Bogumil, to uczciwe pytanie i zasługuje na uczciwy odpowiedź. Nie mam formalnej diagnozy ADHD. Mam za to kilka lat praktyki z osobami które mają, i sporo czytania. Czy to znaczy że mówię z zewnątrz? Częściowo tak. Jeśli gdzieś mijam się z tym co faktycznie czujesz od środka — powiedz. Serio.
Właśnie. I to jest coś o czym rzadko się mówi przy medytacji — kto mówi i z jakiego miejsca. Większość poradników pisały osoby bez ADHD, dla osób bez ADHD. I potem my próbujemy to stosować i się dziwimy że nie działa.
To radio które przeskakuje stacje — to jest najlepszy opis jaki słyszałem. Bo sugeruje też że coś nadaje, tylko odbiór jest rozstrojony. Zastanawiam się czy da się do tego jakoś podejść od tej strony — zamiast uciszać radio, może dostroić?
To co Hipolit mówi o byciu pasażerem we własnej głowie — ja to znam z wcześniejszego okresu zanim w ogóle zacząłem medytować. I właśnie po to zacząłem, żeby przestać być pasażerem. Tylko że medytacja nie od razu dała mi kierownicę, raczej pokazała gdzie kierownica jest.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie — czy to znaczy że medytacja przy ADHD nie jest po to żeby zatrzymać ten chaos, tylko żeby jakoś inaczej z nim być? Bo jak tak to ująć, to może podejście 'wyciszę się' jest od początku błędne?
Ok ale jak sie w praktyce 'jest z tym chaosem bez katastrofizowania'? Bo dla mnie każda sesja w której moja głowa szaleje kończy się frustracją że znowu mi nie wyszło. Jak to zmienić, żeby frustracja nie była domyślną reakcją?
To jest moje dokładnie pytanie od miesięcy. Wiem 'że tak jest', ale nie czuję że tak jest. I nie wiem jak przejść z wiedzy do czucia. Czy to w ogóle da się zrobić celowo?
Stopy na podłodze mi kiedyś pomogły i to dosłownie — siedziałem boso i skupiałem sie na tym jaka jest temperatura podłogi i gdzie jest chłodniejsza a gdzie cieplejsza. To głupie ale działało dłużej niż oddech. Czy ktoś wie dlaczego coś tak konkretnego może lepiej trzymać uwagę?
Szczerze to nie wiem. Robiłem to może z dwa tygodnie codziennie i po tym czasie faktycznie trochę przestało aż tak działać. Ale może to nie wytarcie, może po prostu zmieniłem się i potrzebowałem innego punktu. Przy ADHD tak jakby potrzeba świeżości non stop.
To co mówi Bogumil74 ma swoją nazwę w neuropsychologii — mózg ADHD jest szczególnie wrażliwy na nowość i szybko habituuje. To nie jest wada praktyki, to jest właściwość układu nerwowego. Pytanie jest inne — czy można świadomie rotować kotwice sensoryczne zamiast szukać jednej która zawsze działa?
Ale jak to wygląda u was organizacyjnie? Macie jakiś harmonogram tych zmian czy czekate aż przestanie działać i wtedy szukacie czegoś nowego? Bo dla mnie to drugie brzmi jak kolejna pułapka bo skąd wiem że 'już nie działa' a nie że 'dzisiaj jestem za bardzo w głowie'?
Właśnie. Miałam sesje które w środku były spokojne ale po nich czułam się fatalnie i odwrotnie — pełny chaos w głowie a po końcu jakiś dziwny spokój. Które z nich były 'udane'? Nadal nie wiem jak to mierzyć.
Ja to robiłem intuicyjnie przez jakiś czas — nie liczyłem czy 'wyszła' sesja tylko patrzyłem jak reaguję na te drobne rzeczy co mnie zwykle denerwują. I tam były zmiany, powolne, ale były. Chociaż nigdy nie byłem pewien czy to medytacja czy inne rzeczy w życiu się ułożyły.
To jest właśnie trudność w badaniu czegokolwiek na sobie — nie masz grupy kontrolnej. Ale myślę że przy ADHD ta zewnętrzna miara o której mówi Wajdelota jest zdrowsza niż ocenianie wnętrza sesji. Bo ta ocena wewnętrzna jest u nas za bardzo zaburzona przez stan emocjonalny.
