Ja miałam oba i szczerze - nie jestem pewna. Stan przy kamieniach jest dla mnie bardziej naładowany energetycznie, jakby coś ciągnie uwagę na zewnątrz. Flow przy zwykłych czynnościach to raczej cisza do wewnątrz. Trudno to porównywać.
To co Pentagramia opisuje jako 'cisza do wewnątrz' - tak to czuję dokładnie. Szczególnie przy tym prasowaniu, o którym już tu pisałam. Żadnego ciągnięcia, żadnego wysiłku. Po prostu byłam przy tym.
A ja jeszcze nie miałam czegoś takiego przy czynnościach domowych, chyba. Ale przy malowaniu zdarza mi się stracić rachubę czasu i potem jestem zaskoczona ile minęło. Czy to może być coś podobnego?
Dobra, to znaczy że ja chyba jednak miałem to kiedyś. Przy graniu w gry wideo - czas leci, nie myślę o niczym innym. Tylko że to nie brzmi zbyt... duchowo?
Dlaczego miałoby nie brzmieć duchowo? To że mechanizm jest podobny nie znaczy, że wszystkie stany flow są równoważne. Ale też nie znaczy, że gry są 'gorsze'. Może po prostu znasz już to uczucie, tylko w innym kontekście?
Też mam tak z jakimiś absorbującymi rzeczami, składanie czegoś, majsterkowanie. I nigdy nie myślałem o tym jako o czymś związanym z medytacją. Teraz się zastanawiam czy powinienem to bardziej świadomie obserwować kiedy się zdarza.
Wracając do tego co Liliana mówiła na początku o regularnej medytacji jako 'furtce' - rozumiem to tak, że sama medytacja nie daje flow, tylko niejako przygotowuje grunt? Bo ja siedzę już kilka tygodni i przy codziennych czynnościach nie czuję różnicy.
A jak to wygląda to 'opóźnienie'? Bo może właśnie to jest mój problem - siedzę i czekam kiedy wreszcie coś się zmieni przy zmywaniu, a może powinnam przestać tego wyglądać?
Ale czemu od razu 'błądzenie'? To że odpłynęłaś to jedna rzecz, ale pytanie jest co się działo tuż przed tym. Bo bywa tak, że chwilę wcześniej jest właśnie to krótkie okno skupienia, zanim umysł zacznie szukać gdzie indziej.
Dobra, ja mam inne pytanie bo trochę utknąłem na tym co Liliana powiedziała o grach. Powiedziałaś że flow przy grach i flow przy medytacji to nie jest to samo, ale nie powiedziałaś dlaczego. Bo dla mnie to wygląda identycznie - czas leci, jestem przy tym, nie myślę. Co sprawia że jedno jest 'głębsze'?
Czekaj, ale to wcale nie jest oczywiste. Przy majsterkowaniu mam podobne skupienie, a tam bodźce są bardzo konkretne i zewnętrzne - piła, kawałek drewna, co idzie jak nie idzie. Czy to jest bliżej gier czy bliżej zmywania?
Może to jest właśnie różnica przy tym prasowaniu o którym pisałam. Tam też jest informacja zwrotna - materiał się wygładza, widać efekt od razu. Więc może to nie jest aż tak różne od majsterkowania? Zawsze myślałam że to coś wyjątkowego, ale teraz nie jestem pewna.
To co Chaber mówi o rękach które 'po prostu idą' jest dla mnie ważne. Ciało wie co robić i nie potrzebuje nadzoru umysłu. To jest właśnie ta różnica między czynnością która wymaga myślenia a taką która jest już zakodowana ruchowo. Przy takich czynnościach umysł ma przestrzeń żeby odpuścić.
Wracając do pytania Reni - ja też nie mam regularnej medytacji i zastanawiam się czy w ogóle mogę liczyć na takie stany. Czy bez medytacji jest to w ogóle osiągalne, czy raczej trzeba jakoś systematycznie budować tę podstawę?
