To co Augur08 pisze o tłumieniu jest dla mnie bardzo ważne i właściwie dotyka sedna. Bo przebudzenie w tradycjach które znam nie jest nigdy spokojniejszym wyglądem na zewnątrz - jest innym stosunkiem do tego co jest w środku. Ktoś może być zewnętrznie bardzo spokojny a jednocześnie uciekać od każdej trudnej emocji. I odwrotnie - ktoś może się bardzo żywo wyrażać i być jednocześnie bardzo przebudzony. Zewnętrzna miara mnie nie przekonuje.
Okej, ale jeśli nie ma żadnego kryterium, to jak w ogóle rozmawiamy o przebudzeniu jako o czymś konkretnym? Bo mam wrażenie że im dłużej czytam ten wątek, tym bardziej to pojęcie mi się rozpływa. Co ono właściwie oznacza dla ludzi tutaj?
Właśnie tego odstępu ja ostatnio zaczęłam u siebie szukać i chyba to o tym rozmawiałam wcześniej tylko nie umiałam tego tak nazwać. Hazel74, czy ten odstęp był od razu zauważalny czy musiałaś go najpierw zauważyć z perspektywy?
Ten 'odstęp' który opisuje Hazel74 - czy to nie jest po prostu dysocjacja? Pytam serio, nie złośliwie. Bo mój terapeuta ostrzegał mnie żeby uważać na to właśnie - że niektóre techniki medytacyjne mogą wzmacniać odcinanie się od emocji i to wygląda jak spokój ale nim nie jest.
Może kryterium jest to czy emocja w końcu przepływa czy zostaje. Przy dysocjacji ta sama emocja wraca w kółko bo nie została przeżyta. Przy tym 'odstępie' emocja może być bardzo intensywna ale się kończy naturalnie. Coś w tym?
Słucham tej dyskusji o dysocjacji i trochę się niepokoję bo sama zaczęłam medytować właśnie po bardzo trudnym okresie. Czy jest jakaś zasada kiedy medytacja może być nieodpowiednia albo robić coś złego? Nie chcę czegoś pogłębiać zamiast przepracować.
Wracam do głównego pytania tego wątku bo trochę odpłynęliśmy - i jednocześnie mam wrażenie że ta rozmowa o dysocjacji jest głęboko związana z tematem. Bo może jednym ze 'znaków' przebudzenia jest właśnie umiejętność rozpoznania czy jestem z sobą czy od siebie uciekam? Czy ktoś ma poczucie że ta samoświadomość - ta meta-refleksja - sama w sobie jest oznaką czegoś zmieniającego się?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i wchodzę z konkretnym pytaniem - czy ktoś z was doświadczył czegoś co nazwałby wyraźnym 'przed' i 'po'? Jakimś momentem który był granicą? Bo cała ta rozmowa jest o powolnych zmianach i bardzo mi to odpowiada, ale jednocześnie często czyta się o takich właśnie momentach przełomu.
Właśnie o tym - o tej pułapce - nikt mi wcześniej nie powiedział. Czułam że coś jest nie tak z moim podejściem ale nie wiedziałam jak to nazwać. Goniłam to uczucie z autobusu przez długi czas. Czy ono w ogóle wróciło do kogoś w tej samej intensywności?
Odpowiem jezynce i Hazel74 jednocześnie bo widzę tu ciekawy wątek - w wielu tradycjach właśnie przed tym przestrzegają. Zen nazywa to 'makyo' - przywiązanie do wizji i stanów. Nie dlatego że są złe, ale dlatego że przywiązanie do nich zatrzymuje. Przebudzenie nie jest stanem który się osiąga i trzyma - to raczej sposób bycia który się pogłębia.
Myślę że Glifmistrz01 dotknął czegoś ważnego. To jest fundamentalny problem kiedy rozmawiamy o przebudzeniu - język który mamy jest zbudowany do opisywania rzeczy i zdarzeń, a nie stanów świadomości. Każda próba opisu jest trochę spłaszczeniem. Stąd chyba wszystkie te metafory z odstępem, klikaniem, głębią.
Właśnie dlatego zaczęłam ten wątek - bo szukałam właśnie takich wskazówek. I dostałam dużo więcej niż się spodziewałam, nawet jeśli żadna odpowiedź nie jest ostateczna. Ale wróćmy do jezynki - bo jej pytanie o powrót tamtej intensywności mnie też bardzo ciekawi.
Wchodzę z boku ale mam pytanie do jezynki - czy ten moment w autobusie był poprzedzony czymś szczególnym? Dużym stresem, brakiem snu, może jakimś intensywnym okresem? Pytam bo zastanawiam się czy to nie mogło być coś zupełnie fizjologicznego a nie duchowego.
To co pisze jezynka wydaje mi się ważne - 'jedno i drugie może być prawdą'. Myślę że jeden z błędów w tej dyskusji to założenie że 'duchowe' i 'fizyczne' to dwie osobne szuflady. Zmęczenie, kryzys, rozluźnienie obrony psychicznej - może to są właśnie warunki w których coś może się przebić. Nie zamiast przyczyny duchowej, ale razem z nią.
Czytam i mam takie pytanie do Hazel74 i innych - czy można 'nie zauważyć' że się przebudziło? Pytam bo może te zmiany o których piszecie są u mnie i po prostu ich nie rozpoznaję bo nie wiem na co zwrócić uwagę.
Mnie to pytanie Peruna mocno zatrzymuje. Bo właśnie ta retrospekcja - to oznacza że nie ma żadnego sposobu żeby weryfikować to w czasie rzeczywistym? Zawsze musimy czekać żeby zobaczyć czy coś zostało?
A ja się zastanawiam czy w ogóle potrzebujemy weryfikacji z zewnątrz. Może te zmiany są ważne właśnie dlatego że są twoje, a nie dlatego że ktoś je potwierdził? Nie wiem, pytam szczerze bo sama nie mam odpowiedzi.
Mam wrażenie że ta rozmowa zaczyna kręcić się wokół problemu który nie ma rozwiązania - jak zweryfikować coś z natury subiektywnego. Może zamiast szukać weryfikacji, warto zapytać inaczej: co z tych doświadczeń zmienia twoje życie praktycznie? Bo to jest coś sprawdzalnego.
To mnie uderzyło bo jak sobie teraz przypomnę ostatnie miesiące, to chyba mniej się denerwuję drobiazgami. Ale serio nie wiem czy to medytacja, czy po prostu starość, jak mówi moja mama 🙂 Jak wy to odróżniacie?
To co opisuje Karia.0 - ta chwila przed reakcją - to mi się wydaje bardzo konkretny znak. Nie mistyczny, nie nieopisywalny, ale namacalny. Właśnie o takich rzeczach chciałabym słyszeć więcej w tym wątku, bo to jest coś co można rozpoznać u siebie.
Ale czy to nie jest po prostu to co psychologowie nazywają regulacją emocjonalną? Nie sugeruję że to mniej wartościowe, ale zastanawiam się czy potrzebujemy w ogóle terminu 'przebudzenie' do opisania czegoś co ma już swoją nazwę w nauce.
Czyli wracamy do punktu wyjścia - że to co dodatkowe ponad regulację emocji jest nieuchwytne słownie. Nie mówię że jest go nie ma, ale czuję że ta rozmowa zatacza koło. Może ktoś ma inne wejście w ten temat?
to pytanie o sprawdzenie mnie trochę zatrzymało. Bo może właśnie nie da się tego sprawdzić jednorazowo - to widać dopiero w serii sytuacji. Czy od tamtego czasu była jakaś konkretna sytuacja, w której zareagowałaś inaczej niż wcześniej byś zareagowała?
To co Renia opisuje - ten jeden spokojniejszy wieczór, potem powrót do codzienności - mnie przypomina coś co słyszałam od kilku osób w różnych kontekstach. Jakby przebudzenie nie było zdarzeniem, tylko czymś co się nasącza przez skórę powoli. Ale to pewnie nie satysfakcjonuje jako odpowiedź jeśli szukasz czegoś konkretnego.
A właśnie - mam takie skojarzenie z tym co Dominik84 napisał. Ta pauza przed reakcją, o której pisałam wcześniej, to naprawdę pojawiła się nie wiadomo kiedy. Nie pamiętam żebym kiedyś powiedziała sobie 'ok, od teraz pauza'. Zauważyłam że to robię dopiero jak ktoś mi to wskazał. Czy to nie jest właśnie ten retrospektywny moment?
To co Karia.0 opisuje jest ciekawe właśnie dlatego, że zmiana przyszła niepostrzeżenie. I tu wracam do początku tej rozmowy - Renia pytała o znaki przebudzenia. Może właśnie to jest jeden z tych znaków? Nie objawienie, nie wizja, tylko to że ktoś bliski pyta 'co się z tobą dzieje, ale w dobrym sensie'.
Ale poczekajcie - czyli żeby rozpoznać własne przebudzenie, potrzebujemy żeby inni nam o tym powiedzieli? To trochę paradoksalne. Rozumiem że zewnętrzny punkt widzenia pomaga, ale to czy naprawdę nie możemy tego sami w sobie zauważyć? Pytam bo sama nigdy nie miałam nikogo kto by mi coś takiego powiedział i zastanawiam się czy w ogóle cokolwiek u mnie się zmienia.
