Ostatnio trafiłam na coś, co mnie bardzo wciągnęło — medytacja z mandali jako obiektem koncentracji. Widziałam to u kogoś na filmiku, ale nie bardzo rozumiem, jak to właściwie działa. Czy chodzi o to, żeby po prostu wpatrywać się w środek rysunku i oddychać, czy jest jakaś konkretna technika? Kupilam sobie taką kolorowankę z mandali i zastanawiam się, czy samo kolorowanie też może być formą uważności, czy to już zupełnie inna sprawa.
Kolorowanie mandali to osobna praktyka, ale jak najbardziej może być uważnościowa — pod warunkiem, że robisz to świadomie, nie na autopilocie przy serialu w tle. Chodzi o to, żeby uwaga była na tym, co teraz: na ruchu ręki, na wyborze koloru, na wzorze. Natomiast medytacja z gotową mandali jako punktem skupienia to rzeczywiście coś innego — bardziej statyczna, wzrokowa. Ciekawe jest to, że niektóre tradycje tybetańskie używają mandali dokładnie po to: żeby umysł miał się gdzie zatrzymać, zamiast skakać po myślach. Ale pytanie do ciebie — czy próbowałaś już czegoś z tym zrobić, czy jesteś na etapie szukania?
Czy to nie jest tak, że przy medytacji na mandalach ważniejszy jest sam proces, a nie to, żeby osiągnąć jakiś konkretny stan? Bo mam wrażenie, że ludzie często zakładają, że medytacja to musi być coś mistycznego, a potem się frustrują, że nic 'nie czują'. Sama mam z tym problem przy zwykłej medytacji z oddechem — siedze, staram się skupić i co chwile myślę, że robię to źle.
Dodam coś z innej strony — w tradycji tybetańskiej i hinduskiej mandala to nie jest zwykły rysunek do patrzenia. To mapa kosmiczna, symbol porządku, reprezentacja bóstwa albo stanu umysłu. Jak medytujesz na takiej mandalii, to teoretycznie nie chodzi tylko o relaks, ale o wejście w relację z tym, co ona symbolizuje. Nie wiem, czy przy zwykłej kolorowance z internetu to działa tak samo, ale to ciekawe pytanie.
Ale czy naprawdę trzeba znać symbolikę, żeby to działało? Mam wrażenie, że jak coś sprawia, że się uspokajam i skupiam, to już jest wartość sama w sobie, niezależnie od tego, czy to 'prawdziwa' mandala według jakichś kryteriów.
Mogę się wtrącić z głupim pytaniem? Czy mandala musi być płaska, narysowana? Bo widziałam gdzieś trójwymiarowe rzeźby, coś jakby mandala w przestrzeni, i zastanawiałam się, czy medytacja z czymś takim jest inna. I skąd wiadomo, czy nie jest to przypadkiem coś, co może 'coś przyciągać', bo słyszałam, że niektóre wzory działają jak portale albo skupiają energię.
Akurat w tej kwestii mogę powiedzieć tyle — medytacja samo w sobie nie jest 'otwieraniem portali', chyba że intencjonalnie pracujesz z jakimś konkretnym systemem. Skupianie wzroku na mandalii to przede wszystkim praca z uwagą, nie z przestrzenią energetyczną. Oczywiście każdy może to interpretować jak chce, ale nie mieszałabym tego bez świadomości, co się robi.
Mam pytanie troche z boku — czy mozna samemu narysowac mandal do medytacji? Czy ona musi byc kupiona albo z jakiegos oficjalnego zrodla? Nigdzie nie moge znalezc odpowiedzi na to.
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie, które mi siedzi w głowie — jak długo powinno się siedzieć z mandali? Bo słyszałam bardzo różne rzeczy, od pięciu minut do godziny, i nie wiem, który czas jest sensowny dla kogoś, kto zaczyna.
Pięć minut to jest w porządku, szczególnie na start. Czas nie jest wyznacznikiem jakości medytacji. Lepiej pięć minut z rzeczywistą uwagą niż pół godziny błądzenia myślami i udawania, że się medytuje. Z czasem i regularność sama w sobie coś zmienia — ale to nie dzieje się szybko i nie dzieje się przez jednorazowe maratony.
Wracając do tego, co mówił Kalikst o symbolice — mnie interesuje, czy ktoś tutaj pracuje z mandali powiązanymi z konkretnym żywiołem albo kierunkiem świata. Bo widziałam takie zestawienia i ciekawi mnie, czy to ma praktyczne przełożenie na medytację, czy to bardziej teoria.
Dokładnie o to chodzi — dużo treści o mandali w internecie to mieszanka różnych tradycji z dużą dawką nowożytnej duchowości bez korzeni. Nie znaczy, że to nie działa jako praktyka uważności, ale trzeba wiedzieć, czego szukamy. Sasankaa, a tobie konkretnie zależy na tym żywiołowym podejściu z jakiegoś powodu, czy to tylko ciekawość?
