To co Renia napisała o szukaniu czegoś dramatycznego - to mnie trafia. Bo ja też zawsze myślałem że flow to jakieś wielkie wejście, że poczuję jak przełącza się dźwignia. A może to po prostu tak cicho przychodzi że człowiek jest już w środku zanim się zorientuje?
Ale czy to nie znaczy że flow jest z definicji czymś co rozpoznaje się po? Że nie ma sensu próbować wchodzić świadomie, tylko tworzyć warunki i czekać aż samo przyjdzie?
Właśnie tak to czuję kiedy zaczynam myć naczynia i przestaję się temu opierać. Jakbym puszczała jakąś linę. Tylko nie wiem czy to jest naprawdę flow czy po prostu chwila spokoju. Czy to jest ważna różnica?
To jest dobre pytanie i sama się nad tym zastanawiam od jakiegoś czasu. U mnie jest tak że zaczynam czuć pewność ruchów - każdy gest jest dokładnie taki jaki trzeba, bez poprawiania. I to chyba jest ta aktywność o której mówi Dziedzilia, bo coś decyduje, tylko nie ja świadomie.
Słuchajcie, ale czy to nie jest zwykły automat? Bo ja jak robię coś mechanicznie przez długi czas to też przestaję myśleć, tylko później nie pamiętam co robiłam. I chyba nie o to chodzi w flow, prawda?
