No i właśnie ta 'przestrzeń między' którą opisuje Wysoka Kapłanka w tarocie - to jest to samo co Renia60 i Glifmistrz01 mówią. Tylko że ja to widzę na kartach, a wy to czujecie w ciele. Zastanawiam się czy to nie jest ten sam stan tylko wejście przez różne drzwi?
to jest normalne i myślę że gdyby dało się to zaplanować co do minuty, to byłby powód do niepokoju, nie odwrotnie. Ale mam pytanie - czy zauważasz jakieś wzorce? Pora dnia, stan zmęczenia, co jadłaś, ile spałaś? Bo nie chodzi o kontrolę, tylko o rozpoznanie środowiska w którym to się pojawia.
Spirala to chyba coś znaczącego? Ja jak trzymam kamień i wchodzę w ten niejasny środek o którym mówiłem wcześniej, to raz miałem poczucie jakby kamień był cieplejszy niż powinien. Nie gorący, ale jakby oddawał ciepło. Czy to możliwe że kamień 'robi coś' w tej przestrzeni?
Przepraszam że wchodzę ale to oczyszczanie kamieni - to jest coś co naprawdę trzeba robić? Pytam bo dla mnie to brzmi jak... no nie wiem, jak pranie czegoś niematerialnego. Jak to w ogóle działa?
Tak, to brzmi znajomo. Moje ciepło w dłoniach też jest na wyjściu, nie na wejściu. Wchodzę i mam to mrowienie, wychodzę i mam ciepło. Jakby wejście i wyjście były inne jakościowo. Czy to ma jakieś znaczenie czy po prostu tak działa fizjologia?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i bałam się zapytać, ale - czy takie doświadczenia jak mrowienie czy ciepło mogą pojawić się u kogoś kto medytuje dopiero od kilku tygodni? Bo ja zaczęłam niedawno i myślę że może coś czuję ale nie wiem czy to nie jest autosugestia.
Bardziej tego samego doznania. Tzn. czułam że coś się dzieje i nie wiedziałam czy to jest 'właściwe' czy może robię coś źle i powinnam to zatrzymać. Ale nie było żadnego strachu że coś złego - raczej zaskoczenie że w ogóle cokolwiek czuję.
Ja też miałam to w klatce i długo nie wiedziałam jak to opisać. Hazel74, to pytanie o kierunek jest dobre - ja bym nie umiała odpowiedzieć na początku, ale teraz wiem że u mnie to idzie do przodu, jakby na zewnątrz. Natka77, czy ty czujesz cokolwiek podobnego?
Przepraszam że odchodzę chwilę od kamieni bo mam pytanie do was wszystkich - czy te fizyczne doznania jak mrowienie, ciepło, to rozszerzanie - są one dla was dowodem że 'coś się dzieje' duchowo, czy traktujecie je bardziej jako efekt uboczny relaksu? Bo ja kompletnie nie wiem jak to rozumieć.
To co Celestia mówi jest ważniejsze niż się wydaje. Większość ludzi przychodzi do takich praktyk z dokładnie takim rozdwojeniem - chce żeby było coś więcej, ale boi się tego chcieć. I to napięcie samo w sobie może być powodem dla którego pewne doświadczenia w ogóle nie przychodzą. Nie mówię że trzeba w coś wierzyć żeby to poczuć, ale opór wobec własnych doznań jest bardzo realną przeszkodą.
A co z moją spiralą? Bo ta rozmowa poszła w kierunek doznań fizycznych a ja wciąż nie wiem co zrobić z tym obrazem który pojawił mi się na granicy snu. Czy spirala ma jakieś znaczenie samo w sobie czy to jest zbyt ogólny symbol żeby cokolwiek z nim zrobić?
Spirala pojawia się w bardzo wielu tradycjach i myślę że szukanie jednego 'znaczenia' to ślepy zaułek. Ale to co Strzaska.ka opisuje - ten spokój i poczucie że coś jest na miejscu - to jest w sumie ważniejsze niż sam kształt. Bo to jest właśnie ten moment przebudzenia o którym ten wątek jest - nie wielkie wizje, nie trzęsienie ziemi, tylko chwila kiedy coś w środku mówi 'tak'.
Jak czytam ten wątek to mam wrażenie że to przebudzenie o którym mówi tytuł to nie jest jeden moment tylko raczej coś co składa się z takich małych rzeczy. Mrowienie, spirala, ciepło kamienia, rozszerzanie w klatce. Czy tak to rozumiecie? Że to jest raczej proces?
