To co opisujesz to nie jest słabość - to właśnie mechanizm mózgu przy ADHD, te pętle powracają. Ale mam pytanie, czy zauważasz że po tej nocy z liczeniem oddechów patrzysz na to inaczej? Nawet jeśli lekko?
Bogumiłe, a jak ty liczysz te oddechy - na każdy wdech, na każdy wydech, czy na jedno i drugie razem? Bo ja próbowałam i nie wiem jak to robić 'poprawnie' i to mnie rozpraszało bardziej niż pomogło.
To ciekawe co Zaneta mówi, bo mi się wydaje że problem z 'czy robię to dobrze' to jest w ogóle osobny temat dla ludzi z ADHD. Ja mam tak z wieloma rzeczami, nie tylko z medytacją. Cały czas jakaś część głowy monitoruje czy to idzie właściwie.
Próbowałam. Dla mnie to była katastrofa, dosłownie po minucie planowałam cały następny tydzień. Może to kwestia etapu?
A czy ktoś z was medytuje z prowadzeniem, jakieś nagrania albo aplikacje? Bo ja próbowałam bez tego i zupełnie nie wiedziałam co ze sobą zrobić, ale z głosem w tle jakoś szło.
Ale Bogumile, tu jest ważna różnica - na początku nagrania mogą być pomostem, nie celem samym w sobie. Pytanie czy ktoś w ogóle rezygnuje z nagrań po jakimś czasie i przechodzi do samodzielnej praktyki, czy zostaje przy prowadzeniu? Bo te dwie drogi chyba prowadzą w trochę inne miejsca.
Ja uzywam Insight Timer od pol roku i nie zrezygnowałem z prowadzenia. Nie wiem czy to dobrze czy zle, ale skutkuje - siedze przy tym dłuzej niz bez prowadzenia.
To co Hipolit mówi ma sens. Jeśli coś działa, to po co zmieniać? Mnie zawsze mówiono że trzeba wyjść ze strefy komfortu, ale może przy ADHD ważniejsze jest żeby w ogóle praktykować regularnie, nawet z pomocą. Tylko mam pytanie - czy po tym półroczu z prowadzeniem czujesz że twój umysł robi coś inaczej niż na początku, czy zawsze jest tak samo?
Wracając do tego co Bogumił pisał o małym dowodzie dla siebie - to jest naprawdę ważny mechanizm, szczególnie przy ADHD. Mózg potrzebuje konkretnych, namacalnych potwierdzeń, nie abstrakcyjnych przekonań. Ta jedna noc z liczeniem oddechów to nie jest mała rzecz, to jest coś co możesz do siebie wrócić. Bogumiłe, czy masz gdzieś zapisane jak to poszło? Dosłownie notatka, żeby nie przepadło?
Nie mam zapisane, trochę żałuje bo teraz to jest takie mgłiste. Ale pamiętam że było jakieś poczucie - nie wiem jak to określić - może spokoju? Bez takiej presji że muszę coś osiągnąć. Joasiu, a ty zapisujesz swoje sesje?
Piszę krótkie notatki po każdej sesji, ale naprawdę krótkie, dosłownie jedno dwa zdania. Co czułam, co było trudne. To nie po to żeby analizować, tylko żeby mieć ślad. Przy ADHD pamięć stanów jest szczególnie ulotna.
Ja próbowałam dziennika medytacji i po tygodniu pisałam elaboraty zamiast siedzieć w ciszy. Serio, strona zamiast dwóch zdań. Dla mnie to jest osobny problem - jak mi dasz jakieś zadanie towarzyszące to przejmuje całość.
Ja nie rozumiem tego co Wajdelota napisał o tej defuzji - możesz jakoś prościej wyjaśnić jak to wygląda w trakcie medytacji? Bo czytam i wydaje mi się że rozumiem, a potem jak próbuję wyobrazić sobie że siedzę i medytuję to nie wiem co miałabym robić inaczej.
To jest naprawdę dobre pytanie i pamiętam że sama je miałam na początku. Etykieta jest znacznie krótsza niż cały łańcuch rozumowania do którego normalnie wchodzisz. 'Myśl o ocenianiu' to jedno słowo, a rozkminianie czy robisz to dobrze może trwać minutę. Chodzi o skrócenie pętli, nie o jej likwidację.
