To znaczy że powinnam wychodzić z jakimś uczuciem po każdej sesji? Bo ja czasem siadam, siedzę, wychodzę i... no po prostu wyszłam. Ani lepiej ani gorzej.
O, notatki po sesjach - czy to jest coś co robi dużo osób tutaj? Bo zastanawiam się czy nie przeszkadza to w byciu przy doświadczeniu, takie już nastawienie że zaraz będę coś analizować i zapisywać.
Ja sie pytam bo boje sie ze jak bede wiedzial ze za chwile pisze notatki to bede juz w trakcie medytacji obserwował siebie jakby z zewnatrz i to by zabijało spontanicznosc. To jest realne zagrozenie czy to jest tylko wymowka zeby nie prowadzic tych notatek?
Wracając do tego co Domicela mówiła o dwóch rodzajach spokoju - jak rozróżnić lekkość po sesji od zwykłego odprężenia po siedzeniu w ciszy? Bo ja jak siedzę piętnaście minut to już samo to mi poprawia nastrój i potem nie wiem czy to przebaczenie zrobiło swoje czy po prostu odpoczęłam.
To co Iwetka mówi o testowaniu ciała po sesji jest bardzo konkretne i dziękuję że to opisałaś tak obrazowo. Mam pytanie do tego - a co jeśli ktoś ma generalnie problem z czytaniem sygnałów ciała? Bo ja na przykład przez długi czas nie czułem napięcia nawet jak byłem bardzo zestresowany, po prostu miałem to odcięte. Czy medytacja na przebaczenie ma sens zanim się wypracuje ten kontakt z ciałem?
Ale czekaj - jeśli ktoś ma mocno odcięty kontakt z ciałem, to nie jest znak że powinien raczej najpierw porozmawiać z kimś zanim wejdzie w głębszą medytację na przebaczenie? Mam na myśli: są sytuacje kiedy otwieranie tego bez wsparcia może być nierozważne.
Dobrze że to wybrzmiało wyraźnie. Mam wrażenie że w wielu miejscach medytacja jest sprzedawana jako coś co działa na wszystko i dla wszystkich bez wyjątków, a to nie jest prawda. Domicela, a masz jakiś sygnał ostrzegawczy który każe ci powiedzieć sobie 'hej, zatrzymaj się, to nie jest dla ciebie w tej chwili sam na sam'?
Ten trzeci sygnał jest ciekawy, bo ja go miałam i nigdy tak tego nie nazywałam. Myślałam że to po prostu chęć podzielenia się, a to może być potrzeba świadka. Czy to zawsze jest sygnał że coś jest za trudne na samodzielną pracę, czy może po prostu niektórzy ludzie tak mają że potrzebują obecności drugiej osoby żeby przetworzyć?
A czy taki wątek jak ten na forum trochę nie spełnia tej funkcji świadka? Bo piszemy o swoich doświadczeniach i ktoś to czyta i odpowiada. To nie to samo co terapeuta, ale jednak ktoś jest.
To pytanie Milenki jest bardzo dobre i chcę się przy nim zatrzymać. Forum jako świadek - tak, myślę że to działa, ale z pewnym zastrzeżeniem. Świadek na forum jest anonimowy i asynchroniczny. Możesz napisać o czymś głębokim, a odpowiedź przyjdzie za godzinę albo za tydzień. To jest inne niż ktoś kto siedzi naprzeciwko ciebie i patrzy na twarz gdy mówisz. Ale czy gorsze? Nie wiem. Czasem właśnie ta odległość pozwala powiedzieć więcej.
Dokładnie to. Napisałam tu kiedyś coś czego nie powiedziałam nikomu w życiu. Może właśnie dlatego że nie widziałam twarzy. I ktoś mi odpowiedział i to wystarczyło żeby poczuć że zostałam usłyszana. Więc tak, forum spełnia tę funkcję, przynajmniej czasem.
