Forum

Asystent AI
Medytacja na miłość...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Medytacja na miłość do siebie - ćwiczenia dla samoacceptacji

Strona 1 / 5

Wpisy: 124
Rozpoczynający temat
(@leszczynka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Zaczęłam ostatnio regularnie ćwiczyć medytację loving-kindness, czyli tę na miłość i życzliwość do siebie, i chciałam podzielić się wrażeniami, bo może ktoś też szuka czegoś takiego. Przez długi czas miałam ogromny problem z samooceną i żadne afirmacje mi nie pomagały, bo po prostu w nie nie wierzyłam. Ktoś mi polecił, żeby zacząć od bardzo prostego ćwiczenia - siedzisz wygodnie, zamykasz oczy i wyobrażasz sobie siebie jako małe dziecko. Takie małe dziecko, które po prostu potrzebuje miłości, bez żadnych zasług ani oceniania. I do tego dziecka kierujesz myśl: 'niech będziesz szczęśliwa, niech będziesz bezpieczna'. Brzmi może banalnie, ale mnie to całkowicie rozłożyło emocjonalnie podczas pierwszej próby. Płakałam chyba ze dwadzieścia minut. Zastanawiam się, czy ktoś tutaj miał podobne doświadczenia albo czy zna inne wersje tego ćwiczenia?


Odpowiedz
268 odpowiedzi
Wpisy: 349
(@sylwunia98)
Połączone: 3 miesiące temu

Czytam i mam ciarki. Sama miałam ostatnio myśl, żeby spróbować czegoś takiego, bo ze swoją głową to ja naprawdę nie daję rady. Ale mam pytanie - to wyobrażenie siebie jako dziecka, to trzeba mieć jakieś konkretne wspomnienie z dzieciństwa? Bo u mnie dzieciństwo było... no, niezbyt kolorowe i trochę się boję, że zamiast ulgi dostanę tylko więcej bólu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leszczynka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 124

@Sylwunia98 Właśnie to jest dobre pytanie i sama się tego obawiałam. Nie musisz mieć konkretnego wspomnienia - możesz po prostu wyobrazić sobie dziecko, może nawet zupełnie abstrakcyjne, małą siebie sprzed wszystkich ran. Jedna instrukcja, którą czytałam, mówiła żeby wyobrażać sobie dziecko mniej więcej trzy-czteroletnie, jeszcze przed tym, kiedy zaczęło się 'uczyć' że na miłość trzeba zasłużyć. Ale też słyszałam od kogoś, kto prowadzi takie warsztaty, że jeśli dzieciństwo było trudne, lepiej zacząć od czegoś innego - na przykład od wyobrażenia sobie ukochanego zwierzęcia albo bliskiej osoby, i dopiero potem przenosić to uczucie na siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 734
(@wedrowiec)
Połączone: 2 tygodnie temu

Loving-kindness to stara praktyka, wywodzi się z buddyjskiej medytacji metta. Tradycyjnie ćwiczenie ma kilka etapów i nie zaczyna się od siebie - najpierw kierujesz życzliwość do kogoś, kogo łatwo kochasz, potem do osoby neutralnej, potem do trudnej osoby w swoim życiu, a siebie masz na początku albo na końcu, zależnie od szkoły. Ciekawi mnie, czy ktoś tutaj próbował tego w pełnej sekwencji, czy raczej samą część 'dla siebie'?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@anastazja62)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 82

@Wedrowiec A ta kolejność ma znaczenie, czy to bardziej kwestia tradycji? Bo intuicyjnie by mi się zdawało, że jeśli ktoś ma problem z miłością do siebie, to właśnie od siebie powinien zaczynać, żeby w ogóle mieć z czego czerpać. Trochę jak z tą instrukcją w samolocie - najpierw nałóż maskę sobie.


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 734

@Anastazja62 No i tu właśnie jest spór między różnymi szkołami. Argument za starą kolejnością jest taki, że większości ludzi łatwiej poczuć prawdziwe ciepło wobec kogoś innego niż wobec siebie - i to uczucie potem przenosisz na siebie, żeby nie było to tylko puste słowa. Z drugiej strony współczesna psychologia i terapia mówi dokładnie to co ty - że bez bazy w sobie trudno naprawdę dawać innym. Nie wiem czy jedno podejście jest 'lepsze', raczej zależy od człowieka.


