Mam pytanie do wszystkich, którzy medytują regularnie. Od jakiegoś czasu zmagam się z depresją, nie ciężką, ale taką, która sprawia, że rano trudno wstać, wszystko jest jakby przytłumione. Lekarz wie, terapia jest, ale szukam czegoś, co mogłoby wspierać ten proces. Koleżanka powiedziała, żebym spróbowała medytacji, ale jednocześnie gdzieś czytałam, że przy depresji medytacja może być ryzykowna. I teraz nie wiem, co o tym myśleć. Czy ktoś z was miał podobną sytuację albo wie coś więcej na ten temat?
To nie jest taka prosta sprawa i dobrze, że pytasz zanim zaczniesz. Przy depresji medytacja może być pomocna, ale może też nasilić pewne stany, szczególnie jeśli siada się do niej bez żadnego przygotowania i zaczyna patrzeć w pustkę. Skąd ten pomysł koleżanki, że akurat medytacja? Ona sama to praktykowała przy podobnych problemach?
Ja mam depresję od kilku lat i medytuję. Nie będę mówić, że to lekarstwo, bo to byłoby nieodpowiedzialne. Ale jako dodatek do terapii naprawdę mi pomogło zatrzymać ten wewnętrzny hałas, tę pętlę myślenia o wszystkim naraz. Chociaż na początku było trudno, bo siadałam i zamiast wyciszenia dostawałam wysyp czarnych myśli. To chyba normalne?
Właśnie to jest clou sprawy. Różne techniki mają różne działanie na psychikę. Przy depresji zazwyczaj zaleca się coś bardzo prostego i ugruntowanego, czyli skupienie na ciele, oddechu, doznaniach zmysłowych. Nie eksplorowanie emocji, nie wchodzenie w głąb siebie na początku. Czy ktoś próbował mindfulness w wersji tej klinicznej, np. MBSR? Bo to jest protokół tworzony właśnie z myślą o takich stanach.
A co to jest ten MBSR? Przepraszam, że pytam takie podstawy, ale po raz pierwszy słyszę tę nazwę.
Nigdy nie słyszałam o MBCT, a jestem pod opieką psychiatry i psychologa. Dziwne, że nikt mi tego nie zaproponował. Czy to coś, co można robić samemu czy tylko z terapeutą?
Samemu to jest ryzykowne właśnie przy depresji. Są książki, są aplikacje, ale przy aktywnym epizodzie naprawdę lepiej mieć kogoś, kto pilnuje procesu. Melania, a jak długo już trwa twój stan, o którym piszesz? Pytam, bo to zmienia perspektywę tego, co byłoby bezpieczne na start.
Moim zdaniem przy depresji najlepiej zacząć od medytacji z kryształami, szczególnie ametyst i cytryn bardzo dobrze działają na nastrój i wyciszenie. Można połączyć oddech z trzymaniem kamienia w dłoni, to pomaga skupić się na czymś konkretnym zamiast wpadać w myśli. Sama tak robiłam przy trudnych momentach i różnica jest wyraźna.
Obie strony mają trochę racji, ale Melania wprost powiedziała, że ma terapeutę i lekarza, więc ten kontekst medyczny jest tu ważny. Julisia, twoje doświadczenie z kamieniami jest ciekawe, ale czy próbowałaś tego przy prawdziwej depresji, nie tylko trudnych momentach? Bo to może być duża różnica.
Chcę się tu wtrącić, bo moja siostra przechodziła przez depresję i na własną rękę zaczęła intensywnie medytować, bez żadnego przygotowania. Skończyło się tym, że miała kilka dni bardzo złego stanu, wzmożone myśli, płakała bez powodu przez godziny. Dopiero terapeutka wyjaśniła jej, że medytacja otworzyła pewne rzeczy, na które nie była gotowa. Więc pytanie o bezpieczeństwo jest jak najbardziej na miejscu.
trwało to chyba z tydzień, może trochę dłużej. Terapeutka zaleciła jej przerę i potem wrócenie do bardzo krótkiej formy, pięć minut dziennie, tylko obserwacja oddechu. Bez żadnego zagłębiania się. I to już szło dużo lepiej. Teraz medytuje regularnie i mówi, że pomaga, ale tamten start był naprawdę trudny.
To ciekawe, bo z jednej strony słyszę, że może pomóc, z drugiej, że może zaszkodzić. Czy jest jakaś zasada, od czego powinno się zacząć, żeby to było bezpieczne? Szczególnie właśnie przy depresji, bo temat jest poważny.
Melania, wracając do twojego pytania o to, jak długo trwa ten stan. Naprawdę warto, żebyś zapytała swojego terapeutę wprost o medytację. Nie dlatego, że my tu nic nie wiemy, ale dlatego, że oni znają twój konkretny przypadek. A to, co opisujesz, brzmi jak coś, gdzie kilka minut dziennie bardzo spokojnej praktyki może być dobrym uzupełnieniem. Tylko nie skaczmy od razu w głębokie techniki.
