Zwierzę jako punkt startowy - to mnie zaskoczyło ale ma sens. Moja kotka jest pierwszą istotą do której czuję bezwarunkowe coś i to bez wysiłku. Może zacznę od niej.
Czytam ten watek od poczatku i mam pytanie moze troche z boku - czy przy mettcie na przebaczenie musi byc jakis konkretny czlowiek ktoremu przebaczamy, czy mozna pracowac bardziej ogolnie, ze tak powiem z calym zycieem? Bo ja mam takie poczucie ze nie ma jednej osoby tylko jakies ogolne brzemie.
To ze wylanil sie ktos niespodziewanie - czy to znaczy ze podswiadomie wiemy kogo potrzebujemy wybaczyc, tylko rozum tego nie chce przyjac?
Dokładnie to mi się przydarzyło. Usiadłam z ogólną intencją a po kilku minutach pojawił się obraz osoby z którą kontakt zakończyłam kilka lat temu. Nie spodziewałam się jej i trochę mnie to zmroziło na początku.
Zostałam z nim. Coś mi mówiło żeby nie uciekać, więc siedziałam i patrzyłam na ten obraz. Nie próbowałam nic robić, ani przebaczać ani odpuszczać na siłę. Po prostu byłam z tym co się pojawiło. I w pewnym momencie obraz zblakł sam z siebie. Nie wiem czy to znaczy coś, czy to było za łatwe.
To co opisuje Kwarcowa_G z tym zblaknieniem i spokojem po - nie musisz tego rozstrzygać na poziomie intelektualnym. Ciało wie. Jeśli po sesji jest spokój którego wcześniej nie było, to coś się przesunęło. Niekoniecznie musi być dramatyczny przełom, żeby coś było prawdziwe.
A wracając do tego co mówiłam o ścianie przy sobie - po tym co piszecie o zwierzętach jako punkcie startowym, spróbowałam z moim psem. I to było inne. Dużo łatwiej. Ale nadal nie wiem jak zrobić ten krok od niego z powrotem do siebie, bo jak tylko zaczynam się przesuwać w stronę siebie, to ta ściana wraca.
Mam pytanie do Domiceli - powiedziałas że przy ogolnej intencji wylanil mi sie ktos niespodziewany i ze to moze byc wiedza podswiadoma. Ale co jesli ta osoba ktura sie pojawia to ktos z kim nie chce sie mierzyc w tej chwili? Czy mozna ta sesje jakos zamknac i odpuscic ten temat na pozniej?
A czy ktoś miał tak że ta osoba która się pojawiła niespodziewanie była... samym sobą? Tzn. z przeszłości, z jakiegoś okresu na który trudno patrzeć? Bo właśnie w poprzedniej sesji pojawiło mi się coś takiego i nie wiem co z tym zrobić.
To co Milenka opisuje to bardzo głęboka warstwa tej praktyki. Kierowanie metty do siebie z przeszłości - do tej osoby którą byłaś - to działa inaczej niż do obecnego siebie, bo zdejmujesz z siebie rolę osoby która osądza i wchodzisz w rolę kogoś kto widzi tamto dziecko czy tamtego nastolatka z życzliwością. Czasem to jedyna droga żeby przebaczenie dla siebie w ogóle stało się możliwe.
To co Domicela pisze o sobie z przeszłości - czy to ma sens nawet jeśli nie mam konkretnego traumatycznego wspomnienia? Bo nie czuję żebym miała jakieś jedno wydarzenie, bardziej takie ogólne poczucie że przez długi czas byłam nie taka jak trzeba.
Mam trochę sceptyczne pytanie - skąd wiadomo że to co czujemy w trakcie metty to faktycznie przebaczenie albo uzdrowienie, a nie po prostu efekt relaksacji i spowolnienia myśli? Bo te same odczucia spokoju i ciepła można uzyskać leżąc z zamkniętymi oczami bez żadnej intencji.
To co Pytonissa pyta mam tez w glowie od dawna. Ale mysle ze moze to nie jest tak wazne czy to 'prawdziwe' przebaczenie czy relaksacja, jesli efekty sa realne? Moze to jest takie rozroznianie ktore wiecej komplikuje niz wyjasnia.
To co napisalem na koncu - ze moze nie wazne czy to prawdziwe przebaczenie czy relaksacja - chce zapytac czy ktos ma odwrotne doswiadczenie. Tzn. ze wlasnie TO rozroznienie bylo dla niego wazne i ze brak jasnosci w tym miejscu sprawial ze sesje byly jalowe albo ze w kolko zaczyanl od poczatku bez efektu?
