Kundalini bywa zaskakująca, choć rzadziej w taki gwałtowny sposób. Nadabrahma jest naprawdę łagodna - nucenie, okrężne ruchy rąk, cisza. Trudno ją 'przedawkować'. Ale żadna z nich nie daje tej samej intensywności co dynamiczna, więc jeśli ktoś szuka dokładnie tego, co opisuje dynamiczna, to nie ma bezpieczniejszego zamiennika o identycznym działaniu.
Ale jak to wygląda z zewnątrz, to drżenie? Pytam, bo mieszkam z rodziną i zastanawiam się, czy to jest coś, co można robić bez wyjaśniania wszystkim, co się robi w pokoju.
Czyli de facto ta cała seria medytacji Osho zakłada jakąś prywatność i przestrzeń? Pytam, bo mam kawalerkę i trochę ograniczone możliwości, ale coraz bardziej chcę spróbować czegoś z tego zestawu.
Krzyk w poduszkę jako rozwiązanie logistyczne - nie spodziewałam się, że na tym forum to omówimy, ale w sumie to normalne. Mam pytanie do Idzika - jak ktoś fizycznie ogranicza fazę katharsis przez takie warunki, to czy ta faza w ogóle pełni swoją rolę, czy staje się tylko mechanicznym ruchem?
To, co mówisz o tłumieniu dźwięku vs. tłumieniu procesu, Idziku, jest dla mnie kluczowym rozróżnieniem. Ale jak to sprawdzić w praktyce? Skąd wiadomo, czy wewnętrznie 'pozwalasz', czy tylko sobie wmawiasz, że pozwalasz, a tak naprawdę blokujesz ze wstydu?
A może w ogóle to pytanie o poduszkę vs. prawdziwy krzyk jest trochę bez sensu przy pierwszych podejściach? Tzn. zanim się ma w ogóle co tłumić, bo pierwsze sesje są często płaskie. Przynajmniej u mnie tak było.
To jest ciekawe, bo ja słyszałam od kogoś, kto prowadzi warsztaty z medytacji aktywnych, że regularność robi dużą różnicę właśnie przy dynamicznej. Że ciało musi niejako nauczyć się fazy katharsis, żeby ją w ogóle dopuścić. Ale nie wiem, czy to ma jakieś głębsze uzasadnienie, czy bardziej opinia z praktyki.
Regularność ma znaczenie, to na pewno. Ale jestem ostrożny z określeniem 'ciało musi się nauczyć'. To trochę za bardzo mechanistycznie brzmi. Raczej powiedziałbym, że zaufanie do procesu rośnie z sesją. Masz mniejszy opór, mniej oceniasz to co się dzieje - i wtedy coś może przejść.
Przepraszam, że wrócę do kwestii praktycznej, ale ile to realnie trwa ta cała dynamiczna? Czytałem gdzieś, że godzinę, ale nie wiem, czy to z przerwami między fazami, czy łącznie.
Czyli te słuchawki, o których Idzik wspomniał, są naprawdę rozwiązaniem praktycznym, nie symbolicznym. Muzyka i tak prowadzi, a ty jesteś w tym zamknięty. Rozumiem.
Wróćmy może do pytania, które zadałam wcześniej o Kundalini i Nadabrahma - Dewanna, mówisz, że żadna z nich nie da tej samej intensywności. Ale czy to oznacza, że efekt jest słabszy, czy po prostu inny? Nie chcę koniecznie 'intensywnie', chcę żeby coś się działo.
Inny, nie słabszy. To jest ważne rozróżnienie. Dynamiczna uderza szybko i mocno, bo tak jest zbudowana. Kundalini i Nadabrahma działają wolniej, ale potrafią dojść w bardzo nieoczekiwane miejsca, właśnie dlatego, że nie stawiasz oporu instynktownie. Czy 'coś się dzieje' - tak, tylko inaczej. Masz jakiś konkretny efekt, na którym ci zależy?
Szczerość - zależy mi na poczuciu, że coś puściłam. Nie wiem jak to inaczej nazwać. Mam wrażenie, że chodzę z czymś, co jest za cienkie żeby zobaczyć w zwykłej medytacji, ale za grube żeby samo odeszło. Dlatego interesuje mnie coś aktywnego.
