Zaczęłam ostatnio interesować się medytacją dynamiczną Osho i trochę mnie to zaskoczyło, bo myślałam, że medytacja to zawsze siedzenie w ciszy. Tutaj jest zupełnie inaczej - krzyczysz, skaczesz, tańczysz, a potem dopiero wchodzisz w ciszę. Ktoś z was to praktykował? Ciekawi mnie szczególnie ta pierwsza faza z oddechem, bo podobno jest dość intensywna i nie każdy ją dobrze znosi na początku.
Praktykowałem przez jakiś czas i powiem ci, że to zupełnie inny wymiar niż klasyczna medytacja siedząca. Ta pierwsza faza - oddychanie chaotyczne przez nos - to nie jest coś, co można zlekceważyć. Jakie masz pytanie konkretnie? Bo to szeroki temat i zależnie od tego, na czym ci zależy, mogę skupić się na różnych aspektach.
Ja próbowałam kilka razy i za każdym razem ta druga faza, czyli wyrzucanie emocji, zostawiała mnie w dziwnym stanie. Raz płakałam bez powodu przez pół godziny po sesji. Czy to normalne? Pytam, bo nie wiem, czy to był efekt oczyszczenia, czy może za głęboko weszłam.
A mogę zapytać głupie pytanie? To się robi w grupie czy solo w domu można? Bo jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś sam w salonie zaczyna wrzeszczeć i skakać o 7 rano.
Osho to kontrowersyjna postać i myślę, że warto o tym mówić przy okazji jego technik. Sama medytacja dynamiczna pochodzi z jego ośrodka w Pune i jest związana z jego konkretną filozofią. Czy wy, praktykując to, traktujecie to jako neutralną technikę oddechową, czy jednak widzicie w tym szerszy kontekst duchowy?
Mnie bardziej interesuje co się dzieje w tej czwartej fazie - Hu. Gdzieś czytałam, że to dźwięk ma trafić do centrum energetycznego pod pępkiem. Czy ktoś faktycznie to czuł fizycznie? Nie pytam o teorię, tylko o rzeczywiste odczucie.
Osho sam zalecał robienie tej medytacji na czczo - z rana, przed śniadaniem. Ale 'na czczo' to nie znaczy po całonocnej głodówce i bez wody. Woda jest wskazana. Jeśli robiłaś to po kilku godzinach bez picia czegokolwiek, to mogło po prostu spowodować zawroty głowy przez hiperwentylację.
Słuchajcie, a ta trzecia faza z krzykiem i skakaniem - czy nie jest tak, że bardziej to jest katharsis emocjonalne niż medytacja jako taka? Bo medytacja to dla mnie raczej wyciszenie, a tutaj jest na odwrót. Trochę mi to przypomina te warsztaty terapeutyczne, nie duchowość.
Mam pytanie do tych, którzy robią to regularnie - jak często w tygodniu? Czytałam, że codziennie, ale to brzmi jak sporo, zwłaszcza ta część aktywna trwa całą godzinę.
Godzina? Serio tyle trwa? Myślałam, że to jakieś 20 minut. To trochę zmienia sprawę jeśli chodzi o poranek przed pracą. Ale właśnie - czy jest jakaś skrócona wersja tego?
Zastanawiam się, czy ktoś z was rozmawiał z lekarzem lub psychologiem przed rozpoczęciem tej praktyki. Pytam poważnie, nie złośliwie - intensywne oddychanie może wywoływać stany zmienionej świadomości, a u niektórych osób z historią traumy nagłe wyrzucenie emocji może być trudne do samodzielnego przeprocesowania.
No właśnie i to jest dokładnie to, o co mi chodziło wcześniej. Cieszę się, że Malachitka to powiedziała wprost, bo ja nie chciałam być tą, która straszy. Ale naprawdę - ta technika działa na poziomie, który nie jest do końca przewidywalny, i myślę, że warto wiedzieć, na co można trafić, zanim się zacznie.
Ale jak coś zostaje 'niedomknięte', to co wtedy? Siedzisz z tym i czekasz? Czy jest jakaś technika, żeby to zamknąć po fakcie? To mnie interesuje, bo to brzmi jak otwieranie skrzynki bez klucza do zamknięcia.
Hej, trochę zgubiłem się w tych fazach. Mamy pięć, tak? Pierwsza to oddech, druga wyrzucanie, trzecia krzyk i skakanie, czwarta to Hu, a piąta cisza? Dobrze rozumiem kolejność? Pytam, bo zaczęło mnie to jednak ciekawić bardziej niż myślałem.