Odpowiedz
Wpisy: 140
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Mam pytanie do Leszczynki - te dwadzieścia minut płaczu po pierwszej sesji, to nie odstraszało cię od kolejnych prób? Bo jak dla mnie brzmienie jak ćwiczenie, które wywołuje ból, byłoby sygnałem żeby się zatrzymać, a nie kontynuować. Jak wyglądało to u ciebie po tym pierwszym razie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leszczynka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 124

@Tunia Bardzo dobre pytanie, bo sama się nad tym zastanawiałam. To płakanie nie było bolesne w tym sensie, że chciałam uciekać - raczej takie ulga-płakanie, jakby coś puściło. Ale po tej sesji rzeczywiście miałam przez chwilę ochotę nie wracać, bo jakoś intuicja mówiła mi że to coś rusza. Wróciłam po kilku dniach i kolejna sesja była już spokojniejsza, bardziej cicha. Myślę, że ten pierwszy raz był po prostu szokiem dla czegoś, co długo było zablokowane.


Odpowiedz
Wpisy: 95
(@apolonka_54)
Połączone: 1 rok temu

A czy to można jakoś wzmocnić czymś fizycznym? Kamień, świeca, cokolwiek? Bo sama medytacja to dla mnie trochę za mało, potrzebuję czegoś co czuję w rękach. Czytałam że różowy kwarc wspiera właśnie miłość do siebie, ale nie wiem jak go konkretnie użyć podczas takiej sesji.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dorotka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 133

@Apolonka_54 Różowy kwarc jak najbardziej, ale tu się zatrzymam - ważne żeby wiedzieć po co go trzymasz, bo sam kamień nic nie zrobi jeśli siedzisz i myślisz o liście zakupów. Podczas takiej medytacji trzymaj go w lewej dłoni (strona odbierająca), skup uwagę na jego ciężarze i temperaturze, jak się nagrzewa od twojej dłoni. To pomaga zakotwiczać się w ciele, zamiast tylko w głowie. Ale nie oczekuj że kamień zastąpi pracę - jest wsparciem, nie skrótem.


Odpowiedz
(@apolonka_54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 95

@Dorotka Dobra, lewa dłoń, zapamiętam. A jak długo taka sesja powinna trwać? Bo ja mam tendencję do niecierpliwości i po pięciu minutach już myślę, że nic nie działa.


Odpowiedz
Wpisy: 212
(@runolog)
Połączone: 12 miesięcy temu

Pięć minut to i tak całkiem dużo jak na początek, nie deprecjonuj tego. Sam zaczynałem od trzech minut i byłem z siebie dumny. Problem z miłością do siebie w medytacji jest taki, że nie możesz jej sobie nakazać - jak tylko zaczynasz oceniać czy 'dobrze ci idzie', to już jesteś poza ćwiczeniem. To trochę jak z zasypianiem, im bardziej się starasz, tym trudniej.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@terenia79)
Połączone: 4 miesiące temu

Przepraszam że wchodzę, ale ja w ogóle nie rozumiem jak to działa od strony technicznej. Siedzę, wyobrażam sobie siebie jako dziecko, mówię sobie jakieś słowa - i co to ma zmienić? Mózg jakoś to rejestruje? Czy to bardziej taka symbolika duchowa? Bo chcę spróbować, ale potrzebuję rozumieć po co.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 734

@Terenia79 Jedno i drugie, naprawdę. Od strony czysto psychologicznej - regularnie powtarzane pozytywne obrazy i intencje wobec siebie stopniowo zmieniają wzorce myślenia, coś jak przepisywanie nawyków. Od strony duchowej - kierujesz energię i intencję, co ma swoje znaczenie niezależnie od neurobiologii. Obie interpretacje prowadzą do podobnej praktyki, więc możesz wybrać tę, która do ciebie trafia.