Czy ktoś z was w ogóle próbował prowadzić jakiś dziennik z tym? Nie codzienny opis sesji, bo to by mnie zabiło po trzech dniach, ale coś prostszego. Właśnie żeby mieć tę zewnętrzną miarę o której mówi Reginka.
Alarmy w telefonie to jedyne co u mnie działa jeśli chodzi o takie rzeczy. I nawet nie tylko alarm na sesję, ale alarm na 'napisz co czujesz teraz'. Brzmi banalnie ale naprawdę wyciąga mnie z zapominania. Czy to jest dla was za dużo struktury czy w sam raz?
Dla mnie alarm na sesję to jedno ale alarm żeby zarejestrować wrażenie po — tego nie robiłam i właściwie nie wiem czemu nie. Można to połączyć z końcem sesji jak timer odlicza i kiedy dzwoni to od razu piszesz to jedno słowo o którym Joasia71 mówiła. To mogłoby działać jako jedna sekwencja.
Ja bym pewnie wpisała w teleofn cokolwiek pod ręką, może zwykłe notatki. Ale wiem że potem bym nie umiała tego znaleźć bo mam tam chaos 🙂 Bogumil74 jak ty to robiłeś kiedy obserwowałeś swoje reakcje po sesjach? Zapisywałeś coś czy zapamiętywałeś?
Szczerze? Nic nie zapisywałem. Miałem takie poczucie wewnętrzne, jak mi coś 'nie gruchało' w ciągu dnia to po prostu zauważałem. Ale to jest malo naukowe i pewnie przez to nie wiem czy medytacja mi pomagała czy nie, tak jak Reginka mówiła. Może gdybym coś utrwalał to bym miał więcej pewności.
To co mówi Bogumil74 jest ciekawe z jednego powodu — to poczucie wewnętrzne może być całkiem wiarygodnym wskaźnikiem, tylko trzeba by je odróżnić od chwilowego nastroju. Pytanie do tych co prowadzili jakiekolwiek notatki: czy patrzyliście na to po dłuższym czasie, powiedzmy po miesiącu, i czy to coś pokazywało? Bo jednorazowa obserwacja po sesji to jedno, a wzorzec to drugie.
Ja prowadziłam przez jakieś dwa miesiące coś w rodzaju dziennika ale w formie kilku słów, nie opisów. I owszem, był wzorzec — mniej więcej tydzień po zmianie kotwicy sensorycznej słowa były spokojniejsze, a potem wracał chaos. To się pokrywało z moim odczuciem habituacji o którym pisał Wajdelota wcześniej. Nie twierdzę że to dowód naukowy, ale dla mnie wystarczyło.
To jest dobry punkt. Ale z drugiej strony jak nie wiesz co działa to jak wiesz co kontynuować a z czego zrezygnować? Szczególnie przy ADHD gdzie mamy tendencję do porzucania rzeczy które 'nie dają wyniku'. Jeśli nie wiem czy medytacja mi pomaga, to po jakimś czasie mój mózg uzna że nie ma sensu i da sobie spokój.
Mnie pomogło jak przestałam myśleć o sesjach jako o czymś co ma 'dawać wynik'. Traktuję to bardziej jak sen — nie oceniasz czy sen ci się udał, po prostu śpisz. Ale wiem że dla osób z ADHD to może być właśnie trudniejsze bo potrzebujemy jakiegoś sygnału zwrotnego.
Ten przykład ze snem jest dobry Inwokacja. Chociaż z snem to przynajmniej wiesz rano czy byłeś wyspany 🙂 Z medytacją ta informacja zwrotna jest o wiele bardziej rozmyta. Może właśnie o to chodzi że trzeba się nauczyć czytać subtelniejsze sygnały niż to do czego jesteśmy przyzwyczajeni.
Ale jak się nauczyć czytać subtelne sygnały kiedy masz ADHD i twój mózg z definicji lepiej reaguje na silne bodźce? To trochę paradoks. Pytam serio, nie retorycznie.
A czy ta intererocepcja o której mówi Wajdelota jest czymś co można ćwiczyć konkretnie? Czy ona się po prostu poprawia przy boku jako efekt uboczny każdej medytacji?
Pięc minut body scanu to brzmi jak coś co mogłbym przeżyć. Czy ta skrócona wersja ma sens w ogóle czy to jest trochę jak zjedzenie jednej kostki czekolady i mówienie że się zjadło tabliczkę?