O, to ciekawe, bo właśnie zastanawiałam się nad czymś podobnym. Czy mandala 'zużywa się' przez to, że się z nią przyzwyczajamy, tak jak np. melodia, którą słuchamy za dużo? I co wtedy — po prostu zmieniamy obiekt medytacji?
A co znaczy 'nauczyć się od środka'? Chodzi o zapamiętanie wzoru, żeby potem wizualizować go z zamkniętymi oczami? Bo gdzieś czytałam, że to jest następny poziom po zwykłej kontemplacji.
Zaraz, to znaczy, że ta mandala musi mieć wyraźne centrum? Bo patrzyłam na różne i niektóre są takie, że nie wiadomo, gdzie jest środek, wszystko się kręci i nakłada. Czy to też działa, czy jednak lepiej wybrać coś z wyraźnym punktem?
z własnego doświadczenia powiem, że wyraźne centrum bardzo pomaga szczególnie na początku, bo masz konkretny punkt do wracania wzrokiem. Jak mandala jest 'rozkręcona' i trudno uchwycić środek, to uwaga bardziej wędruje po wzorze. Nie twierdzę, że to złe, ale przy nauce skupienia — prostsze formy są łatwiejsze.
A jak sie rysuje to centrum wlasnej mandalii, to czy musi to byc kolo, kwadrat czy cos konkretnego? Pytam bo zaczalem rysowac i nie wiem czy moje centrum jest 'prawidlowe'. Moze brzmi glupio ale nie chce zaczac od bledu.
No właśnie, to mnie trochę uspokaja, że nie trzeba być artystą ani znawcą tradycji, żeby to robić. Ale mam inne pytanie — czy kolorowanie gotowych mandali (takich z książek) to też jest medytacja, czy to już tylko relaks? Bo widzę, że ludzie to mieszają.
Chcę się upewnić, że dobrze rozumiem — jak medytuję na mandalii i mam zamknięte oczy po jakimś czasie, to te obrazy, które mi się pojawiają, to jest część praktyki czy raczej znak, że odpłynęłam? Bo mi się zdarzało widzieć coś jakby ruchome wzory i nie wiedziałam, co z tym zrobić.
Dorzucę tylko, że w niektórych tradycjach tantryycznych te powidoki i gry wzrokowe są traktowane jako wejście w subtelniejszy stan percepcji, nie jako coś do odrzucenia. Ale to już zupełnie inny kontekst niż mindfulness. Nie chcę mieszać, tylko mówię, że interpretacja zależy od systemu, w którym pracujesz.
To jest trochę ryzykowne podejście, moim zdaniem. Nie dlatego, że tradycja jest zastrzeżona, tylko dlatego, że interpretacja bez kontekstu może prowadzić do mylnych wniosków. Sylwunia98, jeśli nie wiesz, co robisz z tym obrazem, to po prostu go obserwuj i wróć do mandalii — to bezpieczniejsze niż przykładanie cudzej ramy do własnego doświadczenia.
A ja mam pytnaie do tematu rysowania — jak juz wiem ze centrum to wazna sprawa, to co z reszta? Czy warstwy mandali musza byc symetryczne dokladnie co do milimetra, czy wystarczy ze sa mniej wiecej?
Z cyrklem i bez cyrkla to według mnie dwie różne praktyki uważności, ale obie mają sens. Jak rysujesz na oko, to twoja uwaga jest bardziej na odczuciu ręki i oka, na byciu obecnym z niedoskonałością. Jak używasz cyrkla, to skupiasz się na precyzji. Która bardziej angażuje ciebie osobiście?
Czytam o tym rysowaniu i zaczynam się zastanawiać, czy nie pomyliłam się wybierając gotową mandali do medytacji. Tzn. czy własnoręcznie narysowana ma jakąś przewagę, czy to czysto subiektywne?
Mam wrażenie, że to musi być subiektywne, bo skąd obiektywna przewaga miałaby wynikać? Chyba że chodzi o to, że jak sam coś rysujesz, to lepiej 'znasz' tę mandali i łatwiej ją potem wizualizować. To by była konkretna różnica, nie tylko kwestia smaku.
Ja korzystam z gotowych i nie czuję, żeby to był problem. Ale zastanawiam się — czy mandala narysowana na komputerze i wydrukowana to to samo co narysowana ręcznie? Pytam, bo widziałam piękne wzory generowane przez programy i kusiło mnie, żeby wydrukować.
Nie wiem czy to tylko estetyka — jest coś w tym, że ręcznie narysowana ma pewną 'niedoskonałość', która sprawia, że wzrok nie ślizga się po niej tak łatwo. Druk jest idealnie gładki i powtarzalny. Choć to tylko moje odczucie, nie twierdzę, że to reguła.