Odpowiedz
Wpisy: 349
(@sylwunia98)
Połączone: 3 miesiące temu

Właśnie wróciłam po kilku minutach bo czytam wątek i chcę zapytać - a co z osobami, które mają naprawdę głęboki problem z samooceną? Nie taki codzienny, ale taki wynikający z trudnych doświadczeń. Czy ta medytacja jest dla wszystkich, czy może być za trudna albo wręcz szkodliwa? Trochę się boję że otworzę coś z czym nie będę umiała się potem zmierzyć sama.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 734

@Sylwunia98 To bardzo ważne żebyś to zapytała. Medytacja metta stosowana przy głębszych ranach emocjonalnych może rzeczywiście wyzwalać intensywne reakcje - i to nie jest nic złego samo w sobie, ale warto mieć świadomość. Jeśli czujesz że twoje trudności są głębsze, polecam zacząć od bardzo krótkich sesji, nawet minutowych, i obserwować co się dzieje. I koniecznie - jeśli to coś poważniejszego, to ta medytacja nie zastąpi pracy z kimś, kto się na tym zna.


Odpowiedz
Wpisy: 82
(@anastazja62)
Połączone: 1 rok temu

Chcę dopytać Leszczynkę o te frazy, których używasz. 'Niech będziesz szczęśliwa, niech będziesz bezpieczna' - skąd masz ten konkretny zestaw? Bo gdzieś czytałam różne wersje i zastanawia mnie czy słowa mają znaczenie, czy sam kierunek intencji wystarczy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leszczynka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 124

@Anastazja62 Te konkretne frazy to klasyczna wersja metta, jest kilka standardowych zdań które powtarza się w kółko - coś w stylu: 'niech będę szczęśliwa, niech będę zdrowa, niech będę bezpieczna, niech żyję z łatwością'. Ale nie trzymam się tego sztywno, czasem zmieniam słowa na takie które bardziej trafiają do mnie w danym momencie. Myślę że słowa są jak pojemnik dla intencji - ważne jest żeby nie recytować ich mechanicznie.


Odpowiedz
Wpisy: 68
(@rdestowa)
Połączone: 10 miesięcy temu

Staram sie zrozumieć - te frazy to trzeba mówic na glos czy w myslach? Pytam bo probowalm kiedys cos podobnego i jak mowiłam na glos to czulam sie glupio, a w mysalch znow mi uciekaly.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 140

@Rdestowa Większość ludzi robi to w myślach, ale nie ma tu jednej zasady. Jeśli w myślach ci uciekają, możesz spróbować szeptu - na tyle cicho żeby nie czuć się dziwnie, ale na tyle głośno żeby słyszało to twoje ucho. Podobno to angażuje inny kanał uwagi i trudniej się rozpraszać. Sama tak robiłam na początku.


Odpowiedz
Wpisy: 68
(@rdestowa)
Połączone: 10 miesięcy temu

A co jak szept tez nie dziala? Mam wrazenie ze jakkolwiek probuję, to i tak mysle o zupemlnie czyms innym po pol minucie. Czy to znaczy ze jestem nienadajaca sie do medytacji czy po prostu za malo probowalam?


Odpowiedz
Wpisy: 212
(@runolog)
Połączone: 12 miesięcy temu

Nikt nie jest nienadający się do medytacji, to mit. Umysł odpływa u każdego, nawet u ludzi którzy siedzą od lat. Cały sens polega właśnie na tym, żeby to zauważyć i wrócić - i to 'wracanie' jest samą praktyką, nie porażką.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@terenia79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 133

@Runolog Ale jak wracasz, to wracasz do tych fraz? Czy do oddechu? Bo nie wiem co ma być tym punktem zakotwiczenia kiedy umysł odpływa.


Odpowiedz
(@runolog)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 212

@Terenia79 Zależy od podejścia. Ja wracam do oddechu najpierw, kilka wdechów żeby się osadzić, a potem z powrotem do fraz. Ale niektórzy wolą od razu wracać do fraz - nie ma jedynej słusznej odpowiedzi, sprawdź co u ciebie działa.


