To pytanie Fabianeka wisi w powietrzu i mam wrażenie, że unikamy go, bo odpowiedź nie jest prosta. Ale spróbuję. Przez jakiś czas robiłam rano, przed treningiem, krótkie skanowanie ciała. Nie medytację w pełnym sensie, tylko dosłownie pięć minut leżenia i przejechania uwagą od stóp do głowy. I to coś zmieniło, ale nie wiem czy to co zmieniło, to uważność podczas treningu, czy po prostu lepsza świadomość ciała w ogóle.
Słucham tej rozmowy o skanowaniu ciała i zastanawiam się, czy to jest coś, co można robić w dowolnym momencie dnia, czy jednak rano ma jakieś szczególne znaczenie. Bo jeśli chodzi o uważność podczas treningu, to może ważniejsze jest żeby to ćwiczenie było blisko w czasie przed treningiem, nie kilka godzin wcześniej?
Skanowanie po treningu pokazuje, czy jesteś w stanie odróżnić zmęczenie od napięcia, ból od dyskomfortu. Sportowcy bardzo często mylą te sygnały, bo są przyzwyczajeni do ignorowania ciała albo do reagowania na nie z lękiem. Jeśli po biegu możesz usiąść i spokojnie przejechać uwagą po ciele bez oceniania, to jest to samo ćwiczenie co przed, tylko z bogatszym materiałem.
To co Dadzbog mówi o rozróżnianiu zmęczenia i napięcia jest dla mnie nowe. Zawsze myślałam, że to albo boli, albo nie boli. Że to rozróżnienie jest takie proste. Czy to znaczy, że uważność w sporcie ma też jakiś wymiar, nie wiem, ochronny? Że można przez to unikać kontuzji?
ale jak sie uczyc tego rozrozniania? mnie to zawsze sie myli, zwlaszcza jak jestem juz zmeczony po dluzszym treningu to wszystko mi sie zlewa w jedno wielkie 'niedobrze'
W zasadzie tak, tylko bez takiego diagnostycznego nastawienia. Chodzi o to, żeby po prostu zauważać co jest, bez nazywania tego od razu problemem. Ja na przykład odkryłam przez skanowanie, że zawsze mam napięte ramiona, nawet kiedy nic mnie nie boli i nic się nie dzieje. Przez całe życie tego nie wiedziałam.
To jest coś. Bo ja mam podobne odkrycie z biegania, zaczyna mnie boleć kark po dłuższych odcinkach i długo myślałem, że to przez złą postawę. A może po prostu przez napięcie, które tam siedzi i którego nie zauważam?
Słucham i mam pytanie trochę z innej strony. Czy uważność w treningu to jest coś, co się da robić, gdy trenujesz z innymi? Bo cała ta rozmowa dotyczy solo, biegu, pływania w samotności. A ja na przykład ćwiczę czasem w grupie i tam jest zupełnie inny rodzaj uwagi, musisz patrzeć na innych, dostosowywać tempo.
To co Wiciokrzew opisuje z grupy brzmi jak coś, co mogłoby być nawet trudniejsze do osiągnięcia w treningu solo. Bo bycie uwrażliwioną na zewnątrz, na innych, to też jest forma uważności, tylko nikt o tym nie mówi w kontekście sportu. Czy to nie jest ciekawe, że medytacja zawsze kojarzy się z zamknięciem oczu i izolacją, a tu mamy coś zupełnie odwrotnego?
ta uwaznosc skierowana na zewnatrz w grupie, o ktorej piszecie, to mnie troche zaskoczylo. bo ja zawsze myslalem ze medytacja to wlasnie to wyciszenie od zewnatrz. a wy mowicie ze mozna sie skupiac na innych i to tez jest uważnosc?
Ja właśnie z tego powodu przestałem słuchać muzyki podczas biegów. Chciałem sprawdzić, co się zmieni. I na początku było głównie to, że słyszę własny oddech i jest mi go wstyd, bo brzmi za ciężko jak na taki wysiłek. Ale potem zacząłem zauważać rzeczy, których wcześniej nie zauważałem. Jak zmienia się rytm kroków, kiedy się zmęczę.
To z tym wstydem za oddech jest ciekawe, bo sama to miałam. Jakby słuchanie samej siebie było niekomfortowe. Skąd myślisz, że to się bierze? Czy to jest coś specyficznego dla sportu, czy bardziej ogólne?
Wracając do tego co Zielarka napisała o uważności skierowanej na zewnątrz w grupie, bo to mnie nie opuszcza. Zastanawiam się, czy trenując w grupie budujesz inny rodzaj uwagi niż solo, czy może po prostu ćwiczysz uwagę ogólnie i ona się przenosi? Bo jeśli to drugie, to może trening w grupie jest wręcz lepszy jako szkoła uważności?