Wracając do tej czwartej fazy, bo wcześniej o niej pisałam i Malachitka potwierdziła to czucie w brzuchu. Chcę się upewnić - czy to ma być jedno długie 'hu' na wydechu, czy powtarzane? Bo czytałam dwie różne wersje i zaczęłam to robić po swojemu, co pewnie nie jest najlepszym pomysłem.
Słucham tej całej rozmowy i zastanawiam się, czy jest jakaś wersja tej medytacji, która jest łagodniejsza, a jednak zachowuje te same elementy? Pytam szczerze, bo ta dynamiczna brzmi jak coś, do czego naprawdę trzeba się przygotować, i nie jestem pewna, czy jestem na tym etapie.
Osho miał różne medytacje aktywne - Kundalini, Nadabrahma, Nataraj. Kundalini to drżenie ciałem i taniec, spokojniejsza niż dynamiczna. Nadabrahma jest jeszcze łagodniejsza, oparta na nuceniu. Jeśli dynamiczna wydaje się za bardzo na start, to Kundalini bywa polecana jako wejście w ten styl pracy z ciałem.
A te inne medytacje Osho - Kundalini czy Nadabrahma - też mają tę muzykę, która prowadzi przez fazy? Bo to mnie trochę uspokoiło, że nie trzeba samemu pilnować czasu.
Mam pytanie z innej strony, bo jestem ciekawy. Ktoś z was robił to przez dłuższy czas, powiedzmy kilka miesięcy regularnie? Jak to na was wpłynęło poza samą sesją? Chodzi mi o to, czy zmieniło coś w codziennym funkcjonowaniu, czy to tylko efekt podczas praktyki.
Przy okazji tematu długotrwałych efektów - zastanawiam się, czy ktoś z was robił to pod okiem kogoś doświadczonego, czy wszyscy z filmików i opisów w internecie. Bo to trochę zmienia perspektywę oceny efektów, nie?
To jest chyba najuczciwsza odpowiedź w tym wątku. I chyba właśnie o to mi chodziło przez cały czas - nie żeby zniechęcać, ale żeby powiedzieć, że intensywne techniki pracy z ciałem i emocjami mają swoje konteksty i nie przypadkiem przez wieki przekazywano je bezpośrednio, a nie przez PDF-y.
Dobra, to mam jeszcze jedno pytanie do Franciszki i Dzidki - skoro robiliście to bez prowadzącego i z opisów, to jak w ogóle wiedziałyście, że wchodzicie w 'to', a nie tylko w jakieś dziwne ćwiczenie oddechowe? Czy jest jakiś moment, który daje sygnał, że technika zadziałała?
U mnie był taki moment w drugiej fazie, że zaczęłam się śmiać bez powodu. Nie nerwowo, po prostu śmiać. I to mnie kompletnie zaskoczyło, bo spodziewałam się raczej płaczu albo złości. Nie wiem, czy to był 'ten' efekt, ale coś ewidentnie się działo.
Hiperwentylacja może powodować pewne stany zmienione, to prawda, i nie można tego wykluczyć jako czynnika. Ale technika oddechowa w dynamicznej ma być chaotyczna, nie jednostajnie szybka, co trochę zmienia biochemię. Malachitka, masz zdanie w tej kwestii - gdzie jest granica między stanem wyindukowanym oddechem a faktycznym emocjonalnym uwolnieniem?
Czekajcie, bo mnie nurtuje jedno - jeśli technika oddechowa wyzwala te stany częściowo przez fizjologię, to czym to się różni od na przykład holotropowego oddechu? Bo tam też jest hiperwentylacja i też się mówi o oczyszczeniu. To nie jest ten sam mechanizm?
I tu właśnie wróciłabym do tego, co Franciszka i Dzidka mówiły o samodzielnym praktykowaniu. Holotropowy bez prowadzącego jest uznawany za mocno ryzykowny. Dynamiczna jest niby bardziej dostępna, bo jest w sieci i można ją 'zrobić z domu', ale skoro mechanizm bywa podobny, to może ta dostępność jest trochę złudna?
To jest właśnie ta rzecz, o którą pytałam wcześniej, kiedy pytałam o łagodniejsze wersje. Wydaje mi się, że część z nas szuka czegoś, co da podobne efekty, ale z mniejszym ryzykiem wejścia za głęboko samemu. Dewanna wymieniła Kundalini i Nadabrahma - czy one też mogą dawać tę kwestię 'za głęboko'?