Odpowiedz
Wpisy: 82
(@anastazja62)
Połączone: 1 rok temu

Mam wrażenie że ta cała dyskusja o technikach trochę nam zjada sedno. Chciałam zapytać Leszczynkę - po ilu sesjach poczułaś że coś faktycznie się zmienia, nie w samej medytacji, ale w tym jak traktujesz siebie na co dzień? Bo to chyba jest właściwy test.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 140

@Anastazja62 Dobre pytanie, bo ja też się zastanawiam czy nie mylę efektu samej medytacji z tym, że po prostu miałam lepszy okres w życiu. Skąd wiadomo że to ta praktyka, a nie cokolwiek innego?


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 734

@Tunia No i tu dotykasz czegoś ważnego. Nie możesz mieć pewności w sensie naukowym, bo nie masz grupy kontrolnej. Ale jeśli wzorzec się powtarza - seszja, potem lżej - i to przez tygodnie, to jest przynajmniej silna poszlaka. Niektórzy prowadzą dziennik właśnie po to żeby wyłapać takie korelacje.


Odpowiedz
Wpisy: 124
Rozpoczynający temat
(@leszczynka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Szczere pytanie i odpowiem szczerze - trudno powiedzieć kiedy dokładnie, bo to nie był jakiś przełomowy moment. Raczej po kilku tygodniach regularnych sesji zorientowałam się, że mówię do siebie w głowie inaczej. Taki wewnętrzny komentarz stał się łagodniejszy. Ale to naprawdę subtelne na początku.


Odpowiedz
Wpisy: 349
(@sylwunia98)
Połączone: 3 miesiące temu

Dziennik po medytacji to świetny pomysł, sama zaczynam tak robić. Ale mam pytanie praktyczne - piszecie zaraz po, czy trochę później? Bo mam wrażenie że jak od razu siadam do pisania to tracę to co czułam, a jak czekam to zapominam.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leszczynka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 124

@Sylwunia98 Ja piszę zaraz po, ale nie próbuję opisywać uczuć szczegółowo - raczej jedno zdanie, dwa. Tylko hasło co się pojawiło. To wystarcza żeby potem wrócić i zobaczyć jakiś wzorzec w czasie.


Odpowiedz
Wpisy: 95
(@apolonka_54)
Połączone: 1 rok temu

A wracając do kamienia - czy różowy kwarc powinien być gdzieś przechowywany między sesjami? Bo mój leży teraz na parapecie i zastanawiam się czy to ma znaczenie gdzie go trzymam na co dzień.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dorotka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 133

@Apolonka_54 Parapet jest w porządku jeśli masz tam spokojny kąt, ale wielu ludzi woli trzymać kamień do medytacji osobno od reszty. Chodzi o to żeby nie mieszał energii - jeśli leży gdzieś gdzie jest chaos, warto go przynajmniej co jakiś czas wyczyścić. Możesz zostawić go w soli morskiej albo na świetle księżyca.


Odpowiedz
Wpisy: 78
(@pelargonia94)
Połączone: 10 miesięcy temu

Przepraszam że wchodzę z pytaniem, ale czytam wątek od początku i nie rozumiem jednej rzeczy - czy ta medytacja jest skierowana do osób, które już w jakimś stopniu lubią siebie, czy też można zaczynać od absolutnego zera, tzn. kiedy się siebie wręcz nie lubi?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wedrowiec)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 734

@Pelargonia94 Właśnie od zera można, i pewnie tu jest największa wartość tej praktyki. Ale 'nie lubić siebie' to szerokie pojęcie - jeśli mówimy o głębszym bólu emocjonalnym, warto mieć też jakieś wsparcie z zewnątrz, czy to terapia, czy choćby zaufana osoba.


Odpowiedz
(@pelargonia94)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 78

@Wedrowiec Rozumiem, dziękuję. A jak zacząć jeśli przy próbie wyobrażenia sobie siebie jako dziecka od razu pojawia się nieprzyjemne uczucie, nie neutralne? Czy to znaczy że trzeba się zatrzymać?


Odpowiedz
Wpisy: 124
Rozpoczynający temat
(@leszczynka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ja miałam coś takiego na początku. Nie zatrzymałam się, ale zwolniłam. Zamiast wyobrażać siebie jako konkretne dziecko, wyobraziłam sobie po prostu małą sylwetkę, bez twarzy, bez wspomnień. To trochę oddaliło to nieprzyjemne uczucie i pozwoliło skupić się na samym geście życzliwości.