Właśnie i to mnie trochę uspokaja co mówisz, Hazel74. Bo ja czasem myślę że może nic się nie dzieje bo nie przeżyłam żadnego olśnienia. A tymczasem te mrowienia, to ciepło po wyjściu - może to i jest to, tylko w innej skali niż się spodziewałam.
Ja czytam od jakiegoś czasu i zastanawiam się - czy takie doświadczenia jak opisujecie w medytacji da się potem przelożyć na coś konkretnego? Tzn. czy po takim 'małym przebudzeniu' zmienia się coś w codziennym życiu, czy to pozostaje tylko w tej bańce sesji?
To co jezynka mówi o niepewności co jest przyczyną zmian - myślę że to jest uczciwe podejście i nie trzeba tego rozstrzygać. Ale mam pytanie do Michalinka65 i jezynka obu - czy zauważyłyście żeby te zmiany były trwałe, czy raczej falują? Bo u mnie jest tak że po dłuższej przerwie od medytacji pewne rzeczy wracają do starych wzorców.
Ja słucham tej rozmowy i mam pytanie może trochę z boku - czy wy w ogóle robicie przerwy celowo, czy raczej życie was zmusza do przerw i potem wracacie? Bo ja jeszcze nie mam stałej praktyki i zastanawiam się jak to wygląda z perspektywy czasu.
To jest ciekawe co Perun80 mówi o intencji przerwy - bo czy to nie znaczy że intencja zmienia samo doświadczenie? Tzn. ta sama przerwa z intencją i bez intencji to w zasadzie dwa różne zdarzenia? Mam wrażenie że tu gdzieś jest coś ważnego ale nie umiem tego do końca uchwycić.
Ja mam może głupie pytanie - skoro intencja jest taka ważna, to co jeśli się nie wie jaka jest moja intencja? Tzn. medytuję bo chcę po prostu zobaczyć co to jest, nie mam jakiegoś konkretnego celu. Czy to znaczy że robię to źle?
Czy można zapytać coś bardzo podstawowego? Czytam ten wątek od początku i zastanawiam się - te wszystkie doznania o których piszecie, mrowienie, ciepło, spirale - czy to jest coś co powinno się pojawić żeby powiedzieć że medytacja 'przebudza'? Bo ja po swoich sesjach czuję głównie że trochę mniej się denerwuję i nic poza tym.
Odpowiem na to pytanie pytaniem, bo myślę że to ważniejsze niż moja opinia - Karia.0, a co się zmieniło konkretnie? Bo 'mniej się denerwuję' to jest już zmiana, ale ciekawi mnie w jakiej sytuacji to zauważyłaś.
'Ktoś zmienił ustawienia' - to jest świetny opis, naprawdę. Właśnie o to chyba chodzi w tej całej rozmowie o przebudzeniu - nie o to że nagle widzisz aury albo słyszysz coś szczególnego, ale że te 'ustawienia domyślne' się przesuwają. Karia.0, jak długo medytujesz?
Trzy miesiące, nieregularnie, i już widoczne zmiany w automatycznych reakcjach - to jest interesujące. Bo z jednej strony pokazuje że nie potrzeba żelaznej dyscypliny żeby coś drgnęło. Z drugiej - ciekawi mnie co by się stało przy regularniejszej praktyce. Czy zmiany by się pogłębiły, czy plateau? Ktoś z dłuższym stażem ma obserwacje na ten temat?
Wchodzę z boku do tego wątku o regularności, bo mam pytanie które mnie od dawna nęka - czy to nie jest tak że kiedy zaczynamy śledzić regularność, to zaczynamy też oceniać siebie za jej brak? I to ocenianie samo w sobie nie jest chyba zbyt mindfulowe? Mam wrażenie że tu jest jakaś pułapka.
A propos tego liczenia - mam trochę inne pytanie. Czy przebudzenie duchowe, o którym jest ten wątek, w ogóle jest czymś co można 'osiągnąć' przez medytację? Tzn. czy to jest cel do którego się idzie, czy raczej coś co po prostu się wydarza przy okazji?
Słucham tej rozmowy i mam poczucie że krążymy wokół czegoś ważnego. Zaczęłam ten wątek właśnie dlatego że nie wiedziałam jak rozpoznać 'znaki' przebudzenia - i chyba przez te wszystkie posty doszłam do wniosku że szukałam czegoś spektakularnego. A tu Karia.0 opisuje coś bardzo cichego i to jest może bardziej prawdziwe niż wszystkie moje mrowienia.
Ale chwila - czy my nie piszemy teraz że te 'ciche' zmiany są ważniejsze od 'spektakularnych'? Bo ja miałam i takie i takie i nie wiem czy jedno jest cenniejsze od drugiego. Może to po prostu różne rodzaje doświadczeń a nie hierarchia?