A ja mam z tym inny problem. Jak próbuję nadawać etykiety to od razu zaczynam kategoryzować wszystkie myśli jak bibliotekarka i po chwili jestem bardziej zajęta katalogowaniem niż medytacją. Serio, siedziałam kiedyś dwadzieścia minut i sortowałam myśli na 'lęk', 'planowanie', 'wspomnienie', 'ocenianie'. To nie była medytacja, to był projekt.
To co Inwokacja opisuje chyba jest clou problemu z ADHD i medytacją. Mózg szuka aktywności i potrafi każdą technikę przerobić na nową aktywność. Liczenie oddechów, etykietowanie, otwarta obecność - wszystko można zamienić w projekt. Zastanawiam się czy jest cokolwiek co tego nie da rady przerobić w projekt.
Bogumile, to jest bardzo trafne spostrzeżenie i szczerze - nie mam na nie prostej odpowiedzi. Ale mam podejrzenie że klucz nie leży w technice, tylko w czymś poprzedzającym technikę. W intencji z jaką siadasz. Ale to jest trudne do przekazania, bo intencja też może stać się projektem. Macie jakieś doświadczenia z tym jak wyglądała wasza intencja przed sesją kiedy szło dobrze?
Mnie to pytanie Tarniny bardzo ciekawi, bo sama nie wiem jak odróżnić intencję od planu. Intuicyjnie czuję że to różne rzeczy, ale jak miałabym to wyjaśnić słowami to się gubię.
A może intencja to nie jest coś co się ustawia przed, tylko coś co się odkrywa w trakcie? Pytam serio, bo mi się tak zdarzyło że siadałem z jednym nastawieniem a po kilku minutach okazywało się że właściwie chciałem czego innego.
Pochwist, to mnie trafia. Chyba nie raz mi się zdażyło że siadałem bo chciałem sie uspokoić, a w środku był tak naprawdę jakis niepokój którego nie chciałem widzieć. I medytacja to ujawniła zamiast zakryć.
To jest bardzo istotne rozróżnienie. Przy ADHD często siadamy do medytacji z jakimś naddatkiem - chcemy nie tylko pobyć, ale też naprawić, zredukować, osiągnąć. I ten naddatek potrafi sabotować całą sesję zanim się zacznie. Czy pamiętasz jak się czułeś kiedy to się ujawniło - ten niepokój zamiast spokoju?
U mnie podobnie, tylko ja to interpretuję jako dowód że nie umiem medytować. Jak coś nieprzewidzianego wyskakuje to od razu mam myśl że zrobiłam coś nie tak.
Tylko że jak mi wyskakuje coś nieładnego to mam pełen scenariusz na kolejne pół godziny i siedzę i myślę o tym zamiast wracać do oddechu. Reginka, ty mówisz 'zobaczyć co jest' jakby to było proste, ale dla mnie zobaczenie otwiera drzwi a nie zamyka.
Ja też mam krótkie sesje i zastanawiam sie nad tym samym - czy pięc minut to jest medytacja czy tylko ćwiczenie wstępne. Czy ktoś wie czy jest jakaś minimalna długosc żeby to miało sens?
A moze dla osob z ADHD krotsze sesje sa wlasciwie lepsze? Bo czytałem gdzieś ze intensywnosc i jakość uwagi jest ważneijsza niz czas. Ale nie pamiętam gdzie i nie jestem pewien czy to bylo o medytacji czy o czymś innym.
To co Hipolit opisuje jest bardzo znajome. Jakby uwaga miała swój czas życia i jak go przekroczysz to już siedzisz z ciałem a umysł poszedł gdzieś na spacer. Czy można ten czas jakoś wydłużać czy to po prostu neurologia?
Myślę że można, ale nie przez force'owanie - raczej przez stopniowe przesuwanie granicy. Jak Hipolit ma dwie trzy minuty, to nie znaczy że powinien siedzieć czterdzieści pięć. Może siedzieć cztery. Potem pięć. Mózg się uczy. Tylko że przy ADHD ta cierpliwość wobec własnego procesu to jest osobna umiejętność której też trzeba się nauczyć.