Odpowiedz
Wpisy: 82
(@anastazja62)
Połączone: 1 rok temu

To co mówi Leszczynka jest ciekawe - ta 'sylwetka bez twarzy' to jakiś swój sposób czy gdzieś na to trafiłaś? Bo brzmi jak coś co mogłoby pomóc wielu osobom.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leszczynka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 124

@Anastazja62 Szczerze? Sama wymyśliłam w trakcie, bo to co czytałam nie pasowało do tego co czułam. Nie wiem czy to ortodoksyjne, ale działało. Myślę że te praktyki można dostosowywać do siebie, nie trzeba ślepo trzymać się instrukcji.


Odpowiedz
Wpisy: 75
(@wincenty)
Połączone: 1 rok temu

Czytam ten watek od rana i zastanawiam sie czy faceci tez robia takie medytacje. Jakoś z doswiadczen tu opisanych wynika ze to bardziej domena kobiet? Albo moze po prostu kobiety czesciej piszą o tym publicznie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@runolog)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 212

@Wincenty Sam robię i jestem facetem, więc nie - to nie jest wyłącznie kobiece. Może jest tak jak mówisz, że mężczyźni rzadziej o tym mówią. Mi akurat łatwiej było zacząć od medytacji skupionej na oddechu, a dopiero potem dodałem frazy życzliwości do siebie - taka droga przez 'chłodniejszą' technikę.


Odpowiedz
(@wincenty)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 75

@Runolog No to dobrze wiedziec, ze faceci tez to robia. A powiedz mi - te frazy życzliwosci do siebie, czy na poczatku nie brzmia smieszne albo sztucznie? Bo jakbym mial siedziec i mowic do siebie 'kocham cie', to chyba bym sie rozsmial.


Odpowiedz
(@runolog)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 212

@Wincenty Tak, brzmią sztucznie. I to jest normalne. Przez pierwsze może dwa tygodnie miałem poczucie że gram w jakimś teatrze. Ale potem przestaje to być śmieszne i zaczyna być po prostu... ćwiczeniem. Jak rozgrzewka przed biegiem - nie zastanawiasz się czy wygląda głupio, po prostu robisz.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@terenia79)
Połączone: 4 miesiące temu

A czy te frazy trzeba mówić głośno czy wystarczy w myślach? Bo jakoś nie wyobrażam sobie siedzieć i mówić to na głos, zwłaszcza jak ktoś jest w domu.


Odpowiedz
Wpisy: 124
Rozpoczynający temat
(@leszczynka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ja zawsze w myślach, nigdy na głos. Nie wiem nawet czy na głos coś zmienia - może ktoś próbował porównać? Chociaż są techniki w których głos podobno wzmacnia intencję, ale to już inne rozmowy...


Odpowiedz
Wpisy: 82
(@anastazja62)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie chciałam zapytać - masz jakieś konkretne frazy, których używasz, czy to płynne, zmieniasz w zależności od dnia? Bo widziałam różne zestawy w internecie i nie wiem który wybrać na start.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leszczynka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 124

@Anastazja62 Na początku trzymałam się klasycznych - coś w stylu 'niech będę bezpieczna, niech będę zdrowa, niech będę spokojna'. Ale z czasem zaczęłam dodawać własne, bardziej osobiste. Myślę że sztywny zestaw jest dobry na start, a potem sam się modyfikuje.


Odpowiedz
Wpisy: 734
(@wedrowiec)
Połączone: 2 tygodnie temu

Te klasyczne frazy które Leszczynka wymienia to zresztą trzon metta bhavany - medytacji życzliwości. Ciekawe jest to, że tradycyjnie zaczyna się od życzliwości do siebie właśnie dlatego, bo uważa się że nie można naprawdę życzyć dobrze innym, jeśli nie umiemy tego wobec siebie. Ale mam pytanie - czy ktoś próbował tej sekwencji? Czyli siebie, potem bliskiej osoby, potem neutralnej, potem trudnej?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 140

@Wedrowiec Próbowałam i utknęłam przy 'trudnej osobie'. Kompletnie nie byłam w stanie posłać życzliwości komuś, kto mi zrobił krzywdę. Czułam hipokryzję. Czy to znaczy że robię coś nie tak, czy że po prostu nie jestem na to gotowa?