Mam pytanie trochę z boku. Rozmawiamy o sportowcach i uważności, ale czy ktoś z was wie, jak to wygląda u zawodowych sportowców? Czy oni w ogóle medytują, czy to bardziej amatorska sprawa, bo zawodowcy mają inne przygotowanie mentalne?
Sportu wyczynowego nie znam od środka, ale z tego co czytałem, praca mentalna w sporcie profesjonalnym jest zupełnie osobną dyscypliną i rzadko jest nazywana medytacją wprost. Psycholodzy sportowi używają innych terminów, wizualizacja, regulacja pobudzenia, focus. Ale mechanizmy są podobne. Bardziej mnie ciekawi to, czy różnica nazwy ma znaczenie dla efektu, czy to tylko kwestia marketingu.
Myślę, że nazwy mają znaczenie, bo zmieniają nastawienie. Jeśli sportowiec usłyszy 'medytacja', może to odrzucić jako coś niekompatybilnego z twardym treningiem. Jeśli usłyszy 'praca z koncentracją', to brzmi bardziej sportowo. Ale wracając do nas, czy dla amatorów ta granica w ogóle istnieje?
Mnie to słowo nie przeszkadzało, ale przeszkadzało mi poczucie, że robię coś źle. Że za dużo myślę podczas medytacji i że to jest porażka. Długo nie wiedziałem, że to jest normalne. I właśnie sport mi to jakoś pokazał, bo w biegu nikt nie mówi, że myślisz za dużo. Po prostu biegniesz.
To co Fabianek mówi o myśleniu podczas medytacji jako porażce jest bardzo powszechnym nieporozumieniem i trochę mnie smuci, że tak wiele osób przez to rezygnuje. Ale interesuje mnie inne połączenie, czy to właśnie aktywność fizyczna może być dla niektórych osób łatwiejszą bramą do stanów medytacyjnych niż siedzenie w ciszy? Bo jeśli tak, to może dla pewnego typu ludzi trening jest po prostu lepszą medytacją?
A czy ktoś próbował jakoś połączyć skanowanie ciała z konkretnym sportem, nie przed ani po, ale w trakcie? Rozumiem, że podczas biegu nie możesz zamknąć oczu i robić klasycznego skanowania, ale może jakaś uproszczona wersja? Pytam, bo rozmawiamy dużo o tym wokół treningu, a mało o tym w środku.
A czy ktoś próbował jakoś połączyć skanowanie ciała z konkretnym sportem, nie przed ani po, ale w trakcie? Rozumiem, że podczas biegu nie możesz zamknąć oczu i robić klasycznego skanowania, ale może jakaś uproszczona wersja? Pytam, bo rozmawiamy dużo o tym wokół tematu, a mało o konkretnych technikach.
To akurat ciekawy kierunek, bo skanowanie ciała w ruchu to nie jest wymysł, tylko coś, co ma swoje uzasadnienie. Pytanie tylko, od czego zacząć, bo nie każdy sport daje tyle przestrzeni uwagi co bieg. W jodze jest to oczywiste, bo masz czas na każdą pozycję. Ale co z grami zespołowymi, gdzie musisz śledzić i piłkę, i zawodników? Czy tam jest w ogóle miejsce na obserwację własnego ciała?
to mnie zastanawia, bo przy rowerze chyba jednak bezpieczenstwo musi być na pierwszym miejscu. nie wyobrazam sobie, ze ktos jedzie i zamiast patrzec na drogę obserwuje napiecie w nogach. czy to nie jest troche ryzykowne zalozenie?
Właśnie to jest chyba klucz. Jak biegam trasą, którą znam, to faktycznie mam więcej uwagi na to, co się dzieje w środku. Na nowej trasie w ogóle nie ma mowy. Może więc uważność w sporcie jest czymś, co przychodzi dopiero po pewnym czasie, kiedy ciało już trochę wie, co robi?
To co mówisz Fabianie ma sens, ale mnie zastanawia, czy to nie jest po prostu rutyna, a nie uważność. Bo rutyna to też działa automatycznie, tylko bez tej jakości obecności, o której rozmawiamy. Jak odróżnić jedno od drugiego podczas treningu?
Słuchajcie, mam takie wrażenie, że rozmawiamy o uważności jakby była jedna. Ale chyba zależy też od tego, w jakim celu ktoś ją stosuje. Jeśli chodzi o lepszy wynik sportowy, to może potrzebna jest inna jakość uwagi niż wtedy, gdy ktoś chce się po prostu wyciszyć po ciężkim dniu. Czy te dwa cele da się w ogóle połączyć w jednym treningu?
A mnie to co Zielarka mówi przypomniało, że chyba zaczęłam to samo. Najpierw słuchałam ciała z potrzeby, żeby nie zrobić sobie krzywdy, a dopiero z czasem zaczęłam to robić bez konkretnego powodu. Może właśnie tak to się naturalnie rozwija u sportowców amatorów i nie trzeba od razu zakładać, że ktoś powinien siedzieć i medytować, żeby potem to przenieść do ruchu?