Ale czy to nie jest tak ze jak piszesz do forum to jednak troche cenzurujesz siebie bo wiesz ze to publiczne? Jak jest terapeuta to jest tajemnica, tu jest jednak internet. Moze wlasnie przez to to jest inne swiadkowanie.
Mnie raz znajoma powiedziała że wyglądałam po sesji jakbym wróciła z czegoś bardzo trudnego i zapytała czy wszystko dobrze. Nie zauważyłam tego sama. Więc tak - zewnętrzny obserwator bywa potrzebny, tylko kto to ma być? Nie każdy ma kogoś kto rozumie co to jest praca z przebaczeniem.
To mnie zastanawia - czy da się w ogóle praktykować mettę regularnie bez żadnego wsparcia z zewnątrz? Nie mówię o terapii, bo to nie wszyscy mogą sobie pozwolić. Mówię o kimś, drugiej osobie, która wie co robisz i może powiedzieć co widzi.
Ogromnie mi to pomaga bo ja właśnie jestem sam z tą praktyką i trochę mi ulżyło że to nie znaczy że robię to źle. Ale mam pytanie - partner do praktyki, to jak go znaleźć? Wiem że brzmi to absurdalnie ale naprawdę nie mam w swoim otoczeniu nikogo kto medytuje.
A wracając jeszcze do samej medytacji na przebaczenie - bo trochę odbiegłyśmy - mam takie pytanie praktyczne. Czy jest jakaś kolejność? Znaczy, czy powinno się zaczynać od przebaczenia sobie, a potem innym, czy to nie ma znaczenia?
Czy to nie jest jednak trochę pójście po linii najmniejszego oporu? Jeśli najtrudniej mi przebaczyć sobie, a omijam to idąc od kogoś łatwiejszego, to czy potem i tak do tego wracam, czy jest ryzyko że będę to omijać stale?
Ja robiłam dokładnie to co opisuje Domicela - przez kilka miesięcy kierowałam mettę do innych bo do siebie był mur. Ale w pewnym momencie w sesji po prostu coś puściło i to 'siebie' weszło samo. Jakby te inne sesje były przygotowaniem gleby. Nie wiem czy to reguła, ale u mnie tak było.
Ale jak dlugo mozna czekac na ten moment? Bo to moze trwac miesiacami i co jesli nie przyjdzie samo? Czy jest jkas technika zeby troche ten mur podminowac, nie taranowac ale moze jakos obejsc?
O, to jest coś o czym nie słyszałam. To znaczy kierujesz mettę do siebie z dzieciństwa a nie do siebie teraz?
O, to jest coś o czym nie słyszałam. To znaczy kierujesz mettę do siebie z dzieciństwa a nie do siebie teraz?
A to zdjecie fizyczne czy tylko wyobrazenie? Bo nie mam zdjec z dziecinstwa prawie, rodzice nie fotografowali.
Ja próbowałam z wyobrażeniem i u mnie pojawiło się coś dziwnego - nie mogłam sobie 'zobaczyć' siebie jako dziecka. Dosłownie ten obraz nie przychodził. Czy to jest jakiś blok? Czy to normalne?
To jest coś z czym się bardzo identyfikuję. Mam dokładnie ten sam problem z wizualizacją, nigdy nie 'widzę' ale czuję. I przez długi czas myślałam że medytuję źle bo nie mam tych kolorów i obrazów które opisują inni.
To jest bardzo ważny temat który pojawia się przy mettcie i przy medytacji przebaczenia często. Wizualizacja to tylko jeden sposób wejścia w intencję, nie jedyny. Są osoby słuchowe które lepiej reagują na słowa i mantry, są kinestetyczne które pracują przez ciało i oddech. Żaden z tych kanałów nie jest lepszy. Efekt jest ważny, nie metoda.
Ale skąd mam wiedzieć który kanał jest mój? Czy to się po prostu czuje, czy trzeba to jakoś sprawdzić?
A czy da się pracować więcej niż jednym kanałem jednocześnie? Pytam bo czasem mam i obraz i odczucie ale nie wiem czy to dobrze że jedno drugie nie wyklucza.
