Właśnie to mnie zastanawia od początku tej rozmowy. Wszyscy mówicie o efektach, które trudno przypisać konkretnie dynamicznej. Ciało, napięcie, świadomość - to może być efekt czegokolwiek, co sprawia, że zaczynasz siebie obserwować. Jak wyizolowałybyście wpływ tej konkretnej techniki?
Myślę, że Orlikowa ma tu rację w tym sensie, że motywacja i dopasowanie do temperamentu są istotne. Ale Brygida też stawia uczciwy zarzut. Może pytanie nie brzmi 'po co dynamiczna', tylko 'komu szczególnie dynamiczna może dawać coś, czego inne techniki nie dadzą'?
Ja na przykład przez lata nie mogłam siedzieć w ciszy dłużej niż pięć minut bez tego, że głowa mi odlatywała. Statyczna medytacja działała u mnie słabo. Dynamiczna dała mi punkt wejścia przez ciało i ruch, i dopiero po tym byłam w stanie w ogóle usiąść spokojnie. Więc dla mnie to była brama, nie cel.
Przepraszam że znowu z boku, ale mam wrażenie, że ciągle mówicie o efektach długoterminowych. A co z samą pierwszą sesją? Czy ktoś miał jakieś silne reakcje właśnie za pierwszym razem?
Mam pytanie do Malachitki albo Idzika - ta blokada w pierwszej fazie, o której piszecie, to jest objaw tego, że technika nie działa na daną osobę, czy że za wcześnie? Bo wyobrażam sobie, że można by to zinterpretować w oba sposoby.
Wracając do tego, co Sliwka mówiła o dynamicznej jako bramie do statycznej - czy ktoś robił to w odwrotnej kolejności? Tzn. zaczął od statycznej, miał jakiś sufit i przeszedł do dynamicznej, żeby go przebić?
Mogę się wtrącić z czymś? Czytam ten wątek od początku i mam wrażenie, że wszyscy zakładają, że dynamiczna jest dla kogoś, kto ma problem z wejściem w medytację albo coś w sobie zablokowane. A czy ktoś robi ją po prostu dlatego, że lubi? Bez żadnego problemu do rozwiązania?
To, co Jasminka powiedziała, jest według mnie kluczowe. Dynamiczna nie jest terapią ani naprawą czegoś zepsutego. Osho projektował ją jako praktykę dla aktywnych ludzi, którzy mają za dużo energii w głowie, żeby po prostu usiąść. Ale to nie znaczy, że jest zarezerwowana dla tych, którym coś nie wychodzi. Część ludzi po prostu woli pracować z ciałem w ruchu i tyle.
Okej, ale jeśli dynamiczna jest dla wszystkich niezależnie od potrzeb, to wrócimy do mojego wcześniejszego pytania - czym różni się od zwykłego tańca z zamkniętymi oczami? Bo argument 'dla każdego' trochę rozmywa to, czym ta technika miałaby być specyficznie.
Ta czwarta faza to dla mnie najdziwniejsza część, bo kiedy w niej byłam pierwszy raz, poczułam coś, czego nie umiałam nazwać. Jakby czas się trochę rozciągnął. Brzmi ezoforycznie, wiem, ale to było bardzo fizyczne odczucie, nie żadne wizje.
Piętnastcie minut nieruchomo po takiej intensywności? Muszę dopytać - to jest stanie, siedzenie, leżenie? Czyli jakiejkolwiek pozycji?
Dobra, ale wracając do tego, co powiedziałam wcześniej - dostałam odpowiedź, że dynamiczna nie jest tylko dla 'naprawiania' siebie, i się z tym zgadzam. Ale mam kolejne pytanie: czy jeśli ktoś nie ma żadnej regularnej praktyki i zaczyna właśnie od dynamicznej, to w ogóle jest sens? Czy bez jakiegoś kontekstu ta intensywność nie jest trochę strzelaniem do czegoś, czego nie widać?
Właśnie to mnie ciekawi od początku - ta kwestia 'gotowości'. Bo rozmawiałyśmy tu dużo o tym, komu dynamiczna daje coś specyficznego, ale nie powiedziałyśmy prawie nic o tym, kiedy może być zbyt dużo. Malachitka wspominała wcześniej o blokadach i silnych reakcjach. Czy są sytuacje, w których ta technika jest po prostu nieodpowiednia?
Tak, i to jest ważne. Przy aktywnych stanach lękowych, szczególnie jeśli ktoś ma tendencję do dysocjacji, ta intensywność może nasilać objawy zamiast pomagać. Podobnie przy świeżo przeżytych traumach bez wsparcia terapeutycznego. Osho sam zaznaczał, że dynamiczna nie jest dla każdego ciała i każdego momentu życia. To nie jest technika, którą robisz kiedy jesteś w środku kryzysu.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie, które chyba jeszcze nie padło: ta medytacja jest opisywana jako coś do robienia w grupie czy solo też ma sens? Bo zakładam, że faza katharsis z krzykiem i płaczem w bloku o siódmej rano to jednak kwestia logistyczna.
Mam. Robiłam ją w trakcie dość trudnego okresu i przyznam szczerze, że faza katharsis była wtedy inna niż zwykle - intensywniejsza i dłużej 'zostawała'. Nie mówię, że to było złe, ale na pewno nie byłam gotowa na to, ile wyszło. Przez kilka godzin miałam takie uczucie jakby skóra była za cienka na wszystko. Nie żałuję, ale gdybym wtedy miała obok kogoś doświadczonego, byłoby łatwiej.