Csikszentmihalyi, na którego tu Hilek kilka razy się powoływał, badał muzyków, sportowców, chirurgów - żadne z nich nie meditowało regularnie, a doświadczenia flow opisywali bardzo podobnie. Więc medytacja nie jest warunkiem koniecznym. Tylko może skracać drogę, bo uczysz się pewnych mechanizmów uwagi.
To w takim razie po co w ogóle ta medytacja, skoro granie w gry albo malowanie u Loni daje ten sam efekt? Pytam bo serio zastanawiam się czy nie przepłacam uwagą za coś co i tak mam.
Wracam do tego co mówiłam o budzeniu się w trakcie medytacji. Hilek zapytał czy tuż przed odpłynięciem jest jakieś skupienie. Próbowałam to dzisiaj obserwować i... wydaje mi się że tak? Jest coś jakby moment kiedy oddech jest naprawdę wyraźny, a potem gdzieś mi to ucieka. Tylko że to trwa może trzy sekundy.
To co Renia opisuje brzmi trochę jak klasyczny problem z obserwatorem - sam fakt obserwowania zmienia to co się obserwuje. Zastanawiam się czy to jest przeszkoda czy może właśnie mechanizm uczenia się, bo przynajmniej wiesz czego szukać.
Właśnie - to słowo 'powtórzyć'. Czy flow w ogóle można powtarzać świadomie, czy jeśli zaczynam go 'szukać' to od razu przepadam? Bo u mnie z tym majsterkowaniem jest tak że jak siedze i myślę 'teraz bym chciał wejść w ten stan' to nic z tego.
I to jest prawdopodobnie właśnie ta odpowiedź. Bierzesz i zaczynasz. Bez ceremonii. Warunki to czasem tylko tyle - nie odwlekać, nie oceniać zanim się zacznie, dać czynnościg szansę zanim umysł zdąży ją skatalogować jako nudną albo trudną.
Ale czy to nie zależy od osoby? Bo ja z malowaniem mam tak że muszę jednak trochę się nastroić, zapalić świeczkę, usiąść spokojnie. Bez tego nie mogę się skupić na tyle żeby cokolwiek ze mnie wyszło. To nie jest zły warunek czy dobry?
Mnie to pytanie Loni bardzo uderzyło, bo sama mam podobnie z prasowaniem - ale tam jakoś nie potrzebuję żadnego przygotowania, po prostu wchodzę. Zastanawiam się czy to dlatego że prasowanie jest 'obowiązkiem' i nie mam wyboru, więc umysł nie stawia oporu?
Dobra, ale jeśli przymus działa, to może po prostu narzucić sobie więcej obowiązków i flow sam przyjdzie? 🙂 Żartuję, ale serio - czy jest jakaś wersja tego mechanizmu którą można zastosować świadomie, bez czekania aż coś będzie przymusem?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam wrażenie że gdzieś zginął wątek o samej medytacji jako praktyce. Liliana zaczęła od tego że flow i medytacja mogą się nawzajem wzmacniać. Ale czy ktoś próbował konkretnie - po medytacji wchodzić w czynność, i sprawdzać czy wtedy łatwiej?
Dobra, to żeby nie zostawić pytania bez odpowiedzi - da się to zrobić świadomie bez czekania na przymus? Bo Dziedzilia trafnie zauważyła że zginął nam wątek o medytacji, a ja przez chwilę pomyślałem: może po prostu ustalić sobie że daną czynność robię zawsze po medytacji? Coś jak sztuczny rytuał przejścia?
Wracając do pytania Jaryla o świadomy mechanizm bez przymusu - mnie to przypomina coś co gdzieś czytałam, nie pamiętam u kogo, że stan flow łatwiej osiągnąć gdy jest wyraźny cel krótkoterminowy. Nie 'ugotować obiad' tylko 'pokroić tę marchewkę możliwie równo'. Małe, konkretne zadanie które umysł może objąć.
O, to ma sens. Przy majsterkowaniu właśnie tak jest - nie myślę 'złóż szafkę', tylko 'teraz dokręć ten śrubę'. Może dlatego to u mnie działa bez ceremonii, bo zadanie samo w sobie jest podzielone na kroki i uwaga naturalnie ląduje na tym jednym.
