Liliana, to co mówisz o małym konkretnym celu - to chyba jeden z filarów u Csikszentmihalyiego, nie? Jasny cel i natychmiastowa informacja zwrotna. Marchewka krzywo pokrojona od razu to widać. Czy myślisz że medytacja jakoś wpływa na te dwa elementy, czy to są raczej niezależne warunki?
To ciekawe, bo medytacja uważności właśnie na tym polega - zauważasz myśl, nie oceniasz, wracasz do oddechu. To jest dosłownie ten sam mechanizm. Marchewka krzywa, nie oceniasz, wracasz do cięcia. Liliana, czy ty to czujesz w kuchni jako powiązanie z praktyką?
Ale ten 'mięsień' działa chyba różnie przy różnych czynnościach? Bo ja medytuję od jakiegoś czasu i w medytacji radzę sobie z tym nieocenianiem, ale przy rozmowie z trudną osobą już niekoniecznie. Przenoszenie tego między kontekstami to chyba osobna umiejętność.
Wracam do tego co Pentagramia mi zadała - czy świeczka jest pomocna czy wymówką. Zastanawiałam się nad tym całą rozmowę i chyba mam odpowiedź. Myślę że świeczka zaczęła jako coś co pomagało, a potem stała się warunkiem koniecznym. I teraz sama nie wiem czy bez niej nie mogę, czy po prostu nie chcę próbować bez niej.
Lonia, mnie to pytanie ciągle chodzi po głowie od kiedy sama je tu poruszyłam. Myślę że te rytuały wokół twórczości są inne niż rytuały wokół obowiązków właśnie dlatego że przy twórczości mamy wybór, czy w ogóle zacząć. I wtedy każda bariera - brak świeczki, brak nastroju, brak czasu - staje się argumentem.
A czy ktoś próbował medytacji w trakcie czynności, nie przed? Bo słyszałam o chodzeniu w ciszy jako formie medytacji i zastanawiam się czy to jest to samo co flow, czy coś zupełnie innego.
Dobra, ale ja mam konkretne pytanie bo się trochę zgubiłem w tej dyskusji. Czy to co opisujecie to w ogóle jest osiągalne dla kogoś kto medytuje, powiedzmy, miesiąc? Czy to kwestia lat praktyki?
Dlaczego miałoby nie być to samo? Ja traciłem poczucie czasu przy sklejaniu modeli jako dzieciak. To był wyraźny flow, nikt mi tego nie powiedział, po prostu tak było. I nie medytowałem wtedy w żaden sposób.
Ale Jaryla, to że grasz i tracisz czas - czy po tym czujesz się jakoś inaczej? Bo różnica między flow a zwykłym pochłonięciem może być właśnie w tym jak wyglądasz po.
To jest sedno. Flow zazwyczaj zostawia poczucie energii albo spokoju po, nie wyczerpania. Chociaż zależy też od rodzaju czynności. Liliana, jak ty kończysz gotowanie które weszło w ten stan? Jesteś zmęczona czy naładowana?
Naładowana zdecydowanie. Zresztą to chyba jeden z sygnałów dla mnie - jeśli po czynności mam więcej energii niż przed, to wiem że coś się zadziało. Jeśli jestem bardziej zmęczona, to byłam przy niej ciałem, ale myślami gdzieś indziej.
To ciekawy sygnał. Choć zastanawiam się czy to nie jest kwestia po prostu lubienia danej czynności, a nie flow jako takiego. Można lubić gotować i być po tym zadowolona, bez żadnego głębszego stanu.
No racja, można lubić i być rozkojarzonym. Okej, to jednak nie jest to samo. Ale nadal nie jestem pewna czy naładowanie po to wyznacznik flow, czy może to po prostu wynik dobrego skupienia na czymkolwiek.
A może to nie musi być albo-albo? Dobre skupienie, flow, uważność - te stany mogą się nakładać i nie muszą mieć ostrych granic. Pytanie czy te rozróżnienia w ogóle są praktycznie przydatne, czy tylko akademickie.
Mnie to pytanie Pentagramii zatrzymało. Bo przez całą tę rozmowę próbujemy dookreślić czym flow jest, a czym nie jest. Ale kiedy to przeżywam, w ogóle o tym nie myślę. Myśl 'czy to flow?' chyba natychmiast go wyrzuca.
Wracam do tego co Liliana mówiła o małych celach - pokroić marchewkę równo. Czy ktoś próbował świadomie ustawiać sobie takie mikrocele przy nudnych czynnościach? Bo na przykład składanie prania to chyba jedno z najtrudniejszych miejsc do złapania flow w historii.
...najtrudniejszych miejsc do złapania flow w historii moich prób. Ktoś miał jakiś patent na składanie prania? Bo ja za każdym razem albo odpływam myślami, albo rozkładam na czynniki pierwsze jak to przyspieszę.
Składanie prania to w ogóle osobna kategoria. Mam wrażenie że te czynności gdzie nie ma żadnego rezultatu poza 'zrobione' są najtrudniejsze. Gotowanie masz jedzenie, mycie okien masz widok, ale pranie... wkładasz do szafy i zapomniane.
To ciekawe co Liliana mówi o tym sortowaniu - to trochę jak wprowadzanie rytuału w coś co wcześniej było bezforemne. I ta bezforemność chyba jest właśnie tym co blokuje flow, bo umysł nie ma się czego złapać.
A może te nudne czynności po prostu nie są dla większości z nas naturalnym miejscem na flow? Pytam serio, bo mam wrażenie że próbujemy wycisnąć stan z czegoś, co po prostu... nie chce.
No ale to trochę frustrujące, bo te nudne czynności to większość dnia. Jak mam ćwiczyć flow przy gotowaniu skoro gotuję dwa razy w tygodniu, a pranie robię codziennie?
Wróćmy na chwilę do tego co Dziedzilia pytała - jak wyglądasz po. Jaryla, to zmęczenie po graniu - czy to jest zmęczenie oczu i głowy od ekranu, czy raczej takie wewnętrzne, że nie masz nic do powiedzenia? Bo to by mogło odpowiedzieć na pytanie czy to było flow czy przestymulowanie.
To brzmi bardziej jak flow niż się spodziewałam. To potrzebowanie ciszy po, bez poczucia pustki - to jest podobne do tego co sama czuję po długiej medytacji albo po intensywnym rytuale.
Ja mam dokładnie takie samo potrzebowanie ciszy po głębszej medytacji. Jakby coś się wypełniło i teraz musi uleżeć. I nigdy by mi do głowy nie przyszło zestawić to z graniem na konsoli - czy to naprawdę jest ta sama jakość stanu?
Właśnie to - działanie wyprzedza myśl. Kiedy kroję i jest ten stan, to ręka wie zanim ja wiem. Nie decyduję o każdym cięciu, to się po prostu dzieje. I to chyba jest odpowiedź na pytanie Gali - nieważne co robisz, jeśli pojawia się ta chwila kiedy decyzja i działanie są jednym, to jesteś blisko.
To znaczy że flow to nie jest stan skupienia, tylko stan poza skupieniem? Bo skupienie to ciągle jakaś praca, a tu mówicie o czymś co działa samo.
Ładna metafora. Ale mam pytanie do Renii - skoro zaczęłaś od składania prania, to czy to co opisujemy teraz w ogóle zmienia twoje podejście do tych nudnych czynności? Bo mam wrażenie że zrozumienie mechanizmu rzadko samo w sobie wystarcza.