To ciekawe, co napisała Nadzieja o siostrze. Ale mam pytanie, bo czegoś nie rozumiem. Skąd wiadomo, że ten gorszy tydzień był przez medytację, a nie po prostu przez naturalny przebieg depresji? Jak to odróżnić?
Słuchajcie, a czy ktoś z was ma doświadczenie z tym, że medytacja na początku dała efekt odwrotny do oczekiwanego, ale potem jednak pomogła? Zastanawiam się, czy ta trudna faza jest nieunikniona, czy da się jej jakoś uniknąć.
Ja miałam dokładnie tak, jak pytasz. Pierwsze dwa tygodnie były naprawdę ciężkie, dużo myśli, jakieś stare rzeczy wychodziły na wierzch. Ale potem nagle jakby coś się przestawiło. Czy to znaczy, że tak zawsze musi być? Nie wiem, u mnie tak było. Ale mój stan nie był wtedy bardzo głęboki.
Melania, widzę, że cały czas pytasz o te same rzeczy, jakby szukasz kogoś, kto powie ci, że możesz lub nie możesz zacząć. Mam wrażenie, że odpowiedź powinna przyjść od twojego psychiatry albo psychologa, nie od nas. Czy w ogóle rozmawiałaś z nimi o tym?
Nie rozmawiałam, bo trochę głupio mi było pytać. Mam wrażenie, że to nie jest medycyna, tylko jakieś wróżenie czy coś. Wiem, że to głupie myślenie, ale takie mam skojarzenie. Może właśnie dlatego tu szukam najpierw, żeby się upewnić, że to ma sens.
Melania, to nie jest głupie myślenie, wiele osób tak ma. Ale MBCT to jest coś, co funkcjonuje w ramach psychiatrii, na to są badania kliniczne. To nie jest ezoteryka w sensie ścisłym. Możesz po prostu powiedzieć terapeucie, że czytałaś o tym i chciałabyś wiedzieć czy to coś dla ciebie.
A czy w Polsce w ogóle jest to dostępne przez NFZ czy to wyłącznie prywatnie? Bo jak tylko prywatnie, to dużo osób po prostu nie będzie miało do tego dostępu.
Chcę się odnieść do tego, co Gustlik napisał wcześniej do mnie. Rozumiem, że kontekst tu jest medyczny, ale mam pytanie do wszystkich. Czy naprawdę uważacie, że aspekt energetyczny i aspekt medyczny muszą się wykluczać? Bo z mojego doświadczenia praca z kamieniami przy medytacji nie zastępuje terapii, ale może ją uzupełniać.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam inne zdanie. Depresja ma też wymiar energetyczny, zablokowane centrum splotu słonecznego, zaburzony przepływ w czakrach podstawy. Medytacja przy pomocy właściwych kamieni, szczególnie cytrynu i tygrysiego oka, może odblokować te centra i wpłynąć na nastrój szybciej niż standardowe metody.
Żeby nie odpływać za daleko, bo zaraz będziemy rozmawiać tylko o czakrach, wróćmy do pytania Melanki. Ona pytała na początku czy medytacja może być pomocna i bezpieczna. Myślę, że odpowiedź, którą tu wypracowaliśmy, brzmi mniej więcej tak: tak, może, ale nie każda technika, nie w każdym stanie i nie bez wsparcia kogoś, kto zna jej sytuację. Czy coś pominąłem?
Chyba to jest najbardziej pomocne podsumowanie, choć wciąż mam jedno pytanie. Czy ktokolwiek z was zaczynał medytację właśnie będąc pod opieką psychiatry i wspomniał mu o tym? Jak to wyglądało w praktyce, jaka była reakcja?
Melania, tak, rozmawiałam z psychiatrą zanim zaczęłam. Powiedziałam wprost, że chcę spróbować medytacji, bo czytałam, że może pomagać przy depresji. Reakcja była spokojniejsza niż się spodziewałam. Zapytał, co dokładnie mam na myśli, czy to jakaś konkretna technika, czy bardziej ogólne wyciszanie się. Nie dostałam ani zielonego światła od razu, ani zakazu. Dostałam pytania zwrotne.
No właśnie, tego się bałam, że od razu usłyszę coś w stylu, że to nie jest poważna metoda. A tu słyszę, że psychiatra znał MBCT. Może jednak moje obawy są trochę na wyrost. Zastanawiam się tylko, czy każdy psychiatra w Polsce będzie wiedział, o czym mówię, jak wspomnę MBCT, czy to jednak wiedza bardziej niszowa.
To zależy mocno od lekarza i jego pokolenia, powiem szczerze. Starszy psychiatra może nie znać skrótu, ale jak powiesz 'terapia poznawcza oparta na uważności', to może coś zaskoczyć. Młodsi specjaliści częściej to znają, bo wchodzi to do mainstreamu kształcenia. Ale Melania, czy twój lekarz jest osobą, z którą w ogóle rozmawiasz, czy to bardziej wizyty po receptę?
