kiedyś żyłam z przekonaniem że wiem jak działa moje życie, a teraz jakby niektóre pewności się rozluźniły. To nie jest nieprzyjemne, ale dziwne.
To co opisujesz Renia60 z tymi rozluźniającymi się pewnościami - to w pracy z czakrami wiąże się często z otwieraniem się czakry serca lub trzeciego oka. Pytanie tylko czy te doświadczenia czujesz bardziej w klatce piersiowej, głowie, czy gdzieś indziej w ciele? To nie jest pytanie dla samego pytania, naprawdę to zmienia interpretację.
Ma i duże. Klatka piersiowa plus czoło to dość klasyczne wskazanie na czakrę serca i ajna. Ale nie chcę od razu przyklejać etykietek - to są obserwacje, nie diagnoza. Jak długo te odczucia utrzymują się po medytacji?
Właśnie chciałam zapytać o to samo co Hazel74 - czy to zostaje po wyjściu z medytacji czy zanika szybko? Bo czytałam że jeśli takie odczucia trwają godzinami to to może być właśnie znak że coś się rzeczywiście otwiera na dłużej, a nie tylko chwilowy stan skupienia.
Wracając do mojego wcześniejszego wątku bo Renia60 pytała skąd czerpię - głównie ze źródeł etnograficznych, kilka lat temu zacząłem poważniej grzebać w materiałach Moszyńskiego i innych badaczy. Ale to co mnie tu bardziej zastanawia - czy ta potrzeba lasu i wody którą opisujesz pojawiła się przed intensywniejszą medytacją czy po?
Bo kolejność jest ważna. Jeśli medytacja rozbudziła tę potrzebę kontaktu z żywiołami, to sugeruje że twoje wnętrze szuka zakorzenienia - czegoś co zrównoważy to co się otwiera w środku. To nie jest przypadkowe.
Słucham tej rozmowy i trochę mi się wszystko miesza - czakry, żywioły, przebudzenie. Czy to są różne rzeczy czy mówicie o tym samym tylko różnym językiem? Serio nie wiem jak to pogodzić.
Mam pytanie do Augur08 bo go nie rozwinął - wspominałeś wcześniej że znasz osoby które miały intensywne doświadczenia już po kilku tygodniach. Co to były za doświadczenia? Pytam bo zbieram jakiś obraz tego czym to w ogóle bywa, żeby lepiej rozumieć co Renia60 opisuje.
To z tym wypadaniem z ciała to mnie trochę niepokoi jak słyszę. Rozumiem że to pewnie normalnie w tym kontekście, ale skąd wiadomo gdzie jest granica między duchowym doświadczeniem a czymś co wymaga pomocy, no nie wiem, psychologa albo lekarza? Naprawdę pytam, bo nie chcę umniejszać ale i nie chcę żeby ktoś coś przeoczył.
Słucham tego i myślę czy ja w ogóle chciałabym czegoś takiego doświadczyć. Moje pulsowanie w czole i ciepło w dłoniach to przy tym drobiazg. Ale mam pytanie do kogokolwiek kto wie - czy takie rzeczy jak wypadanie z ciała można jakoś wywołać świadomie, czy to po prostu przychodzi samo i nie ma się na to wpływu?
Odpowiem Renii bo to ciekawe pytanie. Różne tradycje mają różne zdanie - jedni mówią że można wypracować, inni że to kwestia predyspozycji. Ale z mojego doświadczenia z medytacją ciała: bardziej liczy się to co ty opisujesz, czyli te subtelne odczucia które zauważasz i z którymi pracujesz. One są może mniej spektakularne, ale dużo trwalsze i bezpieczniejsze jako fundament.
A ja mam może głupie pytanie, ale serio nie rozumiem - kiedy mówicie 'układ nerwowy' to jesteście po stronie naukowej czy duchowej? Bo mam wrażenie że te dwa języki cały czas się mieszają w tej rozmowie i nie wiem na którym gruncie stoicie.
W sumie Celestia dotknęła czegoś ważnego. W pracy z runami też to widzę - ludzie często pytają czy runy 'naprawdę działają' czy to tylko psychologia. Jakby to był wybór. A tymczasem może pytanie jest źle postawione. Renia60, mam do ciebie pytanie - jak ty sama na to patrzysz? Czy szukasz wyjaśnienia tego co czujesz, czy bardziej interesuje cię samo doświadczenie?
To co Renia60 mówi o analizie w trakcie - to jest klasyczny mechanizm. Rozum i intuicja współzawodniczą o uwagę i rozum prawie zawsze wygrywa jeśli mu na to pozwolisz. Stąd między innymi mantra, skupienie na oddechu i inne techniki - nie po to żeby było pięknie, tylko żeby dać umysłowi zajęcie i nie blokować reszty.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że wszyscy opisujecie podobne doświadczenia tylko różnymi słowami. Ja w tarocie mam kartę Wysokiej Kapłanki która dla mnie zawsze kojarzy się z tym właśnie stanem - taką przestrzenią między. Nie wiem czy to tu pasuje ale to mi pierwsze przyszło do głowy.