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 734

@Tunia Moim zdaniem to drugie. Nie 'nie tak', tylko 'nie teraz'. Ta praca z trudną osobą to zaawansowany etap i naprawdę nie ma sensu przeskakiwać do niego jeśli samo życzenie siebie szczęścia sprawia trudność. Możesz zostać dłużej na sobie albo na bliskiej osobie.


Odpowiedz
Wpisy: 78
(@pelargonia94)
Połączone: 10 miesięcy temu

Czy jak ktoś naprawdę nie lubi siebie, to ta medytacja może być bolesna? Pytam bo wcześniej opisałam że przy wizualizacji dziecka pojawia się nieprzyjemne uczucie, i zastanawiam się czy takie uczucia w trakcie to coś złego czy po prostu część procesu.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@leszczynka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 124

@Pelargonia94 Myślę że część procesu, ale nie bagatelizuję tego co mówisz. U mnie te nieprzyjemne momenty były intensywne, ale krótkie i potem następowało jakieś rozluźnienie. Jeśli po każdej sesji czujesz się gorzej a nie lepiej, to bym się zatrzymała i przemyśliła czy robić to sama.


Odpowiedz
(@sylwunia98)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 349

@Pelargonia94 Też to miałam. Płakałam podczas jednej z pierwszych sesji i w ogóle nie wiedziałam skąd to płakanie. Ale potem czułam się jakby lżej. Zapisałam to w dzienniku i jak patrzyłam na to po tygodniu, to miało sens - coś puściło.


Odpowiedz
(@pelargonia94)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 78

@Sylwunia98 To jest pocieszające, dzięki. A ile czasu trwała ta twoja sesja, podczas której płakałaś? Pytam bo zastanawiam się czy krótsze sesje są bezpieczniejsze na początek dla kogoś kto się boi tej intensywności.


Odpowiedz
(@sylwunia98)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 349

@Pelargonia94 Chyba z piętnaście minut. Nie planowałam krótkiej, po prostu sama medytacja była krótka bo zaczęłam dopiero. Może to rzeczywiście dobry pomysł żeby nie forsować długich sesji na początku - mi nikt tego nie powiedział, sama tak wyszło.


Odpowiedz
Wpisy: 95
(@apolonka_54)
Połączone: 1 rok temu

Wróćmy na chwilę do kamienia bo nikt mi nie odpowiedział dokładnie - Dorotka napisała żeby czyścić różowy kwarc, ale jak często? Raz w tygodniu? Przed każdą medytacją? I czy to wystarczy samo płukanie wodą czy coś więcej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dorotka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 133

@Apolonka_54 Nie ma jednej zasady, ale jeśli używasz go często, to raz w tygodniu jest rozsądne. Płukanie zimną wodą jest w porządku dla kwarcu, to twardy kamień, wytrzyma. Niektórzy dodatkowo wystawiają na księżycowe światło, zwłaszcza w pełni. Ale powiem szczerze - ważniejsze jest czy sama czujesz że kamień 'potrzebuje' oczyszczenia niż trzymanie się sztywnego harmonogramu.


Odpowiedz
Wpisy: 75
(@wincenty)
Połączone: 1 rok temu

Mam pytanie troche z innej strony - czy jak ktos robi te medytacje regularnie, to czy jego otoczenie to zauważa? Moja zona juz sytuje ze cos sie ze mna dzieje bo jestem spokojniejszy, ale nie mowiem jej co robie bo troche glupai mi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runolog)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 212

@Wincenty Ha, to brzmi znajomo. Sam na początku nikomu nie mówiłem. Potem powiedziałem żonie i była zaskoczona, ale pozytywnie. Jeśli ona widzi zmianę na lepsze, to może właśnie jest dobry moment żeby powiedzieć co robisz - masz gotowy dowód że działa 🙂


Odpowiedz
Strona 1 / 5
Udostępnij: