Mam takie samo coś. Jak siedzę z mandalą, to jakby część mnie obserwuje, jak sobie radzę z siedzeniem z mandalą. I to jest trochę absurdalne, ale chyba nieodłączne? Nie wiem czy można to wyłączyć, czy w ogóle warto próbować.
A może to jest właśnie ta meta-uwaga, o której się mówi w uważności? Że jednocześnie jesteś w doświadczeniu i obserwujesz, że jesteś w doświadczeniu? Tylko że przy mandali ta obserwacja często obraca się w ocenę, i stąd problem.
Moze to glupie pytnanie ale czy jak ktos ma ADD albo cos takiego to mandala w ogole ma sens? Bo ja mam problem z skupienim sie na czymkolwiek dluzej niz chwile i sie zastanawiam czy mandala mi pmoze czy tylko pokaze mi jak bardzo nie moge sie skupic.
Zastanawiam się, czy ktoś z was próbował zaczynać medytację z mandalą od centrum i świadomie zostawać tam przez konkretny czas, zanim wzrok zacznie wędrować? Czy takie 'zakotwiczenie' w centrum na start cokolwiek zmienia w całej sesji?
Ten motyw centrum jako punktu startowego pojawia się w różnych tradycjach — mandala jest z definicji zbudowana na osi środka. Ale mam pytanie do wszystkich, którzy próbowali: czy wasze mandale mają wyraźne centrum, czy raczej wzory, które nie mają jednoznacznego środka? Bo podejrzewam, że to może bardzo zmieniać możliwość zakotwiczenia.
A jak wy w ogóle wybierałyście swoje mandale? Czy kupowałyście gotowe, drukowałyście, rysowałyście? Bo mam wrażenie, że to, czy mandala jest 'twoja', może mieć znaczenie dla tego, czy się przy niej zatrzymujesz. Przynajmniej u mnie tak jest — do narysowanej mam inne podejście niż do wydrukowanej.
Też kolorowałam własną i coś w tym jest. Zanim zaczęłam z nią siedzieć, już ją znałam jakoś inaczej. Nie wiem, czy to przez sam akt kolorowania, czy przez to, że każdy fragment był świadomie dobrany. Chociaż może to sugestia sama w sobie.
To mnie też interesuje, bo mam wrażenie, że kolorowanie to zupełnie inny tryb — coś robię, ruszam się, decyduję. A siedzenie z gotową mandalą to bardziej bycie. Czy można w ogóle te dwie rzeczy traktować jako jeden ciąg praktyki, czy to jednak osobne rzeczy?