To, co opisujesz, brzmi bardzo znajomo. Właśnie na to dynamiczna jest według wielu najbardziej celna - na te rzeczy, które są zbyt subtelne żeby je 'pomyśleć', ale zbyt utrwalone żeby je oddechować spokojnie. Choć Dewanna ma rację, że Kundalini też to potrafi, tylko innymi drzwiami.
Granica jest chyba tam, gdzie przestajesz być w stanie sama się zatrzymać. W zwykłej medytacji zawsze możesz otworzyć oczy i wyjść. W dynamicznej, jeśli coś cię ponosi, to mechanizm techniki trochę utrudnia to zatrzymanie. Czy to jest właśnie ta różnica, Malachitka?
A jak rozpoznać, że świadek ginie? To nie jest jakiś paradoks, że jeśli ginie, to nie ma kto rozpoznać, że go nie ma?
No właśnie, 'z czasem' - ale Orlikowa dopytywała o to z pozycji kogoś, kto zaczyna. I tu wracam do swojego punktu: jeśli na początku nie wiesz, co się dzieje w środku, i nie wiesz po fakcie, czy świadek był czy nie był, to na czym polega bezpieczeństwo tej techniki?
Moim zdaniem różnica jest jednak realna. W vipassanie albo w uważności możesz po prostu przestać. Otwierasz oczy i wychodzisz. W dynamicznej muzyka i struktura faz cię trochę ciągną. To nie jest zarzut do techniki, ale jednak jest to inna sytuacja decyzyjna.
Zatrzymuję się na tym, co Dewanna mówi o zasobach. Właśnie tego nie wiem o sobie - czy mam te zasoby. I nie wiem, jak to sprawdzić inaczej niż robiąc. Macie jakiś sposób na wstępną ocenę gotowości bez wchodzenia w pełną sesję?
To jest bardzo uczciwe pytanie. Jedna rzecz, którą słyszałam jako wskazówkę: zanim zrobisz dynamiczną, zwróć uwagę na to, jak reagujesz na bardzo intensywne bodźce w życiu codziennym. Nie chodzi o terapię, tylko o obserwację - czy potrafisz być z silną emocją bez natychmiastowej ucieczki?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale właśnie próbowałem znaleźć oryginalne nagranie Osho do dynamicznej i jest ich kilka wersji na różnych platformach. Która jest właściwa? Bo widzę różnice w długości.
A przy okazji - czy ta wersja z muzyką jest warunkiem koniecznym? Pytam, bo czytałam gdzieś, że pierwotnie Osho prowadził to instruując werbalnie, nie przez muzykę.
Wracając do Orlikowej i jej pytania o gotowość - ja miałam podobny dylemat i w końcu po prostu zrobiłam pierwszą fazę, tylko pierwszą, i sprawdziłam, co się pojawia. Nie kończyłam całości. To dało mi jakiś wgląd bez wchodzenia od razu w pełną sesję. Nie wiem, czy to jest ortodoksyjne podejście, ale działało.
Właściwie to wszystko, co piszecie o tej pierwszej fazie i oddechu, brzmi podobnie do technik, które stosuje się w bioenergoterapii. Czy ktoś wie, czy Osho czerpał z Reicha albo Lowena? Bo ta praca z ciałem i oddechem wygląda podobnie.
To, co Sliwka opisuje z tą pierwszą fazą jako testem, wydaje mi się bardzo sensowne. Chyba spróbuję właśnie tak. A wy - ci, którzy robiliście dynamiczną regularnie przez dłuższy czas - macie poczucie, że coś trwale się zmieniło, czy to jest raczej efekt na czas sesji i jakiś krótszy czas po?
Orlikowa, to jest naprawdę ważne pytanie i chcę przy nim zostać. Kiedy mówisz 'trwale się zmieniło' - masz na myśli zmianę w tym, jak reagujesz na stres? W codziennym życiu? Czy bardziej coś w samej praktyce medytacyjnej? Bo to są chyba dwie różne rzeczy i ludzie różnie to opisują.
U mnie po kilku miesiącach regularnej dynamicznej zauważyłem przede wszystkim zmianę w reakcji na napięcie w ciele. Nie chodzi o jakiś wielki przełom, tylko o to, że zacząłem szybciej rozpoznawać, kiedy się spinam. To brzmi banalnie, ale wcześniej naprawdę tego nie widziałem na bieżąco.
