Kotwica może być słuchowa, ruchowa, oddechowa, a nawet węchowa. Chodzi o to, żeby układ nerwowy nauczył się łączyć ten bodziec ze stanem skupienia. Twoja playlista może faktycznie pełnić tę funkcję, jeśli zawsze słyszysz te same pierwsze dźwięki tuż przed startem lub kluczowym momentem. Czy masz świadomość, że działa, czy po prostu słuchasz?
Mam wrażenie, że ta rozmowa cały czas krąży wokół jednego pytania, czy uważność działa lepiej kiedy jest świadoma i zaplanowana, czy kiedy wyrasta sama z siebie. Bo zarówno kotwica Granacik, jak i playlista Fabianeka to są rzeczy które działają bez teorii. Może właśnie to jest ważne?
ale jak mozna robic cos swiadomie i jednoczesnie naturalnie, to sie chyba wyklucza? jak zaczniesz myslec o kazdym oddechu to zapomnisz biec
ale jak mozna robic cos swiadomie i jednoczesnie naturalnie, to sie chyba wyklucza? jak zaczniesz myslec o kazdym oddechu to zapomnisz biec
To jest jedno z najczęstszych nieporozumień wokół całego tematu uważności. Świadomość nie musi oznaczać analizowania. Możesz być świadomy oddechu nie dlatego, że go analizujesz, ale dlatego, że go czujesz. To różnica między 'teraz wdycham powietrze i mój przepona się unosi o tyle i tyle centymetrów' a po prostu byciem z tym wdechem. Jedno jest w głowie, drugie jest w ciele.
Mnie to co mówi Tobiasz szczerze zastanawia, bo sama to czuję. Jak próbuję skupić się na oddechu podczas jakiegokolwiek wysiłku, to przez pierwsze może dwie minuty jest dziwnie, jakbym zaczęła oddychać ręcznie. Czy to po prostu kwestia praktyki i to przechodzi?
Ja miałem dokładnie tak samo. Kilka pierwszych prób skupienia się na oddechu przy bieganiu kończyło się tym, że zaczynałem oddychać zbyt szybko albo za wolno i w końcu się gubiłem. Przestałem to robić i wróciłem do muzyki. Ale chyba za szybko się poddałem.
a jak długo próbowałeś za każdym razem? Bo jeśli to było pięć minut i rezygnacja, to faktycznie możliwe, że zatrzymałeś się właśnie w tym najtrudniejszym miejscu, tuż przed momentem kiedy ciało zaczyna to przejmować.
To co Fabianek opisuje brzmi trochę jak porzucanie medytacji właśnie w momencie, kiedy zaczyna działać. Bo ten dyskomfort który czujesz, ta sztuczność oddechu, to chyba jest właśnie sygnał że coś się zmienia, nie że coś jest nie tak?
To co Fabianek opisuje jako ten stan po trzydziestu minutach, to chyba jest właśnie to, do czego dąży się w medytacji ruchowej. Tylko że on do tego doszedł przez przypadek, a nie przez metodę. Ciekawe, czy świadome dążenie do tego stanu przyspieszyłoby dojście do niego, czy wręcz przeciwnie.
A czy ten stan o którym mówi Granacik i Fabianek to nie jest po prostu flow? Bo to jest opisywane w psychologii sportowej, Csikszentmihalyi i tak dalej. I tam nie ma za bardzo miejsca na uważność w sensie skupienia na ciele, bo ty po prostu jesteś pochłonięty działaniem. To jest coś innego czy to samo?
Flow i uważność to nie są synonimy, ale w praktyce często nakładają się na siebie. Flow jest opisywany jako utrata poczucia siebie w działaniu, uważność jest raczej zachowaniem świadomości przy jednoczesnym braku rozproszenia. W sporcie możesz mieć stany, które łączą oba. Fabianek, czy w tym momencie o którym mówisz, byłeś świadomy swojego ciała, czy raczej w ogóle przestałeś je czuć?
to co Fabianek pisze o tym ze 'glowy nie czul' brmi troche jak to co ludzie mowia o transie. czy medytacja i trans to jest to samo czy to juz oddzielne rzeczy bo sie gubie w tych pojęciach
Wracając do tego co mówiła Zielarka o flow, mam wrażenie że my tu rozmawiamy o kilku różnych poziomach i trochę je mieszamy. Bo kotwica przed startem, o której pisała Marzenka, to jest jedno. Ten stan po trzydziestu minutach biegu, o którym Fabianek, to jest coś zupełnie innego. Czy to w ogóle powinniśmy omawiać razem czy to są oddzielne tematy?
Myślę że jednak jedno prowadzi do drugiego. Kotwica otwiera drzwi, a stan wyciszenia to to, co jest za drzwiami. Przynajmniej tak to sobie wyobrażam po tej rozmowie. Tylko że między jednym a drugim jest ten trudny środek, który Fabianek opisywał, gdzie wszystko jest sztuczne i chce się wrócić do muzyki.
moze to kwestia sportu? bo bieganie to jest jednak cos innego niz plywanie, w plywaniu masz rytm oddechu narzucony przez wode jakos, nie?
To by tłumaczyło dlaczego mi szło gorzej niż myślałem że powinno. Biegam i mam pełną dowolność oddechu, więc jak tylko zaczęłem na nim skupiać uwagę, to umysł natychmiast przejął stery i zaczął kombinować.
Ale to oznacza że ćwiczenie uważności jest łatwiejsze w sportach, gdzie pewne rzeczy są techniczne wymuszone? Jak w pływaniu albo w wiosłowaniu? Fabianek miałby więcej szczęścia, gdyby zaczął od czegoś innego niż bieganie?
To co Marzenka mówi trochę zmienia mi perspektywę. Bo ja przez długi czas myślałam, że do medytacji ruchowej najlepiej nadają się wolniejsze rzeczy, tai chi, joga, spacer. A tu wynika, że szybki bieg może być równie dobry, tylko inaczej.
Kilka razy tak robiłam i szczerze, pierwsze dziesięć minut to koszmar, głowa mi leci w różne strony. Ale potem jest coś, co bym nazwała pustką w dobrym sensie. Nie wiem czy to jest uważność, ale na pewno jest inne niż ze słuchawkami.
Dokładnie to samo. Bez muzyki te pierwsze minuty są po prostu trudne, a potem przychodzi coś, co trudno nazwać. Może to właśnie ten próg o którym mówił Dadzbog?
Prawdopodobnie tak. Chciałbym zapytać was oboje, Fabianku i Wiciokrzewie, czy w tym stanie po przejściu progu macie poczucie czasu? Bo to jest jeden z wyróżników głębszej uważności, że czas przestaje być mierzony, chociaż jesteś w pełni obecny.
ja mam odwrotnie, jak jestem skupiony to mi sie wydaje ze biegne dluzej niz faktycznie. czy to znaczy ze robie cos zle?
okej to jak odroznic 'bycie z' od 'wpatrywania sie w'? to jest dla mnie najtrudniejsze
Może to jest jak z kamieniami, bo znam się trochę na tym, jak je trzymasz - możesz je ściskać i szukać efektu, albo po prostu mieć w ręce i pozwolić żeby cokolwiek się stało. Ten drugi sposób działa zupełnie inaczej. Może z oddechem i z biegiem jest tak samo?
To jest chyba najlepsza definicja jaką do tej pory w tej rozmowie padła. Chociaż teraz zastanawiam się, czy ta różnica przychodzi z czasem sama, czy trzeba ją jakoś ćwiczyć poza treningiem.
Mam wrażenie, że na to pytanie Fabianeka nikt z nas nie odpowiedział wprost. Bo kręcimy się wokół tego, jak to działa podczas biegu, ale czy ktoś tu ma jakieś konkretne ćwiczenie, które robiło poza treningiem i które potem realnie zmieniło coś w treningu?
